WAŻNE! Informacja na temat wrześniowej wycieczki w Bieszczady!

Szanowni Turyści, członkowie i sympatycy Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego,

Panująca inflacja wymusza w wielu dziedzinach, również w turystyce, wzrost kosztów  usług. Obserwujemy wyższe, niż dotychczas: ceny transportu, wyżywienia i pobytu. To  zmusza nas do bieżącego, z odpowiednim wyprzedzeniem, korygowania informacji o imprezach turystycznych. Z tego powodu koszt wrześniowej wycieczki w Bieszczady Zachodnie (22-25.09.2022 r.), aby się odbyła, musi wzrosnąć o 140,0 zł przy minimum 25 uczestnikach. Osoby, które już zadeklarowały udział w wycieczce prosimy o informację o decyzji do wiceprezesa Oddziału, Jana Nogasia.

z tatrzańskim pozdrowieniem,
Zarząd Oddziału

Zaszufladkowano do kategorii aktualności | Możliwość komentowania WAŻNE! Informacja na temat wrześniowej wycieczki w Bieszczady! została wyłączona

Magurki (Gorce) – wycieczka górska – 2 lipca 2022 r.

Czekamy na relację

WB

nasza grupa pod wieżą widokową na Magurkach

Zaszufladkowano do kategorii kronika - 2022 | Możliwość komentowania Magurki (Gorce) – wycieczka górska – 2 lipca 2022 r. została wyłączona

Nosal, Wielki Kopieniec (Tatry Zachodnie ) – wycieczka górska w ramach akcji „Czyste Tatry 2022” – 2 lipca 2022 r.

Czekamy na relację 🙂

K.T.

w chmurach na Wielkim Kopieńcu

Zaszufladkowano do kategorii kronika - 2022 | Możliwość komentowania Nosal, Wielki Kopieniec (Tatry Zachodnie ) – wycieczka górska w ramach akcji „Czyste Tatry 2022” – 2 lipca 2022 r. została wyłączona

„Via Alpina – 2650 kilometrów przez Alpy” – prelekcja Doroty Szparagi – 25 czerwca 2022 r.

w dniu 25 czerwca 2022 roku w Pałacu Czeczów w Kozach mieliśmy przyjemność przenieść się za sprawą prelekcji Doroty Szparagi w wyjątkową podróż po Alpach, a dokładnie po szlaku Via Alpina. Podróżniczka pokonała blisko 3000 km pieszo przemierzając czerwony szlak łańcuchem Alp ze Słowenii do Monako. Pani Dorota przedstawiła nam za pośrednictwem zdjęć piękno poszczególnych łańcuchów górskich tych gór, jak i podpowiadała nam jak dobrze przygotować się do rozpoczęcia przygody w pokonywaniu szlaków długodystansowych.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany projektami Pani Doroty, można je śledzić na stronie szparagawpodrozy.com.

TW

pamiątkowe zdjęcie po zakończeniu prelekcji

Zaszufladkowano do kategorii Koło PTT w Kozach, kronika - 2022 | Możliwość komentowania „Via Alpina – 2650 kilometrów przez Alpy” – prelekcja Doroty Szparagi – 25 czerwca 2022 r. została wyłączona

Mały Szlak Beskidzki – wycieczka górska – 19-24 czerwca 2022 r.

Trzech członków bielskiego oddziału PTT z Czechowic-Dziedzic wybrało się na pięciodniowe przejście Małego Szlaku Beskidziego. Zapraszamy do zapoznania się z relacją z ich wędrówki:

MSB – Prolog

W dniu 19 czerwca pociągiem dojechaliśmy do Katowic, skąd Flixbus dowiózł nas do Rabki-Zdrój. Tam szybki posiłek i niebieskim szlakiem wyruszyliśmy w stronę Schroniska na Luboniu Wielkim. Był niezmierny upał co przełożyło się na to, że wypiliśmy bardzo dużo płynów. W drodze na szczyt weszliśmy na Królewską Górę. Na szczycie wieży na Polczakówce przypomniało nam się, że już na niej byliśmy wraz z przewodnikiem Wojtkiem Biłko. Kiedy doszliśmy na szczyt zrobiliśmy zdjęcia i zaczęliśmy przygotowania do rozpoczęcia Małego Szlaku Beskidzkiego. Tam poznaliśmy Marka z Olsztyna, który pierwszego dnia miał iść od razu do schroniska na Kudłaczach, więc byliśmy pewni, że się już nie zobaczymy. Tego dnia zrobiliśmy 8,1 km w 2:48h.

MSB – Etap 1

Plan na ten dzień był następujący: zejść do Mszany Dolnej, wejść na Lubogoszcz i zejść do Kasiny Wielkiej. Dotknęliśmy słynnej czerwonej kropki i ruszyliśmy w drogę. Tego dnia pogoda była taka jak w dzień prologu, niezmiernie ciepło, ale za to widoki były przepiękne. Zejście do Mszany Dolnej jest bardzo ostre więc wyciągnęliśmy z tatą kijki i jak się potem okazało przedreptaliśmy cały MSB z ich pomocą. Ze względu na słabo oznaczoną trasę zeszliśmy ze szlaku, ale po chwili na niego wróciliśmy. W Mszanie Dolnej w parku ”bawiliśmy się” z dzięciołem w chowanego. Po przejściu miasta rozpoczęliśmy ”rypanie” na Lubogoszcz. Wejście na ten szczyt jest bardzo wymagające fizycznie, tym bardziej przy takim upale. Kiedy dotarliśmy na szczyt zrobiliśmy sobie piknik, a tata zrobił ”statyw” z kijków do telefonu żebyśmy mogli zrobić sobie wspólne zdjęcie z banerem. Na zejściu do Kasiny Wielkiej spotkaliśmy małą Żmiję zygzakowatą i dwie żaby. W Kasinie zeszliśmy ze szlaku, aby zrobić zakupy na następny dzień. Po obfitej obiadokolacji i turnieju w mini bilarda poszliśmy spać. Tego dnia zrobiliśmy 23,7 km w 8h.

