Rohacz Płaczliwy przez Baraniec – z widokiem na jesień! Trzynastego września odbyła się wycieczka na Rohacz Płaczliwy, a w zasadzie na Płaczliwy, bo tak właśnie nazywany jest ten szczyt po słowackiej stronie Tatr Zachodnich. Wystartowaliśmy klasycznie, z dworca PKS w Bielsku-Białej, by po około dwóch i pół godzinie zjawić się na początku naszej dzisiejszej trasy – w Dolinie Żarskiej, na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego (TANAP), który obejmuje południowe zbocza Tatr Zachodnich. Najważniejszymi szczytami otaczającymi dolinę są m.in. Banówka, Trzy Kopy i Rohacz Płaczliwy, na który to właśnie dzisiaj się wybierzemy. Startujemy w liczbie 24 szczęśliwych podróżników oraz z naszą przewodniczką Karoliną, która tego dnia ma nieco słabszy dzień. Ale w naszym towarzystwie zginąć Jej nie damy! Zatem ruszamy, a trasa zaczyna się od solidnego podejścia na Baraniec (2182 m n.p.m.). Według mapy – niecałe cztery godziny przed nami. Pogoda – wymarzona! Czasem tylko chłodny powiew wiatru, a słońce zaczyna przebijać się przez chmury. Powoli wznosimy się, mijając przekwitnięte łany wierzbówki kiprzycy. Wchodzimy w las, by po solidnym podejściu wyjść na Holý vrch (Goły Wierch, 1723 m n.p.m.), skąd roztacza się piękna panorama 360 stopni, a u naszych stóp morze chmur przykrywa liptowskie miejscowości. Widok przepiękny! Chwila przerwy, nabranie nowej energii i ruszamy dalej – na Baraniec! Do celu pozostała już tylko godzinka. Wychodzimy ponad kosówkę i pozostaje nam tylko cieszyć oczy i umysł pięknymi widokami, których słowami nie da się opisać. Tu trzeba po prostu być. Na stromych polanach otaczających szczyt widać już zbliżającą się jesień. Czerwieniejące buczyny wyglądają niczym rozgrzane do czerwoności węgle. Na niebie rozgrywa się spektakl chmur, który co rusz pozostawia nowe, cieniste wzory na trawie, by za chwilę oświetlić promieniami słońca kolejne zbocza. Idziemy grzbietem. Jedyne, czego wymaga od nas ta trasa, to podnoszenia nóg coraz wyżej i wyżej… i wyżej. No ale tak to już jest, jak się idzie w góry – do góry! Osiągamy 2182 metry i możemy zaliczyć szczytowanie na pierwszym celu dzisiejszego dnia – Baraniec! Tutaj dłuższa przerwa na coś dobrego i ciepłego, bo wiatr daje się we znaki. Zaprawieni towarzysze dzisiejszej wyprawy potrafią sobie jednak radzić z takimi niedogodnościami. Ciepła herbatka robi swoje, a Karolcię ratujemy różnymi specyfikami, bo wczorajsze wojaże po Tatrach dały Jej się we znaki, a pogoda również nie była wtedy zbyt sprzyjająca. Dzisiaj morale są już o wiele lepsze, bo pogoda skutecznie wynagradza Jej wczorajszy dzień. Do głównego celu – Płaczliwego – zostało jeszcze około półtorej godziny. Ruszamy żwawym krokiem, by szybko stracić wysokość, którą przed chwilą tak mozolnie zdobywaliśmy. Na szczęście tylko około 100 metrów w dół, a potem szybkim tempem kierujemy się na Smrek (2074 m n.p.m.). Tutaj trzeba trochę rozglądać się za wierzchołkiem, bo szczyt jest dość wypłaszczony i można go pomylić z innymi, niewielkimi wzniesieniami. My mijamy Smrek i zatrzymujemy się dopiero w Żarskiej Przełęczy (1917 m n.p.m.). Tutaj odpoczynek, nowa dawka energii i ostatnie podejście dzisiejszego dnia!
Po około 30 minutach zdobywamy główny cel – Rohacz Płaczliwy (2125 m n.p.m.)! Pamiątkowe zdjęcie na wierzchołku, szybkie, ale oczywiście szczegółowe omówienie panoramy i wracamy do Żarskiej Przełęczy. Stąd kierujemy się dalej do Żarskiej Chaty, gdzie czeka na nas ciepła polewka i zasłużona Kofola. Jak wiadomo – po takim dniu nawet zwykła zupa smakuje jak danie z najwyższej górskiej restauracji. Wycieczkę kończymy około pięciokilometrowym marszem do Doliny Żarskiej, gdzie na parkingu czeka już na nasz autobusik. Tym razem nikt nie musi już sprawdzać, czy autobus przypadkiem nie uciekł – stoi grzecznie i czeka. Zmęczeni, ale szczęśliwi, z promieniami jeszcze słonecznego lata na twarzy, wróciliśmy przed godziną 21:00 do Bielska-Białej.
Serdecznie dziękujemy Karolinie za ten dzień, za trud prowadzenia wycieczki i za to, że mimo nieco słabszego początku dnia doprowadziła nas bezpiecznie do celu i z powrotem. A wszystkich kolejnych, jeszcze niezdecydowanych, zapraszamy na wycieczki z PTT Oddział Bielsko-Biała! Góry czekają, a jak pokazuje dzisiejsza wyprawa – czasem wystarczy tylko zrobić pierwszy krok… a potem jeszcze kilka tysięcy kolejnych.
Łukasz Gierczyk


W miniona sobotę Szkole Koło Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego „Górski Azymut” im. Andrzeja Zawady w ZSEEiM wyruszyło na kolejną górską wyprawę w Tatry Zachodnie. Założony cel ambitny, wymagający i niezwykle ciekawy: Grześ– Rakoń – Wołowiec. Choć prognozy zapowiadały całkiem przyzwoitą pogodę, „góry postanowiły mieć własne plany” na ten dzień.


9 września 2026 r., odbył się drugi wykład z „Organizacji turystyki górskiej w Polsce”, a tematem spotkania było: „Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze – historia i współczesność”.















