Błędne Skały i Skalne Miasto Ardspach (Góry Stołowe, Polska/Czechy) – wycieczka górska – 12-13 sierpnia 2017 r.

Opis zamieścimy wkrótce.

Robal
.

uczestnicy wycieczki do Ardspach

uczestnicy wycieczki do Ardspach

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

„Góry – moje miejsce na ziemi…” – konkurs fotograficzny

Wielu z Was, miłośników gór z pewnością choć raz zetknęło się w internecie z Sebastianem Niklem, członkiem naszego Oddziału, który pomimo walki z różnymi chorobami promuje turystykę górską na swojej stronie internetowej: zyciepisanegorami.pl.

Już za 14 dni – 25 sierpnia 2017 r. zakończy się etap zgłaszania prac do V edycji ogólnopolskiego konkursu fotograficznego „Góry – moje miejsce na ziemi”, którego organizatorem jest Sebastian. Serdecznie zapraszamy do zgłaszania własnych fotografii, do udziału w konkursie. Pokażmy innym jak piękne i inspirujące są góry, ich flora i fauna – góry postrzegane przez pryzmat własnych doświadczeń i uczuć jakie w Was wywołują. Zapraszamy również do odwiedzania GALERII KONKURSOWEJ, do zapoznania się z już zgłoszonymi zdjęciami, które zabiorą Was w podróż po większości pasm górskich całego świata. Przypominamy również że w tym roku po raz pierwszy wytyczono osobną kategorię dla osób niepełnoletnich, stąd zapraszamy serdecznie do udziału również młodszych fotografów.
Na laureatów oczekują atrakcyjne nagrody, których łączna pula przekracza 3300 zł, a wśród nich ręcznie wykonane statuetki „Kryształowe Spojrzenie”, voucher na kwotę 300zł od marki Regatta Great Outdoors, markowy sprzęt górski przekazany przez firmę RAVEN, smartwatche, słuchawki stereofoniczne SONY, zestaw głośników TRACER Code, cenne wydawnictwa książkowe, filmy od portalu Dziennik Leśny oraz inne atrakcyjne nagrody… Dla porządku przypominamy, że termin nadsyłania prac mija o północy 25.08.2017 r. – zapraszamy!

Regulamin: tutaj
Galeria konkursowa: tutaj

Głosowanie na „Nagrodę Publiczności” – album konkursowy na łamach portalu Facebook: tutaj
.

Opublikowano aktualności, inne | Skomentuj

Dzień Przewodników i Ratowników Górskich

Dzień Przewodników i Ratowników Górskich obchodzony jest w dniu imienin Św. Wawrzyńca (10.08.), patrona przewodników i ratowników górskich.
Z tej okazji wszystkim Przewodnikom Górskim i Ratownikom GOPR – członkom i sympatykom naszego Oddziału – składamy najserdeczniejsze życzenia.

Zarząd Oddziału

Opublikowano aktualności | Skomentuj

Muronka (Beskid Śląski) – wycieczka górska dla seniorów – 8 sierpnia 2017 r.

Sierpniowy dzień przywitał nas piękną, na szczęście niezbyt upalną pogodą. Dwadzieścia jeden osób wystartowało z Ostrego w kierunku Twardorzeczki. W naszym gronie powitaliśmy czworo nowych uczestników i w pogodnych nastrojach rozpoczęliśmy podejście pod Ostry. Niebawem pojawiły się pierwsze rozległe widoki na Beskid Żywiecki i nasz przewodnik Witek objaśnił nam panoramę. Pierwszy dłuższy postój mieliśmy na hali Ostre. Napawaliśmy się górską przyrodą, widokami a wszędobylski Andrzej odkrył pierwsze ostrężyny, których w tym roku będzie zatrzęsienie. Po niespełna godzinie osiągnęliśmy szczyt Magurki Radziechowskiej i rozpoczęliśmy schodzenie. Po drodze maliny i borówki nie dawały nam spokoju, ale mieliśmy dość czasu, aby się nimi nasycić. Przebojem trasy była hala Radziechowska, gdzie rozłożyliśmy się na dłuższy czas. Widzieliśmy stamtąd Małą Fatrę, czubek Chocza, Babią oczywiście, także Pilsko i całe otoczenie Baraniej Góry od strony Koniakowa. Stwierdziliśmy, że rozpoznajemy coraz więcej gór, nic dziwnego, w wielu miejscach już byliśmy i stajemy się coraz lepszymi ekspertami w dziedzinie panoramek. Z Hali Radziechowskiej podeszliśmy na Glinne. Niedokładne oznakowanie odbicia szlaku spowodowało, że zgubiliśmy dwie koleżanki. Jednak przygoda dobrze się zakończyła i w komplecie już zeszliśmy do Węgierskiej Górki. Finał nastąpił w miejscowej pizzerii. To tutaj przy napojach i przekąskach powstały pomysły następnych spotkań i wycieczek.
Była to bardzo udana kolejna wycieczka. Pogoda, atmosfera, urok przebytej trasy spowodowały, że z niecierpliwością czekamy na kolejne imprezy.