MSB – Etap 2

Plan na ten dzień był następujący: wejść na Lubomir i zejść do Myślenic. Pogoda w ten dzień chyba była najlepsza. Po nocnej ulewie zrobiło się dużo chłodniej, pogoda wręcz idealna na górskie wycieczki. Wejście na Lubomir było spokojniejsze niż na Lubogoszcz. Pierwszy postój zrobiliśmy przy bacówce pod Wierzbanowską Górą, a kolejne krótkie przerwy robiliśmy przy tablicach z ciekawostkami np. o księżycach pyłowych krążących wokół Ziemi, a jest ich ok. 60 miliardów. Na szczycie spotkaliśmy szkolną wycieczkę. Zrobiliśmy zdjęcia i zaczęliśmy schodzić do schroniska na Kudłaczach. Tam zjedliśmy lekką zupę i zaczęliśmy schodzić do Myślenic. Po drodze było kilka małych górek, a na samym końcu znaleźliśmy starą skocznie z lat 30-tych XX wieku. Zeszliśmy do miasta i w schronisku PTTK zakończyliśmy etap 2. Tego dnia zrobiliśmy 25,9km w 8h 34min.

MSB – Etap 3

Plan na ten dzień był następujący: wejść na Babice, zejść do Palczy, wejść na Chełm i zejść do Zembrzyc. Ten odcinek był najdłuższy i chyba najnudniejszy na całym Małym Szlaku Beskidzkim, ale trzeba go po prostu przedreptać. Pogoda była fajna, ale nie idealna. Na pierwszym szczycie czyli na Lipkach Myślenickich jest kapliczka, lipa z 1830 r. oraz co najważniejsze przepiękne widoki na Beskid Wyspowy. Kiedy dotarliśmy na Babice zrobiliśmy piknik, podczas którego tata dzwonił za noclegami w Zembrzycach. Jak się okazało w Zembrzycach nie było wolnych miejsc noclegowych, ale zdecydowaliśmy wyruszyć w dalszą drogę. W Palczy spotkaliśmy miłego kierownika budowy, któremu podpowiedzieliśmy gdzie można wybudować małe bacówki na trasie MSB. Weszliśmy na Chełm zrobiliśmy kolejny piknik i zaczęliśmy schodzić do Zembrzyc. W Zembrzycach podjęliśmy decyzję, że będziemy szukać noclegów w Suchej Beskidzkiej. Przechodząc przez pasy na drodze prowadzącej do Suchej Beskidzkiej zauważyliśmy busa jadącego do Suchej Beskidzkiej i aby go dogonić musieliśmy podbiec do przystanku autobusowego kilkaset metrów. W Suchej Beskidzkiej spaliśmy w internacie. Tego dnia zrobiliśmy 39km w 11h 24min.

MSB – Etap 4

Plan na ten dzień był następujący: wejść na Kozie Skały, zejść do Krzeszowa, wejść na Leskowiec i wejść na Potrójną. Tego dnia znowu zrobiło się cieplej. Początkowy odcinek z Zembrzyc praktycznie cały czas prowadził po asfalcie co nie było najprzyjemniejszym przeżyciem w takiej temperaturze. Wejście na Kozie Skały nie sprawiło nam większego problemu, ale zejście było bardzo ostre więc kijki bardzo się przydały. Po zejściu do Krzeszowa znowu czekał na nas asfalt, wiec szybko go przedreptaliśmy by po zejściu z asfaltu i znalezieniu trochę cienia zrobić sobie piknik. Wtedy zdecydowaliśmy, że zejdziemy z trasy MSB do schroniska PTTK Leskowiec i tam zjemy coś ciepłego. Tak też zrobiliśmy i ku naszemu zdziwieniu spotkaliśmy tam Marka. Jak się okazało, Marek ze względu na upał zrezygnował z dojścia do Kudłaczy. Tak jak my pierwszego dnia spał w Kasinie, a drugiego dnia spał w schronisku PTTK w Myślenicach w pokoju obok naszego, a my patrząc na jego plecy go nie poznaliśmy . Zanim zjedliśmy Marek wyruszył w dalszą drogę, a my jakieś 15 minut po nim poszliśmy w jego ślady i też zaczęliśmy wchodzić na Leskowiec. Tam zrobiliśmy zdjęcia i zaczęliśmy zejście do Przełęczy Beskidek, by następnie wejść na Potrójną. Na szczycie zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia, a następnie zeszliśmy do chaty na Potrójnej, gdzie wraz z Markiem graliśmy w makao. Tego dnia zrobiliśmy 28km w 8h 26min.

MSB – Etap 5

Plan na ten dzień był następujący: zejść do przełęczy Kocierskiej, wejść na Kiczere, zejść do Porąbki, wejść na Hrobaczą Łąkę i zejść do Straconki. Pogoda znowu zrobiła się upalna. Zaczęliśmy schodzić z Potrójnej i na przełęczy Kocierskiej kupiliśmy wodę, by następnie wyruszyć na Beskid, Kocierz i dalej na Kiczerę. Po drodze jest jeden bardzo fajny punkt widokowy z widokiem na Babią Górę, Pilsko i Tatry. Kiedy weszliśmy na Kiczerę zrobiliśmy zdjęcia i rozpoczęliśmy zejście do Porąbki. Po drodze zatrzymaliśmy się na Żarze, gdzie zjedliśmy coś ciepłego. Po zejściu do Porąbki od asfaltu czuć było ten niemiłosierny upał. Po zejściu z asfaltu zaczęliśmy wejście na Hrobaczą Łąkę. Tam zrobiliśmy sobie piknik by ostatni raz na MSB nacieszyć się pięknymi widokami. Zeszliśmy do Straconki i zrobiliśmy zdjęcie z kropką . Tego dnia zrobiliśmy 30km w 9h.
I tak… UDAŁO SIĘ!!!! Zrobiliśmy Mały Szlak Beskidzki, łącznie 146,6km w 5 dni.

