Akcja „Sprzątamy Beskidy z PTT 2016” – rejon Babiej Góry – 21 maja 2016 r.

sb2016-logoDrugi etap tegorocznej akcji „Sprzątamy Beskidy z PTT 2016” odbył się 21 maja 2016 r. w rejonie Babiej Góry. Wśród 240 osób sprzątających szlaki w rejonie Królowej Beskidów, było tym razem 174 dzieci i młodzieży, a reprezentowali oni Oddział PTT w Bielsku-Białej, Koło PTT w Kozach, Szkolne Koło PTT „Diablaki” z Dąbrowy Górniczej, Oddział PTT w Chrzanowie wraz ze Szkolnymi Kołami z Jankowic, Chrzanowa (2 LO) i Libiąża, SKKT PTTK z Rybarzowic, LO im. K.K. Baczyńskiego z Kóz, Zespoł Szkolno-Przedszkolny z Międzyrzecza Górnego. Sprzątali także podopieczni Fundacji „Grupa Kęty Dzieciom Podbeskidzia” z Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej w Żywcu, Centrum Wsparcia Dziecka i Rodziny „Przystań” z Pszczyny oraz Domu Dziecka w Oświęcimiu, a także pracownicy Grupy Kęty S.A.
Najtrudniejsze zadanie miała grupa bielska wspierana przez młodzież z Oświęcimia, która sprzątała okolice drogi z Zawoi na Krowiarki, wzdłuż której biegnie niebieski szlak. To właśnie tu zebrano zdecydowaną większość z 5200 litrów śmieci, w tym między innymi kołpaki, tłumik, wycieraczkę, 3 opony (w tym jedną z traktora), 7 telewizorów, 3 worki kości zwierzęcych oraz łopatę.
Uczestnicy wycieczki z dofinansowanego przez Powiat Bielski cyklu „Na szczytach Beskidów”, a więc uczniowie z Międzyrzecza Górnego, Kóz i Rybarzowic sprzątali czerwony szlak z Przełęczy Lipnickiej na Babią Górę i z powrotem lub w przypadku kozian dalej przez Przełęcz Brona na Markowe Szczawiny. Podobną trasę porządkowały „Diablaki” z Dąbrowy Górniczej, którzy dodatkowo zbierali śmieci na Perci Przyrodników. Podopieczni Fundacji „Grupa Kęty Dzieciom Podbeskidzia” sprzątali Górny Płaj oraz fragment czarnego szlaku z Markowych Szczawin do Zawoi, z kolei chrzanowianie w trzech osobnych grupach zabezpieczyli szlaki rozpoczynające się w Zawoi Czatoży, a więc czarny na Przełęcz Jałowiecką i żółty na Fickowe Rozstaje oraz zielony biegnący przez Małą Babią Górę. Grupy schodzące zielonym szlakiem do Zawoi Markowej zbierały też śmieci na tym szlaku. Uczciwie trzeba przyznać, że szlaki na terenie Babiogórskiego Parku Narodowego są zadbane i choć wśród naszych dzisiejszych zdobyczy były m.in. buty, spodnie oraz skrzynka z rozbitymi butelkami po piwie, to naprawdę mocno trzeba było się naszukać śmieci.
Najmłodsi mieli z kolei tradycyjnie możliwość spotkania z leśniczym, który przekazał im wiele ciekawostek na temat życia lasu, a także pomógł zasadzić jedną, symboliczną jodełkę. Zwiedzono także wystawę stałą w budynku dyrekcji BgPN.
Dla wszystkich grup przygotowano niespodzianki przekazane przez patronów honorowych akcji, a więc Marszałków Województw Śląskiego i Małopolskiego oraz zorganizowano ognisko z pieczeniem kiełbasek na zakończenie dzisiejszego sprzątania. Serdecznie dziękujemy w tym miejscu ZPM „Hańderek” z Buczkowic oraz Piekarni Capri z Rybarzowic za kiełbaski i chleb, które wszyscy – i mali i duzi – ze smakiem konsumowali.
Nie zapominamy oczywiście o podziękowaniach dla Dyrekcji Babiogórskiego Parku Narodowego za jak zawsze ciepłe przyjęcie, wsparcie organizacyjne i odbiór śmieci.