Teresa Kubik
.

seniorzy na szlaku

Opublikowano kronika - 2017, seniorzy | Skomentuj

Szpiglasowy Wierch (Tatry Wysokie) – wycieczka górska – 6 sierpnia 2017 r.

Informacje o kłopotach z parkowaniem pojazdów przy dojeździe do kierunku Morskie Oko skłoniły nas do wczesnego wyjazdu. Informacje były przesadzone, bo na Palenicy Białczańskiej z większych pojazdów, prócz naszego, był tylko mikrobus z Oddziału Nowosądeckiego, z którego koledzy wybierali się na Wrota Chałubińskiego. Warunki atmosferyczne, początkowo korzystne, z lekkim, bezsłonecznym chłodem, pogarszały się. Wszyscy podążyli doliną Roztoki i doszli do schroniska w Pięciu Stawach Polskich.
Po odpoczynku większość, obchodząc kolejne stawy, ruszyła stamtąd w kierunku Szpiglasowej Przełęczy. Szlak, początkowo łagodnie wznoszący się, prowadził przez kolejne skalne żebra od Liptowskich Murów. Piękne widoki na całą pięciostawiańską dolinę i przeciwległy grzbiet osładzały trudy podejścia. Na ostatnim odcinku, na którym zainstalowano sztuczne ułatwienia w postaci ciągów łańcuchów, trzeba było momentami stosować zasady wspinaczki skalnej. Wypada przekazać słowa uznania dla wszystkich, którzy to pokonali, a zwłaszcza dla tych, którzy nieczęsto w takich sytuacjach się znajdują.
Od południowej strony nadciągnęły mgły, które psuły możliwość oglądania panoramy z wierzchołka Szpiglasowego. Z mgłami przyszedł deszcz, początkowo przelotny, później regularny i jedynym rozsądnym zejściem była „ceprostrada” do M. Oka. Pobyt części osób w schronisku się przedłużył i z parkingu wyjechaliśmy z lekkim opóźnieniem, odstając jeszcze w tradycyjnych „korkach” na „zakopiance”.

YaNo
.

uczestnicy wycieczki na początku wędrówki

Opublikowano kronika - 2017 | Możliwość komentowania Szpiglasowy Wierch (Tatry Wysokie) – wycieczka górska – 6 sierpnia 2017 r. została wyłączona

Szalony Przechód (Tatry Bielskie, Słowacja) – wycieczka górska – 5 sierpnia 2017 r.