Wojciech Kuś

trzech członków naszego Oddziału w Straconce, po przejściu MSB

Zaszufladkowano do kategorii kronika - 2022 | Możliwość komentowania Mały Szlak Beskidzki – wycieczka górska – 19-24 czerwca 2022 r. została wyłączona

Bieszczady mniej znane – wycieczka górska – 16-19 czerwca 2022 r.

Anioły są takie ciche,
Zwłaszcza te w Bieszczadach
Gdy spotkasz takiego w górach,
Wiele z nim nie pogadasz

Te kilka linijek tekstu piosenki, której autorem słów jest Adam Ziemianin, a śpiewanej przez zespół Stare Dobre Małżeństwo, idealnie pasuje do kolejnego wyjazdu zorganizowanego przez PTT Oddział w Bielsku-Białej, pod nazwą Bieszczady mniej znane, której w dniach 16-19 czerwca 2022 r. organizatorami i przewodnikami byli Jan Nogaś i znany uczestnikom ukraińskich wyjazdów w góry Marek Kusiak. Pierwotnie zaplanowany wyjazd w Karpaty Ukraińskie, w tym Gorgany Zachodnie i Połoninę Krasną niestety nie doszedł do skutku, z uwagi na działania wojenne w Ukrainie. Wspominając kolorowe łąki Ukrainy dokładnie w czerwcu trzy lata temu, grupa sympatyków i członków Odziału PTT w Bielsku-Białej wybrała się na czterodniową wycieczkę w ukraińskie góry wędrując po Połoninie Borżawy oraz Gorganach Zachodnich zdobywając: Wielki Wierch (1598 m n.p.m.), Negrowiec (1709 m n.p.m.), Stij (1681 m n.p.m.) i Strimbe (1719 m n.p.m.) niestety kończąc jej zdobycie 130 m przed szczytem z uwagi na burzę na jej szczycie. Podobnie i teraz 22 uczestników tegorocznego wyjazdu w Bieszczady, spotykając się przed wschodem słońca na bielskim parkingu, rozpoczęła swoją podróż w kierunku Bieszczad, z nadzieją na piękną pogodę i przeżycie ciekawej przygody. W czasie drogi przewodnik Jan przedstawił plan naszej wycieczki i pozostałe informacje. Nasza podróż do Ustrzyk Górnych, z których mieliśmy bazę wypadową w góry, trwała nieco dłużej niż zwykle, ponieważ nasz wybrany kierunek – z przyczyn niezależnych – jest na końcu świata, a nasze zmęczone podróżą oczy, czekały już z utęsknieniem na Komnaty lasu ustrojone wieńcem liści jak pisał Jerzy Harasymowicz.

Dzień pierwszy: Doliną Caryńskiego i Połoniną Caryńską z Nasicznego do Ustrzyk Górnych

Jadąc w Bieszczady, po drodze zabraliśmy naszego drugiego przewodnika Marka Kusiaka i słuchając ciekawostek historycznych o okolicznych miejscowościach dojechaliśmy do wsi Nasiczne, gdzie rozpoczęliśmy naszą przygodę. Krótko z historii wsi. Teren Nasicznego jako wsi, początkowo był częścią Dwernika. W swych pierwotnych granicach sięgał on aż do połonin. W wyniku kolejnej fazy zagospodarowań doliny, mieszkańcy Dwernika zaczęli wycinkę lasów na tym obszarze. Utrwaliło się to w samej nazwie miejscowości wywodzonej od słowa siec (ciąć) i rozumianej jako miejsce po wyciętym lesie. Domniemuje się, że wieś nie była odrębnie lokowana, ale powstała poprzez podział większego Dwernika. Przez trzy stulecia wieś dzieliła losy z pobliskimi wsiami Dwernik i Caryńskie i stanowiła część magnackiego latyfundium najpierw Kmitów, następnie Stadnickich, Ossolińskich, a w XVIII w. Mniszchów. Tragiczne dzieje regionu po II wojnie światowej przyniosły kres i tej osadzie. Wysiedlenia ludności rozpoczęły się w 1945 r., zaś rok później wysiedlono pozostałych mieszkańców do ZSRR, a zabudowania spalono. Niewiele też zachowało się śladów po dawnej wiosce. Ale zostawmy już historię historykom i wracajmy lepiej do naszej wędrówki. Po grupowym zdjęciu z banerem PTT i widokiem w tle na Połoninę Caryńską, opuszczamy wieś i leśną ścieżką udajemy się w kierunku Przełęczy Nasiczniańskiej (706 m.n.p.m.) mało uczęszczanej, a z której podziwiamy szerokie widoki praktycznie w każdym kierunku. Z przełęczy dobrze widoczne są obie połoniny (Caryńska i Wetlińska). Niedaleko znajdują się również dwie jaskinie Nasiczniańskie, ale żeby je zobaczyć trzeba trochę zejść ze szlaku. My słuchamy się przewodnika Marka, który opowiada o nieistniejącej już dawnej zabudowie wsi oraz o czekających nas dzisiaj ciekawych miejscach na naszym szlaku. Pierwszym takim miejscem jest Cerkwisko w Caryńskiem. Tam odnajdujemy zapomniane przez czas miejsce, gdzie w widłach potoku Caryńskiego i Caryńczyka do dziś zachowały się trzy nagrobki oraz ruiny kaplicy odpustowej pw. św. Jana Chrzciciela i fragment niskiego muru z łamanego kamienia, który otaczał ten cmentarz. Po sporej dawce historycznych informacji od przewodnika Marka, opuszczamy te magiczne miejsce, by udać się dalej w kierunku Przełęczy Przysłup Caryński, gdzie niedaleko znajduje się bardzo klimatyczne Schronisko Studenckie Koliba. Na przełączy robimy krótką przerwę i dalej za zielonymi znakami, zaczynamy wspinaczkę na Połoninę Caryńską. Po dość ostrej końcówce wszyscy zdobywamy nasz cel tj. Połoninę Caryńską (1234 m n.p.m.) i z uśmiechem na ustach rozpoczynamy dłuższy popas. Później przewodnik Marek opisuje nam poszczególne widoczne pasma górskie i szczyty, a sesje fotograficzne nie mają końca. Przejrzystość powietrza i wspaniała pogoda, pozwalają zachwycać się widokami bez końca. Panorama z Połoniny Caryńskiej jest rozległa, z dobrze widocznym masywem Wielkiej Rawki, Połoniny Wetlińskiej i grupą najwyższych szczytów polskich Bieszczadów z Tarnicą i Haliczem i czele. Przy bardzo dobrej przejrzystości powietrza, z połoniny zobaczyć można odległe o ponad 100 km ukraińskie Gorgany, czy odległe o blisko 180 km Tatry. Po grupowym zdjęciu z banerem PTT, za czerwonymi znakami schodzimy do Ustrzyk Górnych, gdzie meldujemy się w przytulnym Domu Rekolekcyjnym, jemy obiadokolację i spędzamy resztę czasu wolnego w miłym towarzystwie.