Sponsorami akcji są Grupa Kęty S.A. i kęckie Przedsiębiorstwo Komunalne Komax Sp. z o.o., a patronatem medialnym objęły ją Regionalny Portal Informacyjny beskidzka24.pl i „Kronika Beskidzka”.

SB
.

uczestnicy akcji na Polanie Odkrywców w Zawoi Markowej

Opublikowano kronika - 2016, Sprzątamy Beskidy z PTT, Wolontariat w BgPN | 1 komentarz

Babia Góra (Beskid Żywiecki) – wycieczka górska dla dzieci i młodzieży – 21 maja 2016 r.

Dzieci i młodzież ze szkół podstawowych w Międzyrzeczu Górnym i Rybarzowicach oraz z liceum w Kozach pod opieką rodziców, nauczycieli i przewodnika beskidzkiego PTT wyruszyła o godzinie 9:30 czerwonym szlakiem z Przełęczy Krowiarki na szczyt Babiej Góry. Przez cały dzień mieliśmy słoneczną pogodę, dzięki czemu mogliśmy spokojnie przemierzać szlak, a od Sokolicy podziwiać piękne widoki. Postoje były okazją do tego by, porozmawiać o przyrodzie „Królowej Beskidów” oraz o sposobach jej ochrony. Zdobywaliśmy kolejne kulminację Babiej Gór, czyli Kępę, Gówniak, Wołowe Skałki i około 12:30 byliśmy na Diablaku (1725 m.n.p.m.). Tam odpoczęliśmy i mogliśmy nacieszyć się rozległą panoramą na Beskid Żywiecki, Beskid Śląski, Beskid Mały i Beskid Wyspowy, oraz nieco schowane Tatry, Małą Fatrę i Góry Choczańskie. Po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia na szczycie Babiej Góry ruszyliśmy w drogę powrotną planując nasze kolejne górskie wycieczki.
Młodzież biorąca udział w tej wycieczce z cyklu „Na szczytach Beskidów” równocześnie uczestniczyła w akcji „Sprzątamy Beskidy z PTT 2016” aktywnie zbierając śmieci na trasie wędrówki.

RS
.

uczestnicy wycieczki z cyklu „Na szczytach Beskidów” w Zawoi Markowej

stopka_powiat_20160521

Opublikowano kronika - 2016 | Skomentuj

Witamy w naszym gronie!

legitymacjaInformujemy, że w dniu 21 maja 2016 r. do Oddziału PTT w Bielsku-Białej wstąpił Mieszko Głażewski.

Serdecznie witamy w naszym gronie!

 

 

Opublikowano aktualności | Skomentuj

O akcji „Sprzątamy Beskidy z PTT 2016” w „Kronice Beskidzkiej”

kronika_beskidzkaW dzisiejszej „Kronice Beskidzkiej” (nr 20 (3092) / 2016) na stronie 38 ukazał się artykuł pt. „Posprzątają Babią” na temat drugiego etapu akcji „Sprzątamy Beskidy z PTT 2016″, który odbędzie się w najbliższą sobotę.
„Kronika Beskidzka” oraz Regionalny Portal Informacyjny beskidzka24.pl są patronami medialnymi naszego przedsięwzięcia, do udziału w którym serdecznie zachęcamy wszystkich miłośników gór i przyrody.