Tatry trochę pomijane, trochę zapomniane. Zbudowane ze skał osadowych, z nich najsilniej zaznaczają się jasne wapienie murańskie, które wieńczące szczyty i „płoną purpurą w zachodzącym słońcu na wschodnim krańcu Tatr” jak pisze Edward Pasendorfer, wybitny geolog. Jedyny z udostępnianych dawnych szlaków prowadzi ze Ździaru, góralskiej wsi na pograniczu Magury Spiskiej i Tatr, na Szeroką Przełęcz Bielską. Ona dzieli cały ciąg Tatr Bielskich, długości 15 kilometrów, na dwie, wyraźnie różniące się części. Grzbiet zachodni jest wyższy i głęboko pozębiony, tutaj 2 z pięciu dwutysięczników, z najwyższym Hawraniem. Część wschodnia tworzy wyrównany wał, nie tak skalisty i postrzępiony. Z terenu dużego ośrodka narciarskiego Strednica pod przełęczą Zdziarską idziemy przez skalny wąwóz do miejsca, gdzie dostępu do przełęczy broni potężny próg skalny, mozolnie pokonywany po śliskich stromiznach. A wyżej już tylko pięknie. Szeroka dolina, bardzo szeroka, to kolorowe dywany wszelkiej roślinności, która tak bogato potrafi występować na podłożu wapiennym, a wysokością dorównywała niektórym naszym uczestnikom. Błękit nieba, zapachy i kolory od ziemi, chłodzące powiewy – czegóż trzeba więcej żeby się zachwycać ? A jeszcze wyżej zachwyt przechodził sam siebie. Niewiele w Tatrach jest takich punktów widokowych jak na tej przełęczy. Najbliżej to olbrzymy, Kieżmarskie, Łomnica, Lodowy, dalej Gierlach. Jeszcze dalej nasza Orla Perć i długo można by wymieniać co jeszcze. Szalony Przechód, najwyższe wzniesienie na naszej drodze do 1933 m.p.n. jeszcze poszerza perspektywę. A dalej łagodne zejście na przełęcz pod Kopą Bielską, tylko 1749 m.n.p.m. To najłatwiejsze przejście przez grzbiet główny Tatr, od wieków znane góralom, a także dawnym turystom tatrzańskim. Tędy chodzili „na Wegry” podhalańscy zbójnicy i przemytnicy, tedy przekradali sie poszukiwacze skarbów, tedy pędzili swoje stada w Zadnie Koperszady pasterze z Białej Spiskie, miasta właściciela tych terenów i od którego nazwę wzięło to pasmo. Powodowało to zatargi z pasterzami pasącymi na terenach należących do dawnego Państwa Dunajeckiego, czyli dawnych właścicieli Niedzicy i okolic. Świadectwem tych, często krwawych sporów, jest symboliczny pomnik w Koperszadach w miejscu, gdzie poległo 2 Spiszan. Zejście w dolinę Jaworową to łagodne, najprzyjemniejsze zejście z głównych przełęczy w głównej grani Tatr. „Wegetacja na tych ogromnych łąkach tak bujna, że trawa prawie po pas, a tysiące wołów węgierskich wypasa sie corocznie tamże” jak pisał w 1855 roku jeden z podróżników. Dziś TANAP nie tylko nie wpuszcza wołów ale i ludziom nakłada ograniczenia, a sławne łąki zarastają młode świerczyny. W pewnym okresie był tu ogromny rezerwat łowiecki, założony przez pruskiego magnata Christiana Hohenlohe, właściciela Jaworzyny z przełomu XIX i XX wieku, do której docieramy, i w której wystawił okazały pałacyk modrzewiowy i drewniany kościół. Władze państwowe dołożyły do tego rządowy hotel dla specjalnych gości. Myślę że nasze dobre samopoczucie w czasie tego pobytu wynikało również z fakty, że byliśmy „formalnie u siebie”. Gdyby nie różne zawirowania historyczne Tatry Bielskie mogły być „nasze” bo… W 1412 roku skarbiec królewski Władysława Jagiełły był pełny z kontrybucji, jakie zapłacili Krzyżacy po przegranych wojnach. W tym samym czasie król węgierski i niemiecki Zygmunt Luksemburski prowadził przygotowania do obrony świata chrześcijańskiego przed nawałą turecką. Poprosił Jagiełłę o pożyczkę, która wyniosła w przeliczeniu, 7,5 tony czystego srebra. Zastawem ustanowiono tereny węgierskiego wtedy Spisza, w tym miasto Biała Spiska ze swoimi własnościami, a więc i Tatrami Bielskimi. Utworzono Starostwo Spiskie, zarządzane w imieniu polskich władców przez starostów prawie do czasu I rozbioru Polski. A później… Pożyczki nie oddano, Węgrzy stracili Spisz a Słowacy ? oni nie pożyczali. Nie wracamy do tamtych czasów, ale trochę szkoda.

YaNo
.

uczestnicy wycieczki na początku wędrówki

Opublikowano kronika - 2017 | Możliwość komentowania Szalony Przechód (Tatry Bielskie, Słowacja) – wycieczka górska – 5 sierpnia 2017 r. została wyłączona

„Skandynawia 2017” – wyprawa trekingowa (20 lipca – 4 sierpnia 2017 r.)

