Mogielica (Beskid Wyspowy) – wydarzenie turystyczno-religijne pt. „XXVI Wielkopiątkowa Droga Krzyżowa” – 3 kwietnia 2026 r.

Po raz kolejny bielsko-bialski oddział PTT uczestniczył w Wielkopiątkowej Drodze Krzyżowej. O godz. 6.30 wyruszyliśmy autokarem do Jurkowa, wsi położonej w Beskidzie Wyspowym u podnóża najwyższego szczytu tego pasma Mogielicy (1171m). W Wielki Piątek w kościele katolickim nie sprawuje się liturgii eucharystycznej. Jest to dzień zadumy nad Męką Chrystusa, która znajduje swój wyraz właśnie w sprawowaniu nabożeństwa Drogi Krzyżowej. Po modlitwie, komunii św. i błogosławieństwie udzielonych w kościele MB Nieustającej Pomocy, już w towarzystwie członków PTT z innych oddziałów, wyruszyliśmy niebieskim szlakiem w kierunku szczytu (ok. 5,2 km i 661 m w pionie), by po drodze zatrzymać się przy czternastu kapliczkach – stacjach.
Każda liturgia w kościele katolickim ma swój ryt, który określa szczegółowo sposób i cel jej sprawowania. Czuwał nad nim towarzyszący nam ks. Tomasz. Liturgia Drogi Krzyżowej jest przede wszystkim formą podziękowania dla Jezusa z Nazaretu za to, „że przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył”. Bogata symbolika poszczególnych stacji staje się także podstawą do prywatnych rozważań medytacyjnych. Staje się drogowskazem, ale takim nietypowym: poprzez pytania zmusza do refleksji nad sposobem postępowania w życiu, nad drogą którą podążamy. Ta relacja została napisana także dla tych, którzy z różnych względów w opisywanym wydarzeniu nie mogli uczestniczyć. Zatem zapraszam Cię drogi czytelniku do duchowego w niej uczestnictwa.
Po przejściu kilkuset metrów, przy ostatnich zabudowaniach Jurkowa zatrzymaliśmy się po raz pierwszy. Obraz umieszczony w drewnianej ramie przedstawiał Jezusa skazanego na śmierć (St. I) przez władzę świecką (Piłata) na podstawie fałszywych oskarżeń. Czy nie za łatwo i dzisiaj rzuca się oskarżenia wobec innych? Zwykle nie przeszkadza nam, że nie wiemy na pewno. Przez głupie plotki, oszczerstwa skazujemy naszych bliskich, kolegów czy sąsiadów. Zdarza się, że i my stajemy się ofiarą fałszywych pomówień.
Gdy weszliśmy na zalesiony stok napotykaliśmy kolejny obraz: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona (St. II). Zastanówmy się przez chwilę: co dla nas znaczą słowa: „wziąć krzyż na swoje ramiona”? Nasze krzyże to codzienne trudności; problemy w domu, w szkole, gdy inni nas nie rozumieją, gdy kolejny raz trzeba wybaczyć, chociaż chciałoby się zemścić lub po prostu uciec od tego wszystkiego.
Następnie szlak stał się bardziej stromy i kamienisty, trudny bowiem pokryty coraz grubszą warstwą śniegu. Na drzewie, trochę jakby ukryta, wisiała kapliczka: Pierwszy upadek pod krzyżem (St. III). Nasze upadki? Jest ich bez liku. Jeżeli tak się stanie, no cóż, trzeba zebrać siły i przełknąć gorycz porażki. Wszyscy tak często powtarzają: nie wolno się poddawać, głowa do góry, musisz się poprawić! Łatwo mówić, ale trudniej wykonać. Czasem tak ciężko powstrzymać łzy, bo przecież każdy upadek boli. Jezus w drodze na Golgotę upadnie jeszcze dwa razy (St. VII i IX). I nam wielokrotnie przydarzy się kolejna wpadka. Skąd czerpać siły do podźwignięcia? Jak pokonać wszechogarniający ból, zniechęcenie, strach? Ile razy trzeba w życiu dokonywać szlachetnych postanowień poprawy? Ile razy ponawiać próbę bycia lepszym, bardziej życzliwym, wyrozumiałym? Nadejdą także w życiu każdego z nas chwile, takie jak w życiu napotkanych przez Jezusa kobiet (St. VIII), kiedy wydawać się będzie, że jest już tak ciężko, tak smutno, że gorzej być nie może. Bezsilni, bezradni będziemy krzyczeć, że to wszystko nie ma sensu!