Dzień drugi: Przez nieistniejące wsie do źródeł Sanu

Dzień rozpoczynamy dość wcześnie, a za oknem nieśmiało świeci słońce. Po pysznym śniadaniu i krótkim opisie trasy przez przewodnika Marka, równie wcześnie i szybko rozpoczynamy drugi dzień wycieczki i wędrówkę przez nieistniejące wsie do źródeł Sanu. Aby dostać się w najdalej położone miejsce w Polsce, niezawodnym okazał się nasz kierowca Pan Czesław i jego przytulny nieustraszony biały rumak. Meldując się na parkingu w Bukowcu n/Sanem (752 m n.p.m.) lub jak kto woli „W dolinie górnego Sanu”, okazuje się, że swoim małym samochodem goniła nas Pani kasjerka pracująca w parku. Ciekawe w jakim celu? Dopełniając czynności formalno-prawnych Janek poinformował nas, że teraz możemy już ruszać w drogę. My obiecaliśmy Pani kasjerce, że jeszcze tu wrócimy po suweniry, a przewodnik Marek żartował, że i tak innej drogi nie ma i teraz już od złożonej obietnicy się nie wykręcimy. Nasza wycieka do Źródeł Sanu tj. najdalej na południe wysuniętego, dostępnego turystycznie regionu Polski, była sentymentalnym spacerem, gdzie po lewej naszej stronie co rusz spoglądaliśmy na zielone pola Ukrainy, które mieliśmy na wyciągnięcie ręki, a świadomość tragedii, która dotknęła ten piękny kraj przygnębiała nas wszystkich. Maszerując w kierunku źródeł Sanu, przewodnik Marek opowiadał o kolejnych nieistniejących już wsiach i wspominał ducha mieszkańców wsi Bukowiec lokowanej w XVI w. na prawie wołoskim, która początkowo była własnością rodu magnackiego Kmitów herbu Szreniawa, następnie wsi Beniowa lokowanej w XVI w. na prawie wołoskim, której nazwa pochodzi od imienia Benedykt tj. pierwszego tutejszego osadnika, której właścicielami był też ród Kmitów oraz wsi Sianki, która podobnie jak dwie poprzednie wsie też lokowana była na prawie wołoskim w XVI w. przez ród Kmitów. W Beniowej podziwiamy jeszcze wspaniałą wielką samotną pośród traw lipę mającą 200 lat i z pewnością pamiętającą dawnych mieszkańców. Co ciekawe na przestrzeni wieków wieś Sianki miała wielu właścicieli, ale do najciekawszych należy rodzina Klary z Kalinowskich i Franciszka Stroińskich, która była w posiadaniu tej wsi od początku XVIII w. Warto wspomnieć, że w XIX w. wieś liczyła już 355 mieszkańców oraz 50 domów, a zamieszkana była przez Polaków, Rusinów, Żydów i Niemców. W Siankach znajdował się także kościół i dwie drewniane cerkwie, obydwie pod wezwaniem św. Stefana. Przed II wojną światową wieś była znanym ośrodkiem narciarskim. Działały tu trzy schroniska turystyczne, kilka domów letniskowych, liczne pensjonaty i restauracje. Znajdowała się tu również skocznia narciarska oraz tor saneczkowy. Niedaleko Sianek znajdują się też ciekawe ruiny folwarku państwa Stroińskich, a nieco dalej tajemniczy „Grób Hrabiny”. Idziemy dalej, gdzie na punkcie widokowym na wieś Sianki znajdującą się po stronie ukraińskiej, zrobiliśmy grupowe zdjęcie z naszym banerem PTT, chwilkę odsapnęliśmy i poszliśmy dalej. O wsi Sianki można by rozpisywać się w nieskończoność, ale dość już o historii. Co stało się dalej chyba wszyscy już wiemy. Wracamy z lekcji historii na przepiękny spacerowy szlak! Idziemy dalej w kierunku obecnej granicy Polski i Ukrainy. Wywołując na chwilkę do tablicy ponownie Sianki, swoje źródło, a raczej źródełko (kwestia gustu) ma tutaj znana rzeka San. Na samej granicy przy znaku granicznym 224 stoi ukraiński obelisk błędnie informujący, iż jest to źródło Sanu (w rzeczywistości to źródło pierwszego lewego dopływu Sanu). Na obelisku znajdują się koordynaty punktu będącego rzeczywistym źródłem Sanu oddalonym na południowy zachód o ok. 200 m dalej. Reasumując, dotarliśmy do naszego celu wycieczki tj. źródła Sanu. Robimy długą przerwę na kanapkę, zdjęcie z banerem i ze słonecznego nieba dostajemy niezapowiedzianym kubłem zimnej wody. Widocznie bieszczadzkie anioły chciały sprawdzić charaktery uczestników tej wyprawy. Na szczęście wspomniane anioły były dla nas wyrozumiałe i deszczowe chmury przedmuchały gdzieś w dal. „W tym szczególnym miejscu” – jak powiedział przewodnik Jan, swoją legitymację członkowską odebrała nasza koleżanka Kinga i cytując dalej słowa Jana, „podjęła jedyną i słuszną decyzję” wstępując w szeregi Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego Oddział w Bielsku-Białej. Serdecznie Gratulujemy. Czas wracać do sympatycznej Pani kasjerki. Po drodze Grażynka wygrała w totka i na punkcie widokowym pod szczytem Wierszek uwieczniła na fotografii jadący na Zakarpacie ukraiński pociąg osobowy. Później udaliśmy się w dalszą drogę powrotną, zwiedzając po drodze torfowisko. Nasz sentymentalny spacer miał ok. 22 km i 9 godz. przebywania w niezwykle pięknym i bezludnym terenie zwanym „Bieszczadzkim Workiem”, który jeszcze do lat osiemdziesiąt był niedostępne turystycznie. Pani kasjerka była zadowolona ze sprzedanych suwenirów, my biedniejsi o kilka złotych, ale za to szczęśliwy z cudownie spędzonego dnia. Pozostał jeszcze powrót do Ustrzyk Górnych na obiadokolację i wieczorne rozmowy w miłym towarzystwie.