„Skandynawia 2017” – pod takim hasłem w dniach od 20 lipca do 4 sierpnia 2017 roku odbyła się wyprawa trekkingowa, w której wzięli udział członkowie oraz sympatycy Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego o/Bielsko-Biała, czyli Kasia, Adrian, Jacek, Marek, Robert, Sebastian, Staszek, Szymon i mistrz kierownicy Tomek. Wyjazd zakładał pokonanie około 8.500 kilometrów przez kraje skandynawskie (Norwegia, Szwecja) i kraje bałtyckie (Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa), a jej celem było zdobycie najwyższych szczytów wymienionych państw oraz poznanie najciekawszych miejsc leżących na trasie. Plan wyprawy powstał już kilka lat temu i zgodnie z nim poruszaliśmy się własnym samochodem, korzystaliśmy z ogólnie dostępnych miejsc pod namioty we wszystkich krajach oraz jeszcze w Polsce zaopatrzyliśmy się w możliwie duży zapas żywności, by zminimalizować zakupy w najdroższej części Europy. Dysponowaliśmy oczywiście mapami i przewodnikami turystycznymi tych terenów, ale niezwykle cenne było doświadczenie z poprzednich wypraw członków naszej ekipy (Marek – Skandynawia i Szymon – kraje bałtyckie).
Nasz wyjazd rozpoczął się od „pozbierania ekipy”, załadowania do granic możliwości samochodu sprzętem, a następnie przejazdu przez Polskę, zakwaterowaniu na prom w Świnoujściu i dopłynięciu do szwedzkiego Ystad. Naszą przygodę rozpoczęliśmy krajoznawczo od spaceru po portowym Goteborgu, gdzie na uwagę zasługuje ładnie odrestaurowana dzielnica Haga oraz wzgórze z Twierdzą Kronan, które jest świetnym punktem widokowym na miasto. Potem przekroczyliśmy granicę z Norwegią i poznaliśmy fragment nowoczesnej dzielnicy Byorvika w stolicy tego państwa, czyli w Oslo. Najwięcej czasu spędziliśmy spacerując po tarasach niezwykłego budynku opery, bowiem jest to olbrzymi deptak i punkt widokowy na Oslofjord oraz pozostałe dzielnice miasta. Nasz pierwszy biwak rozbiliśmy około 100 km na północ od Oslo, nad największym jeziorem w Norwegii, czyli Mjosa, które zasilane jest rzeką Gudbrandsdalslågen. Następnego dnia zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcia pod skocznią narciarską w Lillehamer i dojechaliśmy w rejon Oppland do Parku Narodowego Jotunheimen (Dom Gigantów), gdzie znajdują się najwyższe szczyty Gór Skandynawskich, łańcucha górskiego o długości 1.800 km. Naszym pierwszym celem górskim było wyjście na najwyższy szczyt Norwegii, czyli Galdhøpiggen (2.469 m n.p.m.). Trasa wiodła od schroniska Spiterstulen poprzez kamienne rumowiska i pola śnieżne na Keilhaus Topp, a następnie na szczyt góry, gdzie znajduje się niewielki schron (Knut Voles hytte), służący jako bufet. Dzięki doskonałej pogodzie mieliśmy fantastyczne widoki na niezliczoną ilość szczytów Jotunhaimen, wśród nich widoczny był między innymi drugi co do wysokości masyw norweski Glittertind.
Następnego dnia spakowaliśmy biwak rozłożony w dolinie rzeki Visy (Visdalen) i ruszyliśmy, by poznać niezwykłe miejsca w Norwegii, które słusznie uważane są za największe atrakcje turystyczne. Nasza droga wiodła przez malownicze przełęcze, górskie serpentyny, brzegami rzek, jezior i fiordów, a cały czas towarzyszyły nam widoki jak z filmu „Władca Pierścieni”. Charakterystyczne bordowe domki, kilkusetmetrowe wodospady, przystanie rybackie, przeprawy promowe, a wszystko to wkomponowane w niekończące się masywy Gór Skandynawskich – te widoki po prostu zapierają dech w piersiach. Zachwycił nas XII-wieczny drewniany kościół (Stavkirke) w miejscowości Lom, z charakterystycznymi zdobieniami w kształcie głów smoków. Podziwialiśmy niesamowity Geirangerfjord (UNESCO), po którym pływają statki pasażerskie, a ze stromych ścian spadają liczne wodospady. Jechaliśmy słynną Drogą Trolli, czyli niezwykle stromą i