Sobotni, mroźny poranek, 8 stopni na minusie, zgromadził prawie 20 osób chętnych zdobywać góry.
Góry w Republice Czeskiej – Beskidy Morawsko-Śląskie po sąsiedzku, nie do końca przez nas odkryte, jednak zdecydowanie warte odwiedzania. Naszym celem na sobotę był wybitny szczyt Smrek o wysokości 1276 m n.p.m. znajdujący się na Morawach, na lewym brzegu rzeki Ostrawicy stanowiącej geograficzną granicę pomiędzy Śląskiem a Morawami. Wędrówkę rozpoczynamy na przystanku Velky Potok, skąd niebieskim szlakiem idziemy przez skuty śniegiem i lodem las. Niebo jest zamglone, jednak im wyżej się pniemy, tym częściej zaczyna prześwitywać błękit nad nami.
Coraz więcej śniegu, na szczęście szlak jest przedeptany. Przepiękny wysoki las świerkowy, częściowo objęty rezerwatem, przypominał mi lasy porastające kiedyś pasmo od Skrzycznego po Baranią Górę. Na przełęczy Smrek, przeskakujemy na czerwony szlak, którym osiągamy wierzchołek i nasz cel.
Sam szczyt jest zalesiony, jednak jest tam kilka miejsc widokowych ze spektakularnymi widokami na stronę północną, w tym na sąsiedni masyw Łysej Góry (1324 m n.p.m.), znajdujący się po śląskiej stronie. Jest chwila na odpoczynek, posiłek i zdjęcia w tym grupowe z „pożyczonym” psem (jaka fryzura!).
Schodzimy czerwonym szlakiem do miejscowości Ostrawica, gdzie ochoczo zmierzamy do popularnego lokalu gastronomicznego na tradycyjną kawę i ciastko. Akurat trafiliśmy na sezon „zabijackovy” i tym samym stosowną listę dań. Kilka osób skusiło się na ciekawie brzmiącą nazwę „zabijackova polevka”. Jakie było zdziwienie, gdy kelnerka przyniosła krwistą zupę, czarną polewkę, krupnioka w płynie jakby to nazwać… Dzięki temu dobrze zapamiętamy czeskie określenie na świniobicie.
Paweł Bartoszek