Dzień trzeci: Pasmem granicznym z Przysłupia do Wetliny

Kolejny dzień rozpoczynamy wcześnie rano, a słońce wita nas radosnymi promieniami, wdzierając się przez okna do naszej sali jadalnej. Krótki opis planu dnia i w drogę, pasem granicznym z Przysłupia do Wetliny. Ten dzień zostanie okrzyknięty przez grupę wielokrotnym szczytowaniem. A temperatura powietrza sięgnie chyba 30°C. Gorący początek przygody czas zacząć! Jedziemy drogą nr 897 znaną jako Wielka Pętla Bieszczadzka, której długość wynosi 144 km, ale jeżeli doliczymy długość drogi w Wołosatem to będzie to łączna długość 155 km, ot taka ciekawostka. Przewodnik Marek opowiada o historii budowy tej drogi oraz o celu naszej dzisiejszej wycieczki. Droga którą jedziemy jest zachwycająca. Możemy podziwiać piękne krajobrazy oraz okoliczne góry. Ponadto, łączy miejscowości, w których znajdziemy wiele zabytków i różnych atrakcji turystycznych. Należy wspomnieć, że ww. droga przebiega przez Ciśniańsko-Wetliński Park Krajobrazowy, Bieszczadzki Park Narodowy, Park Krajobrazowy Doliny Sanu i Park Krajobrazowy Gór Słonnych. Ostatecznie Wielka Pętla Bieszczadzka doprowadza nas do naszego pierwszego celu podróży do Przełęczy Przysłup. Stąd za żółtymi znakami rozpoczynamy mozolną wspinaczkę na szczyt Jasło (1153 m n.p.m.). Upał powoli daje się we znaki, ale wszyscy jesteśmy dzielni i maszerujemy dalej za czerwonymi znakami w kierunku kolejnego szczytu Okrąglik (1101 m n.p.m.), podziwiając przy tym okoliczne panoramy rozciągające się w każdym kierunku. Tutaj część grupy skraca swoją wycieczkę i schodzi do Smerka, z uwagi na dalsze dość trudne zejście kończące tę wycieczkę. Kolejną część drogi przechodzimy lasem skryci przed żarem lejącym się z nieba, aby po ok. 2 h dojść do kolejnego odsłoniętego szczytu Płasza (1163 m n.p.m.), gdzie robimy zdjęcie z banerem PTT i krótki odpoczynek na popas, dodatkowo sycąc się panoramami wokół nas. Słońce przypieka nas jak rożen kurczaka, a na szczycie nie ma możliwości, aby cała grupa odetchnęła w cieniu. Uzupełniamy płyny i na wniosek formalny przewodnika Marka – przegłosowany jednomyślnie – idziemy dalej na szczyt Dziurkowca (1189 m n.p.m.) i dalej Rabiej Skały (1199 m n.p.m.). Takiej lampy chyba nikt z nas się nie spodziewał, a do domu daleko jak mówił Shrek w pewnej bajce. Ponadto szczytujemy raz po raz, aż pot leje się z czoła. Zmęczenie powoli daje się nam we znaki. Dochodząc do szczytu Rabiej Skały (1199 m n.p.m.) mamy już w nogach ponad 14 km i ok 1000 m przewyższenia. Przed nami ponad 2 h zejścia, miejscami dość ostrego, co daje ok. 8 km marszu. Szczyt Rabiej Skały jest naszym najwyższym szczytem, który dzisiaj zdobędziemy. Po krótkiej przerwie zaczynamy schodzić w kierunku Wetliny za żółtymi znakami. Wychodząc już na otwarte polany niedaleko Wetliny naszym oczom ukazuje się cudowna szeroka panorama z widokiem na Połoninę Wetlińską, a dalej na Caryńską. Z daleka na Caryńskiej dostrzegamy nowy budynek Chatki Puchatka. Ostatkiem sił robimy kilka zdjęć i udajemy się na wyznaczone miejsce spotkania z pozostałymi uczestnikami wycieczki, którzy zeszli do Smerka i razem z Panem Czesiem, przyjechali po nas do Wetliny. Wszyscy razem wracamy do Ustrzyk Górnych, jemy obiadokolację i spędzamy czas na długich rozmowach o ciekawych planach PTT związanych z kolejnymi wycieczkami. Niech to pozostanie słodką tajemnicą konwentu seniorów (łac. conventus – zgromadzenie, senior – starszy).