krętą trasą, przy której znajduje się jedyny znak drogowy na świecie „Uwaga na Trolle”. Punkty widokowe i specjalne tarasy w takich miejscach jak Trollstigen i Flydasjuvet pozwalają spokojnie nacieszyć się wspaniałymi panoramami. Zwiedziliśmy dawną stolicę państwa Wikingów, czyli Trondheim, gdzie podziwiać można potężną katedrę Nidaros (miejsce koronacji królów Norwegii), oraz drewnianą zabudowę portową, która najlepiej jest widoczna z zabytkowego mostu Gamle Bybro. Jechaliśmy sporym fragmentem Drogi Atlantyckiej, która poprowadzona jest przez wysepki za pomocą mostów i tuneli, a Norwegowie przyznali jej tytuł „konstrukcji wieku”. Nasz biwak rozbijaliśmy czasem bardzo późną porą, jednak na tej szerokości geograficznej noc już nie zapadała, co najwyżej panowała lekka szarówka.
Kierując się w stronę najwyższego szczytu Szwecji, czyli Kebnekaise (2.111 m n.p.m.), wjechaliśmy do Laponii, a droga prowadziła nas przez ciemnozielone, dziewicze lasy i granatowe, dzikie jeziora. Od czasu do czasu drogę zagradzało nam stado reniferów, a zwierzęta przyzwyczajone do widoku człowieka niemal pozowały w stronę wycelowanych aparatów fotograficznych. Minęliśmy przemysłowe miasto Kiruna (kopalnie rudy żelaza) i zatrzymaliśmy się w osadzie Nikkaluokta na obrzeżach Parku Narodowego Abisko. Stąd ruszyliśmy podmokłymi terenami wzdłuż Jeziora Laddjujavri w stronę widocznych na horyzoncie gór (około 19 km), aby po kilku godzinach rozbić namioty w pobliżu Kebnekaise Fjallstation (schronisko i pole namiotowe) i przygotować się, by następnego dnia zdobyć szczyt. Pogoda znów nam sprzyjała, dzięki czemu po całodziennej wędrówce stanęliśmy na najwyższej górze Szwecji i z wysokości południowego szczytu Kebnekaise (Sydtoppen) podziwialiśmy surową, ale niezwykle piękną panoramę. W partiach szczytowych zalega przez cały rok śnieg, a kulminacja góry to efektowna lodowa piramida. Niektórzy turyści zdobywają szczyt za pomocą… helikoptera, lądowisko znajduje się na sporym wypłaszczeniu tuż pod kopułą szczytową. Zmęczeni, ale szczęśliwi po kilkunastu godzinach wędrówki przez skalne rumowiska wróciliśmy do naszych namiotów, a następnego dnia dotarliśmy do samochodu zaparkowanego w Nikkaluokcie.
Najwyższy szczyt Finlandii, czyli Haltiatunturi (1.324 m n.p.m.) w skrócie Halti to szczyt leżący na granicy norwesko-fińskiej. Nasz plan zakładał zdobycie go od strony Norwegii z Doliny Kafjorrdal, która z pewnej wysokości ukazała nam się przykryta białym mlekiem chmur, z którego wynurzały się górskie masywy. Dzięki brawurowej jeździe Tomka, który odkrył rozkosze „północnych szutrówek”, dotarliśmy krętą, górską szosą nad brzeg Jeziora Guolasjavri położonego w iście księżycowej okolicy. Na szczycie Halti stanęliśmy po kilku godzinach marszu po kamyczkach, kamykach, kamieniach, skałach i głazach. Zdjęcia zrobiliśmy zarówno na najwyższym punkcie Finlandii, jak i o parę metrów wyższym wierzchołku góry, który znajduje się po stronie norweskiej. Norwegowie rozważają podarowanie Finom tego miejsca, czy tak się stanie okaże się już wkrótce. Nasza radość była wielka, bowiem znów pogoda pozwoliła na bezpieczne wyjście na szczyt oraz cieszenie się rozległymi widokami Gór Skandynawskich.