Ewangeliści opisujący ostatnią drogę Jezusa (za doczesnego życia) udzielają nam wskazówek gdzie szukać mamy pomocy. Podczas tej strasznej wędrówki Jezus spotyka swoją matkę (St. IV). Ileż to razy widzieliśmy zatroskaną twarz naszej mamy gdy coś zrobiliśmy nie tak? Nie musiała nic mówić. Wystarczyło, że spojrzała tym smutnym, kochającym wzrokiem i wszystko było jasne. Czy umiemy to docenić? Zaraz potem, zaniepokojeni stanem skazanego, żołnierze rzymscy zmuszają Szymona z Cyreny (St. V) by mu pomógł dźwigać krzyż. Gapiów było wielu. Czy aby nie za szybko potrafimy wskazać takich co to patrzą, ale nie widzą, niby słuchają, ale nie słyszą. My również tak często nie dostrzegamy albo nie chcemy dostrzec ludzkiej krzywdy, wołania o pomoc. Tłumaczymy się brakiem czasu i nadmiarem własnych obowiązków. Młoda Żydówka Weronika, nie bacząc na własne bezpieczeństwo, postanowiła zachować się inaczej i pomóc (St. VI). Kim jest dzisiejsza Weronika? Może jest nią mój kolega albo moja przyjaciółka? A może Ktoś, komu wcale nie zależy na tym aby jego imię pojawiało się w mediach.
Gdy zbliżyliśmy się do szczytu Mogielicy zatrzymaliśmy się przy Stacji X. Obraz przedstawiał Jezusa z szat obnażonego. Zastanówmy się przez chwilę: Na czym polega poszanowanie ludzkiej godności w XXI wieku? Przed nami pojawiło się bardzo strome, śliskie podejście i 4 ostatnie stacje. Pierwsza: Jezus zostaje do krzyża przybity (St. XI). Jakże często możemy usłyszeć: To Żydzi skazali Pana Jezusa! To oni są winni – nie ja! Czy aby nie za często w naszym życiu rozpaczliwie szukamy winnych wokół siebie? Koniecznie staramy się znaleźć usprawiedliwienie dla swojego postępowania. Jeżeli się nam to nie udaje, to na pociechę tłumaczymy sobie, że przecież inni też tak postępują.
Jezus umiera na krzyżu (St. XII) – to druga z tych czterech ostatnich stacji. W grach komputerowych wszystko jest takie proste: jedno życie, potem następne i jeszcze jedno. Tam gracz, czyli Ty i ja, stajemy się Absolutnymi Panami życia i śmierci. Prawda jest jednak inna: Jezus umarł tylko raz i my umrzemy tylko raz. Trzecia: Jezus zdjęty z krzyża (St. XIII). Czy gdy spotyka nas coś dobrego nie myślimy, że to wyłącznie nasza zasługa? A może jest tak, że Ktoś bardzo wiele poświęcił dla nas bowiem pragnie naszego szczęścia jak nikt na świecie? Ostatnia stacja, jest już na szczycie: Jezus złożony do grobu (St. XIV). Na co dzień zwykle myślimy jedynie o sprawach doczesnych. Tak to prawda. Jednak dzisiaj, w tym miejscu mamy okazję wspomnieć tych, którzy już odeszli, także spośród członków oddziału PTT z Bielska-Białej.
Po zakończeniu części religijnej nadszedł czas na odpoczynek i posiłek. Pogoda w tym dniu wyjątkowo nam sprzyjała (0,5 m mokrego śniegu), choć prawdę mówiąc nie miało to dla nas większego znaczenia. Zejście ze szczytu do Słopnic Królewskich było już tylko czystą formalnością. Po południu (o godz. 18) wróciliśmy w komplecie do Bielska-Białej. I na koniec, by statystycznej tradycji stało się zadość dodam tylko, że w XXVI edycji Wielkopiątkowej Drogi Krzyżowej na Mogielicę wzięło udział 335 osób z oddziałów PTT w Chrzanowie, Mielcu, Nowym Sączu, Tarnowie, Tarnobrzegu oraz z Bielska-Białej (32 osoby) a także mieszkańcy okolicznych wsi.

Janusz Pilszak

nasza grupa pod krzyżem papieskim na Mogielicy

Ten wpis został opublikowany w kategorii Koło PTT w Buczkowicach, Koło PTT w Czechowicach-Dziedzicach, Koło PTT w Kozach. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.