Dzień czwarty: Przez najpiękniejsze połoniny Bieszczadów

Ostatni dzień naszej przepięknej bieszczadzkiej przygody, również rozpoczynamy wcześnie rano, aby po śniadaniu i opisie trasy przez przewodnika Marka, dać się porwać falującym trawom połoniny bieszczadzkiej. Dzisiaj nigdzie nie jedziemy tylko po śniadaniu przy pomocy Pana kierowcy pakujemy bagaże do naszego białego busika. Chętni na niedzielną wyrypę meldują się gotowi do wyjścia, a pozostała część osób robi sobie szeroko rozumiany chillout. Idziemy tuż obok Domu Rekolekcyjnego czerwonym szlakiem na Szeroki Wierch (1268 m n.p.m.), aby później niewyobrażalnie piękną połoniną iść w kierunku Tarnicy (1346 m n.p.m.) naszego dzisiejszego celu wędrówki. Nie sposób opisać otaczających nas widoków. Przyjemny wiatr kołysał wysokie zielone trawy niczym fale na wzburzonym morzu. A po środku my idący w kierunku Tarnicy. Crem de la crem dla naszych oczu i ducha. Podążając tak przed siebie spoglądaliśmy a to na Bukowe Berdo, a to na Krzemień, a to na Halicz, wzdychając kiedy tam będziemy. Kiedy dotarliśmy do szczytu Tarnicy zrobiliśmy grupowe zdjęcie z banerem PTT i pogrążyliśmy się wszyscy w zadumie nad daleko widocznym szczytem Pikuja oraz pięknie zarysowaną Połoniną Równej widocznymi po ukraińskiej stronie. Ze szczytu Tarnicy zeszliśmy do Wołosatego, gdzie wszyscy razem naszym sprytnym busem wróciliśmy do Bielska-Białej, po drodze odwożąc przewodnika Marka do domu. W tym miejscu dziękujemy naszym przewodnikom Jankowi i Markowi za pięknie zaplanowaną czterodniową wycieczkę i wspólnie przeżyte chwile. Niech słowa ukraińskiego poety Tarasa Szewczenko pozostaną z nami ku pamięci zielonej Ukrainy.

Podaj-że rękę kozakowi
I szczerze serce jemu daj,
Dopomóż, bracie, wygnańcowi
Odtworzyć dawny, cichy raj!

Przemo Waga

na szczycie Tarnicy – Królowej Bieszczadów

Zaszufladkowano do kategorii kronika - 2022 | Możliwość komentowania Bieszczady mniej znane – wycieczka górska – 16-19 czerwca 2022 r. została wyłączona

Babia hora (Oravské Beskydy, Słowacja) – wycieczka górska – 18 czerwca 2022 r.

W dniu 18 czerwca wszyscy zgodne zgromadzili się na dolnej płycie dworca PKS w Bielsku-Białej, by rozpocząć kolejną przygodę z górami. Tym razem wybieraliśmy Babią Górę.
Po dotarciu autokarem do słowackiej Orawskiej Półgóry (słow. Oravska Polhora), zaczęliśmy przemierzać szlak czerwony od Chaty Slana Voda. Po kilku godzinach pieszej wycieczki z licznymi malowniczymi krajobrazami (powoli wyłaniały się widoki na Tatry i Beskidy) oraz estetycznymi i czystymi miejscami na krótki odpoczynek, przed naszymi oczami ukazała się Babia Góra. Pochodzenie nazwy i krótką historię góry przedstawiam poniżej.
Babia Góra (słow. Babia hora) to masyw górski w Paśmie Babiogórskim należącym do Beskidu Żywieckiego w Beskidach Zachodnich (według słowackiej terminologii są to Oravské Beskydy). Najwyższym szczytem jest Diablak o wysokości 1725 m n.p.m. (według Geoportalu ma 1722 m n.p.m.), z niemieckiego Teufelspitze, czyli Diabelski Szczyt, często nazywany również Babią Górą, jak cały masyw. Jest najwyższym szczytem Beskidów Zachodnich i poza Tatrami najwyższym szczytem w Polsce, drugim co do wybitności (po Śnieżce). Zaliczany jest do Korony Gór Polskich.
Pochodzenie nazwy Babia Góra tłumaczą liczne legendy ludowe. Jedna z nich mówi, że jest to kupa kamieni wysypanych przed chałupą przez babę – olbrzymkę. Inna mówi, że to kochanka zbójnika, która skamieniała z żalu widząc, jak niosą jej zabitego ukochanego. Według innych legend nazwa góry pochodzi od tego, że w jaskiniach pod tą górą zbójnicy ukrywali swoje branki. Nazwa może też mieć też powiązanie z niektórymi znaczeniami słowa „baba” (rodzaj ciasta lub kamienny posąg kultowy).
Po dłuższym odpoczynku na szczycie Babiej Góry i pamiątkowych zdjęciach, nasz przewodnik Witold Kubik, poinformował o przemijającym czasie, a tym samym o przejściu na Małą Babią Górę (Mala Babia hora, 1517 m n.p.m.). Na szczycie Małej Babiej mieliśmy okazję zobaczyć Babią Górę jeszcze raz w całej okazałości. Na szczęcie pogoda całkowicie nam dopisała, a jak wiadomo na Babiej Górze jest ona kapryśna.
Wysokość i wybitność masywu Babiej Góry sprawiła, że w XIX w. nadano jej nazwę „Królowej Beskidów”, z powodu bardzo zmiennej pogody nazywana też była „Matką Niepogód” lub „Kapryśnicą”, a ostatnio mieszkańcy Orawy nazywają ją „Orawską Świętą Górą”. Najwyższy wierzchołek, Diablak, odznacza się wybitnymi walorami widokowymi. Roztacza się z niego panorama na wszystkie strony, obejmująca Beskid Żywiecki, Śląski, Mały, Makowski, Wyspowy, Gorce, Kotlinę Orawsko-Nowotarską, Tatry po stronie polskiej i słowackiej, a także inne grupy górskie Słowacji: Góry Choczańskie, Magurę Orawską, Niżne Tatry oraz Wielką i Małą Fatrę.
Szczęśliwi i napełnienie pozytywną energią powoli żegnaliśmy się z Babią Górą i Małą Babią Górą, schodząc czerwonym szlakiem do Slanej Vody. Zmęczeni, ale równocześnie bardzo zadowoleni i opaleni gorącymi promieniami słońca, usiedliśmy na regeneracyjny posiłek w Chacie Slana Voda, racząc się słowackimi przysmakami. Około godziny 17 zaplanowano powrót do Bielska-Białej.