Kolejnym miejscem, gdzie zamierzaliśmy dotrzeć był najdalej wysunięty na północ punkt Europy, znajdujący się na Wyspie Mageroya słynny Przylądek Północny, czyli Nordkapp. Po drodze zwiedziliśmy Muzeum w Alcie (UNESCO), gdzie obejrzeć można rysunki naskalne sprzed około 7.000 lat ukazujące życie pradawnych ludów Północy. Podczas krótkiego spaceru po Narviku oddaliśmy hołd żołnierzom polskim walczącym podczas drugiej wojny światowej (Pomnik polskich marynarzy z O.R.P. Grom poległych w bitwie o Narvik oraz Cmentarz Wojskowy z mogiłą Polaków). Droga prowadząca na Nordkapp jest niesamowicie klimatyczna, prowadzi wzdłuż potężnego Porsangerfjordu, wśród posępnych skał, klifów i zatok. Przejazd na Wyspę Mageroya umożliwia podmorski tunel (Nordkapptunnelen). Przyladek Północny powitał nas deszczem, wiatrem i chłodem – wreszcie poczuliśmy klimat Północy. Około 1:30 w nocy, czyli w szarówce ruszyliśmy w stronę „turystycznego końca świata”. Pogoda nie pozwoliła, aby odwiedzić ten rzeczywiście najbardziej na północ wysunięty fragment Europy (Knivskjellodden), który znajduje się około 4 km. od Nordkappu, ale radość z pobytu pod najsłynniejszym globusem na świecie i tak była olbrzymia. Znajdowaliśmy się w miejscu najdalszym od naszych domów, od tego momentu zaczęliśmy drogę powrotną.
Droga przez Finlandię prowadziła niemal pustymi terenami przez gęste lasy, a zatrzymywaliśmy się na biwak przy położonych przy drodze jeziorach. Odwiedziliśmy słynne Rovaniemi, które jest stolicą Laponii oraz miejscem, gdzie mieszka Święty Mikołaj i znajduje się światowe centrum dystrybucji świątecznych prezentów. Zatrzymaliśmy się w Lahti, gdzie spacerowaliśmy wśród obiektów sportowych (skocznie narciarskie, boisko sportowe, basen). Spacer po stolicy Finlandii, czyli Helsinkach odbył się w zdrowym tempie, ale dzięki temu zwiedziliśmy zarówno część portową, jak i stare miasto, gdzie na szczególną uwagę zasługuje potężna katedra (Suurkirkko). Z Helsinek przepłynęliśmy promem do Tallina (UNESCO), stolicy Estonii, kolejnego pięknego miasta na trasie naszej wycieczki. Zwiedziliśmy także drugie co do wielkości miasto Estonii, czyli Tartu, które jest największym ośrodkiem akademickim krajów nadbałtyckich (uniwersytet powstał na bazie Gymnasium Dorpatense ufundowanego przez Stefana Batorego). Następnie skierowaliśmy się w stronę niewielkiej wsi Haanja, na terenie której znajduje się najwyższa góra Estonii, czyli Suur Munamagi (318 m.n.p.m.). Na wierzchołku zbudowana jest wieża widokowa, a cały teren wokół niej zaadaptowano na ścieżki turystyczne. W ciekawy sposób zwiedziliśmy stolicę Łotwy, czyli Rygę (UNESCO), bowiem było to jedyne miasto, po którym spacerowaliśmy nocą. Klimatyczne uliczki, piękny rynek i klimat portowego miasta sprawiły, że warto tu będzie kiedyś wrócić za dnia. Tej nocy (normalnej, ciemnej) spaliśmy nad na plaży, nad brzegiem morza w przyjemnym kurorcie Jurmała, a ranek powitał nas pięknym wschodem słońca. Najwyższym wzniesieniem Łotwy jest Gaizinkalns (312 m n.p.m.) położony wśród łagodnych wzgórz na Pojezierzu Liwońskim. W jego pobliże prowadzą drogi szutrowe, a miejscem skąd najczęściej turyści zaczynają spacer na wierzchołek jest niewielki ośrodek narciarski na jego zboczach. Na Litwie zwiedziliśmy zabytkowe Kowno, gdzie na uwagę zasługuje niezwykle reprezentacyjny Ratusz Miejski oraz spacerowaliśmy brzegiem Jeziora Galwe, skąd widać było wspaniały Zamek w Trokach, będący siedzibą Wielkiego Księcia Litewskiego. Na koniec naszej wędrówki pojechaliśmy do wsi Miedniki Królewskie, skąd wyszliśmy najpierw na Juozapines Kalnas (do niedawna uważaną za najwyższe wzniesienie Litwy), a następnie na najwyższy szczyt Litwy, czyli Aukstojos Kalnas (294 m.n.p.m.). Tym samym zakończyliśmy nasz projekt „Skandynawia 2017” i skierowaliśmy się w stronę naszych Beskidów.
Na wyprawie zrealizowaliśmy wszystkie nasze cele, co zawdzięczamy bardzo wielu czynnikom, a do najważniejszych należą – według mnie – racjonalny plan i szczegółowe przygotowania (Szymon), nasza codzienna współpraca oraz sprzyjające warunki pogodowe. Szczególne słowa uznania należą się Tomkowi, który wiózł nas bezpiecznie po drogach i bezdrożach. Chciałbym każdemu członkowi naszej ekipy serdecznie podziękować za ten niezwykły czas i do zobaczenia na szlaku.

Robert Słonka
.

uczestnicy wyprawy w pamiątkowych t-shirtach podczas spaceru po Trondheim

Opublikowano kronika - 2017 | 1 komentarz

Odszedł Wiesław Mierzwa

Z przykrością zawiadamiamy, że w dniu 29 lipca 2017 r. zmarł Wiesław Mierzwa, wieloletni członek Oddziału PTT w Bielsku-Białej (od 1993 r.), miłośnik Tatr i kultury podhalańskiej.
Msza żałobna zostanie odprawiona 2 sierpnia 2017 r. o godzinie 13:00 w kaplicy na cmentarzu przy ul. Smutnej (al. Mireckiego) w Sosnowcu.

Cześć Jego Pamięci!

Zarząd Oddziału

Opublikowano aktualności | Możliwość komentowania Odszedł Wiesław Mierzwa została wyłączona

Ostrá, Kľak (Wielka Fatra, Słowacja) – wycieczka górska – 28-30 lipca 2017 r.

W piątek 28.07.2017 przed godz. 16.00 zebraliśmy się na dolnej płycie dworca w Bielsku-Białej w składzie 19 osób pod przewodnictwem Witolda Kubika. Nad Bielsko nadciągała burza i bagaże pakowaliśmy już w deszczu i akompaniamencie wyładowań elektrycznych. Celem naszej wycieczki tym razem była Wielka Fatra, najdziksze góry Słowacji. Burza goniła nas aż do przejścia granicznego w Korbielowie. Późnym wieczorem dotarliśmy do kempingu Drienok w Mosowcach, którego największą atrakcją jest basen, niestety był dopiero napełniany wodą. Po ulokowaniu w pokojach cześć grupy ruszyła na spacer podziwiając rogalik księżyca i pierwsze widoczne „gwiazdy” Jowisza i Merkurego. Później to już całe niebo było rozgwieżdżone.
W sobotę rano o 8.00, po pysznej kawie serwowanej przez naszego przesympatycznego kierowcę autokaru pana Stanisława, ruszyliśmy do miejscowości Blatnica, miejsca startu naszej dzisiejszej wędrówki w skalną część Wielkiej Fatry. Celem było wejście na Tlstę („Tłustą” jak tłumaczył nasz przewodnik Witek, ponieważ patrząc na nią z daleka, wapienne skały wokół niej sprawiają wrażenie jakby była otoczona tłustymi boczkami) i dalej na Ostrą . Po drodze mijaliśmy ogromne skały wapienne z fantastycznymi formami powstałymi pod wpływem erozji, weszliśmy do potężnego otworu w Jaskini Maźarnej, który bardzo przypominał mi kształtem grotę Komonieckiego w Beskidzie Małym, tylko w jej ogromnym wydaniu. Zresztą Wielka Fatra to teren znany z licznych jaskiń. W południe dotarliśmy na Tlstą (1373 m n.p.m.) rozłożysty szczyt wapienny, z którego rozpościerały się piękne widoki na całą Wielką Wielką i Małą Fatrę i jeszcze dalej. Pogoda była wymarzona. Po godzinnym leniuchowaniu ruszyliśmy dalej granią na Ostrą, podziwiając ukwiecone łąki wciskające się między skały. Na siodle pod Ostrą zostawiliśmy plecaki i w składzie trochę pomniejszym (część grupy została) ruszyliśmy na strzelisty szczyt Ostrej (1247 m), na który szlak prowadzi przez skalne okno i jest zabezpieczone licznym łańcuchami. Nasz „senior seniorów” Andrzej wprost szalał zaliczając wszystkie skałki na górze, tak rozpierała go radość z widoków. Nas zresztą też. Schodząc do doliny „udało nam się” zgubić szlak i schodząc ostro w dół zeszliśmy na inny, ale też prowadzący do Blatnickiej Doliny. Po krótkim odpoczynku i posiłku w leśnej restauracji ok. 18.30 ruszyliśmy autobusem do naszej bazy w Mosowcach. W planie mieliśmy jeszcze wyjazd na basen w Turciańskich Teplicach , niestety było już zbyt późno i moczenie się w tamtejszych ciepłych wodach zostawiliśmy na przyszły rok. Jeszcze krótki wieczorny spacer po Mosowcach, później sympatyczne spotkanie przy kubku wina i do spania. Niestety uparta mysz chrupiąca w kącie ciasteczka nie każdemu pozwoliła na spokojny sen.
W kolejny dzień naszą wędrówkę rozpoczęliśmy w miejscowości Sklabinskie Podzamcze, a właściwie już poza jej granicami, bo wprawny kierowca autokaru podwiózł nas jak tylko można było najdalej dojechać. Celem był Klak (1394 m n.p.m.) – blisko 3,45 godz. wędrówki. Początkowo droga biegła spokojnie, później nagła zmiana i baaardzo ostro po gliniastym podłożu, wspomagając się kijkami mozolnie wspinaliśmy się w górę. Wreszcie wyszliśmy w czasie lepszym niż wskazywały na to kierunkowskazy na teren przepięknej stromej łąki. Krótki odpoczynek i dalej w upale, gęsiego ostro w górę. A na górze? – wokoło niesamowite widoki!!! Przewodnik Witek po kolei pokazywał
i wymieniał nazwy szczytów. Widać nawet było Pilsko i Babią Górę. Po niedługim odpoczynku na skalistym szczycie zaczęliśmy zejście do miejscowości Podhradie, gdzie czekał już na nas autokar.
Po drodze zabraliśmy dwójkę uczestników naszej wycieczki, która ze względu na otarcia nóg w pierwszym dniu, ten dzień spędziła na basenach w Turczańskich Teplicach i powrót. W Bielsku byliśmy ok. 20-tej.
Ja mam trochę niedosyt, bo mimo, że teren Wielkiej Fatry jest ulubionym terenem zamieszkiwania niedźwiedzi, nie udało nam się (a może to dobrze?) zobaczyć żadnego. Dziękujemy Ci Witku za suuuperową wycieczkę.

AGJ
.

pamiątkowe zdjęcie uczestników wycieczki

Opublikowano kronika - 2017 | Możliwość komentowania Ostrá, Kľak (Wielka Fatra, Słowacja) – wycieczka górska – 28-30 lipca 2017 r. została wyłączona

Wielki Chocz (Góry Choczańskie, Słowacja) – wycieczka górska – 15 lipca 2017 r.