Gabriela Klimek

uczestnicy wycieczki

Zaszufladkowano do kategorii kronika - 2022 | Możliwość komentowania Babia hora (Oravské Beskydy, Słowacja) – wycieczka górska – 18 czerwca 2022 r. została wyłączona

Barania Góra (Beskid Śląski) – wycieczka górska dla młodzieży z cyklu „Zamiast klawiatury nasze piękne góry” – 18 czerwca 2022 r.

Za nami szósty wyjazd z podopiecznymi Fundacji Grupa Kęty Dzieciom Podbeskidzia w ramach cyklu wycieczek „Zamiast klawiatury nasze piękne góry”. Młodzież z placówek w Cieszynie, Pszczynie i Żywcu wędrowała dziś kolejnym odcinkiem Głównego Szlaku Beskidzkiego. Oddział PTT w Bielsku-Białej jest partnerem tego przedsięwzięcia, wspomagając młodych turystów przewodnicko i organizacyjnie. Zachęcamy do zapoznania się z relacją z tej wycieczki:

W sobotę, 18 czerwca, byłam w górach. Zaczęliśmy naszą wędrówkę w Koniakowie-Skale. Potem szliśmy pod Stecówkę, gdzie doszliśmy do skrzyżowania. Następnie wędrowaliśmy Doliną Czarnej Wisełki. W końcu doszliśmy do schroniska na Przysłopie, gdzie mieliśmy dłuższy odpoczynek. Stamtąd ruszyliśmy dalej, zdobywając Baranią Górę – najwyższy szczyt na naszej trasie. Cały czas szliśmy czerwonym szlakiem, który przez Magurkę Wiślańską i Radziechowską oraz Glinne zaprowadził nas do Węgierskiej Górki, gdzie już czekał na nas bus.
Przeszliśmy 20,7 km i byliśmy trochę zmęczeni, ale zadowoleni.

Oliwia Czajka, Cieszyn

na szczycie Baraniej Góry

Zaszufladkowano do kategorii Fundacja "Grupa Kęty Dzieciom Podbeskidzia", kronika - 2022 | Możliwość komentowania Barania Góra (Beskid Śląski) – wycieczka górska dla młodzieży z cyklu „Zamiast klawiatury nasze piękne góry” – 18 czerwca 2022 r. została wyłączona

Błatnia, (Beskid Śląski) – wycieczka górska dla młodzieży – 17 czerwca 2022 r.

Nietypowo, jak na SK PTT, wybraliśmy się wycieczkę górką w piątek, 17 czerwca 2022 r. Naszym celem była Błatnia. Zgodnie ze zwyczajem V LO, tematyka rozmów na trasie dotyczyła zarówno międzynarodowych zawodów CANSAT, jak również historii Monarchii Austro-Węgierskiej. Po zdobyciu szczytu, wycieczkę zakończyliśmy ze „szwajcarską punktualnością”, czyli o 13:00.
Z niecierpliwością czekamy na rozpoczęcie nowego sezonu górskiego!

Gabrysia

na szczycie Błatniej

na szczycie Błatniej

Zaszufladkowano do kategorii kronika - 2022, SK PTT "Pionowy Świat" im. Piotra Morawskiego przy V LO w Bielsku-Białej | Możliwość komentowania Błatnia, (Beskid Śląski) – wycieczka górska dla młodzieży – 17 czerwca 2022 r. została wyłączona

Turbacz (Gorce) – wycieczka górska dla seniorów – 13-15 czerwca 2022 r.

Dość śmiały pomysł wyjazdu w Gorce narodził się jeszcze przed pandemią, ale ze zrozumiałych względów musiał zostać odłożony. Dlatego też z wielką radością wyjeżdżaliśmy na kolejną, tym razem trzydniową wędrówkę górską.
Dwoma samochodami przebyliśmy w bardzo sprawny sposób odległość dzielącą nasze miasto i uroczą wioskę Obidową, gdzie zostawiliśmy nasze pojazdy, aby wystartować w góry. Miejsce, skąd rozpoczęliśmy wędrówkę jest dla organizatorów, Teresy i Witka, szczególne, albowiem od czterdziestu lat przyjeżdżają tu na letni, bądź zimowy wypoczynek. I tym razem zostaliśmy serdecznie przyjęci i poczęstowani kawą oraz prawdziwą, swojską kiełbasą z dziczyzny. Tak pokrzepieni wyruszyliśmy na pierwszy nasz szczyt – Stare Wierchy. Znajduje się tam przytulne schronisko im. Czesława Trybowskiego – zasłużonego działacza Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego i budowniczego tego niezwykłego obiektu. Ponieważ zanosiło się na deszcz, kontynuowaliśmy naszą wędrówkę upamiętniwszy wcześniej nasz pobyt zdjęciem z banerami. Droga pięła się w górę, a my cieszyliśmy się niezwykłymi widokami, świeżą zielenią i śpiewem ptaków. Minęliśmy Obidowiec i na hali Rozdziele zatrzymaliśmy się na krótki posiłek.
W przeciwieństwie do czasów sprzed trzydziestu, czterdziestu lat, na gorczańskich halach nie są wypasane owce i zarastają. Las pod Turbaczem również się zmienił. Jak w wielu miejscach na terenie Beskidów i tu dotarł szkodnik o nazwie zasnuja świerkowa i poczynił ogromne szkody. Na szczęście las się odradza, choć jeszcze wiele lat przyjdzie nam poczekać aż osiągnie pierwotny stan. Na szczycie Turbacza (1310 m n.p.m.) lekko pokropiło i ochłodziło się, ale za kilka minut już byliśmy w schronisku. Obiekt ten, po dwukrotnych pożarach poprzednich budynków został otwarty w roku 1958 i jest jednym z większych na terenie polskich gór.
W schronisku jak zwykle było mnóstwo turystów, my zaś po rozlokowaniu się w pokojach spotkaliśmy się w holu na wesołych śpiewach i rozmowach. Przy okazji wspominaliśmy co śmieszniejsze sytuacje z naszych wycieczek, a było ich niemało.
O godzinie dziewiątej dnia następnego wyruszyliśmy na dłuższą wędrówkę. Powietrze po wczorajszym deszczu było rześkie, a szliśmy w kierunku tzw. Czoła Turbacza, z którego jest znakomity widok na Tatry, Gorce, Beskid Wyspowy, a nawet Sądecki. Droga na przełęcz Borek wiodła przez obszar Gorczańskiego Parku Narodowego. Przyroda jest tu pozostawiona w stanie nienaruszonym przez człowieka, drzewa dożywają sędziwego wieku i obumierają ustępując miejsca młodemu pokoleniu. Przełęcz Borek stanowi skrzyżowanie szlaków turystycznych, jest niezwykle piękna i można powiedzieć magiczna. Stąd rozpoczęliśmy dość strome podejście na Kudłoń i po mniej więcej godzinie wyszliśmy na rozległe hale porośnięte ciemiężycą zieloną. Jest to wyniosła roślina o zielono-żółtawych kwiatach. Spotkaliśmy się z nią na naszej ubiegłorocznej wycieczce na Leskowiec.
Szczyt Kudłonia zostawiliśmy po naszej lewej stronie, aby iść dalej na Gorc Troszacki. Tu pod tablicą informacyjną była kolejna okazja, aby zachwycić się otaczającym krajobrazem. Rozpoczęliśmy schodzenie w dolinę rzeki Kamienicy. Jest ona piękna, dzika i kamienista. Teraz wzdłuż jej biegu prowadzi wygodna, górska droga ale nie zawsze tak było. Nasz przewodnik Witek wspominał czasy, kiedy studenci w latach 60-tych ubiegłego wieku wędrowali na Turbacz dosłownie korytem rzeki. Wędrując doliną Kamienicy ponownie dotarliśmy na przełęcz Borek, Czoło Turbacza i doszliśmy do Turbacza.
Tym razem nasze wieczorne spotkanie nie było tak długie jak poprzednie, uczciliśmy urodziny Bogdana i rozeszliśmy się do pokoi.
Kolejny dzień przywitał nas piękną, słoneczną pogodą. Wyruszyliśmy w drogę powrotną z Turbacza do Obidowej. Po lewej stronie odsłonił się nam wspaniały widok na jezioro Czorsztyńskie i Pieniny. Cały czas towarzyszył nam również widok na lekko przymglone Tatry. Na skraju polany Rusnakowej znajduje się przepiękna kaplica Matki Bożej Królowej Gorców. Swojego czasu była bardzo popularna ze względu na to, że homilie wygłaszał tu ksiądz Józef Tischner. W letnie niedziele na polanie tej gromadziły się nieprzeliczone tłumy.
My zaś po krótkim wypoczynku udaliśmy się w dalszą drogę, aby przez Bukowinę Miejską dotrzeć na polanę Łapsową. Od roku 2018 obiekt ten służy turystom jako schronisko, wcześniej przez wiele lat był zamknięty dla osób z zewnątrz. Zrobiło się bardzo ciepło, ale nasza droga miała się ku końcowi. Po około półgodzinnej wędrówce zeszliśmy do Obidowej.
Jeszcze tylko serdeczne pożegnanie z gospodarzami – panem Stanisławem i jego synową Małgosią i tak zakończyła się nasza gorczańska trzydniowa wędrówka. Brało w niej udział 10 osób, łącznie przebyliśmy 42 kilometry a wrażeń, zachwytów, miłych rozmów było co niemiara.

Teresa Kubik

seniorzy przed schroniskiem PTTK na Turbaczu

Zaszufladkowano do kategorii kronika - 2022, seniorzy | Możliwość komentowania Turbacz (Gorce) – wycieczka górska dla seniorów – 13-15 czerwca 2022 r. została wyłączona