Była godzina 6:00 i połowa lipca. Lato w pełni i było ciepło. Prognoza pogody dla nas, członków i sympatyków Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego Oddział w Bielsku-Białej, była raczej dobra, z tym, że około godziny 14-tej zapowiadano burzę. Tym razem wyruszyliśmy na Wielki Chocz (1608 m n.p.m. według słowackiej mapy, albo 1611 m n.p.m. według tabliczki na szczycie tej góry). Jest to góra, którą jakże chętnie odwiedzaliśmy o różnych porach roku, a świadczą o tym choćby nasze zdjęcia i zapiski w tej Kronice.
Przewodnik beskidzki Witold Kubik wspomagany przez przewodnika Łukasza Kudelskiego i ratownika GOPR Andrzeja, poprowadził liczną turystyczną gromadę szlakiem czerwonym z Jasenovej na szczyt Wielkiego Chocza. Zejście było inną trasą, najpierw zielonym, a potem niebieskim szlakiem do miejscowości Valaska Dubova.
Wielki Chocz słynie nie tylko z fantastycznych panoram na wszystkie strony świata, ale też i z tego, że zawsze (naturalnie oprócz zimy!) tonie w kwiatach, zwłaszcza jej górna część, która od 1982 roku jest rezerwatem przyrody. Teraz, w połowie lipca, wśród dziesiątek różnych gatunków kwiatów, dominowały polne, różowe goździki. Niżej, na polanach aż gęsto było od grubych ostów. Zachwytom nad tym prawdziwym skalnym ogrodem nie było końca.
Na szczyt Wielkiego Chocza doszliśmy około godziny 11:30 pokonując 1050 metrów przewyższenia. Prawda, że dużo jak na jeden dzień? Gdyby jeszcze widoczność była troszkę lepsza, to byłaby dla nas tym większa nagroda za trud podejścia. Z pewnością zatrzymalibyśmy się na szczycie tej góry na dłużej… jednak dzisiaj Chocz jak to Chocz, niestety postraszył nas wcześniejszą o dwie godziny burzą i wręcz „wygonił” ze szczytu. Gołym okiem widzieliśmy, jak fala burzowa waliła prosto w naszą stronę. Szkoda, że musieliśmy uciekać ze szczytu, bo burza na tej górze to nie są żarty. Przewodnik Witek Kubik szybko zmobilizował nas do zejścia w dół, byle być niżej, byle było bezpieczniej. Do Strednej Polany schodziliśmy wąską ścieżką turystyczną gęsiego, jeden za drugim, jak kolorowa długa stonoga. Później, gdy zaczęło padać i niedaleko obok przewalały się grzmoty, to szliśmy już w pelerynach swoim tempem, jedni szybciej, bo karczma u Janosika czekała, inni wolniej, bo okoliczne skałki i piargi też były interesujące. Na nasze szczęście burza nie trwała długo.
W karczmie u Janosika w Valaskiej Dubovej posmakowaliśmy miejscowych specjałów. Po trudach zejścia odpoczywaliśmy dokładnie w miejscu słynącym z tego, że właśnie tu, w tej karczmie w roku 1713 pojmano Janosika. Co ciekawe, ta karczma stoi dokładnie w środku pomiędzy miejscowym kościołem a cmentarzem…
O godzinie 15:30 pojechaliśmy do miejscowości Leštiny, zaledwie 7 km od Dolnego Kubina. Tu, w tej maleńkiej wiosce liczącej 230 mieszkańców zwiedziliśmy drewniany artykularny ewangelicki kościół z roku 1688-9. Do dzisiaj zachowało się na Słowacji tylko pięć takich artykularnych kościołów. Miła pani, opiekująca się tym zabytkiem wpisanym (wraz z innymi siedmioma kościółkami) na listę UNESCO w 2008 r. przywitała nas serdecznie i zaprosiła do wnętrza, w którym po uiszczeniu opłaty za wstęp usiedliśmy w oryginalnych starych ławkach, liczących pewnie tyle samo lat co ten kościół. Tutaj, w Leštinie dowiedzieliśmy się, co oznacza słowo: artykularny (budowa była ograniczona pewnymi obostrzeniami zgodnie z artykułami kodeksu zatwierdzonego przez sejm w 1681 r.). Posłuchaliśmy o historii kościoła, zobaczyliśmy cenne i unikatowe wyposażenie i wykończenie. Zachwyciły nas, nigdzie niespotykane w świecie, deski na suficie i na bocznych ścianach pomalowane jak prawdziwe marmury. O tym kościółku można by wiele napisać i można też o nim przeczytać w Internecie.
Ale żeby nie przedłużać opisu dopiszę szczerze, że warto było go odwiedzić, warto było posłuchać ciekawych opowieści o tej prawdziwej narodowej słowackiej perełce. Witek! Należą Ci się za to serdeczne dzięki, tym bardziej, że w planie oficjalnym nie było zwiedzania tego zabytku.
Pełni nie tylko górskich wrażeń powróciliśmy do Bielska-Białej około godz. 19:00. Myślę, że jeszcze nieraz wybierzemy się w te strony i na tę piękną górę.

CS
.

nasza grupa na starcie wycieczki w Jasenovej

Opublikowano kronika - 2017 | 1 komentarz