Zarząd Oddziału
.kronika_20160519_s38

Opublikowano media, Sprzątamy Beskidy z PTT | Skomentuj

Akcja „Sprzątamy Beskidy z PTT 2016” – rejon Bukowskiego Gronia – 15 maja 2016 r.

sb2016-logoTradycyjnie jak co roku członkowie naszego Koła wzięli udział w akcji „Sprzątamy Beskidy z PTT” zainicjowanej przez Oddział PTT z Bielska-Białej. Biorąc udział w tej akcji naszym celem są czyste szlaki w naszej okolicy.
Pierwsza trasa przebiegała zielonym szlakiem z okolicy Wielkiej Puszczy przez Trzonkę, Bukowski Groń i Palenicę do Porąbki. Nasza ekipa liczyła 24 osoby, w tym 5-oro dzieci. Wszyscy aktywnie zabrali się za sprzątanie śmieci. W Bazie Turystycznej u pana Jacka mieliśmy ognisko z pieczeniem kiełbasy. Wspólnie zebraliśmy około 300 litrów różnego rodzaju śmieci. Ich wywózką zajęła się firma „ATRA” z Porąbki.
Następną trasą naszego sprzątania będzie szlak czerwony biegnący od Przełęczy Kocierskiej do zapory Porąbka. Po akcji „Sprzątania Beskidów z PTT” turyści będą mogli spacerować pięknymi i czystymi szlakami naszego regionu.

Jerzy Bułka
Wiceprezes Koła PTTK „Beskidek” w Porąbce

.

biorący udział w akcji „Sprzątamy Beskidy z PTT 2016” członkowie Koła PTTK „Beskidek” z Porąbki

biorący udział w akcji „Sprzątamy Beskidy z PTT 2016” członkowie Koła PTTK „Beskidek” z Porąbki

Opublikowano Sprzątamy Beskidy z PTT | Możliwość komentowania Akcja „Sprzątamy Beskidy z PTT 2016” – rejon Bukowskiego Gronia – 15 maja 2016 r. została wyłączona

Ćwilin, Śnieżnica (Beskid Wyspowy) – wycieczka górska – 15 maja 2016 r.

Spodobały nam się góry Beskidu Wyspowego, bo jak zdążyliśmy ostatnio zauważyć, mają one w sobie wyjątkową urodę i do tego „coś” jeszcze… Dobrze, że coraz częściej wyruszamy tam na wędrówkę razem z naszym Oddziałem Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Bielsku-Białej. Ostatnio byliśmy na Wierzbanowskiej Górze i Lubogoszczy, na Luboniu Wielkim i na Mogielicy (droga Krzyżowa), a dzisiaj naszym celem były kolejne szczyty: Ćwilin (1071 m n.p.m) i jego bliska sąsiadka Śnieżnica (1007 m n.p.m). W niedalekiej przyszłości znów wyruszymy w Beskid Wyspowy na Mogielicę, Lubomir i pewnie jeszcze inne.
Charakterystyczną cechą tego Beskidu jest występowanie odosobnionych szczytów, które niczym wyspy wznoszą się ponad łagodnymi wzgórzami. Oddzielane są one rozległymi dolinami i przełęczami, a góry mają strome, czasem nawet bardzo spadziste stoki. Te wszystkie cechy Beskidu Wyspowego wystąpiły dzisiaj, podczas wędrówki zaplanowanej i zrealizowanej następująco: Kasina Wydarte – przejście częściowo szlakiem rowerowym do żółtego szlaku prowadzącego z Mszany Dolnej na górę Ćwilin – Ćwilin – Przełęcz Gruszowiec – Śnieżnica – Kasina Wielka.
Z Bielska-Białej wyjechaliśmy busem o godzinie 6:30. Po około 2,5-godzinnej podróży z przerwą na kawę na stacji benzynowej za Makowem Podhalańskim dojechaliśmy do miejsca startu w Kasinie Wydarte. Stąd przeszliśmy skrótem lekko błotnistą drogą (nic a nic nie przypominającą szlaku rowerowego!) do szlaku oznakowanego żółtym kolorem, poprowadzonym od Mszany Dolnej aż na Ćwilin. Dłuższy odcinek szliśmy w lesie, normalnym, zdrowym lesie, w którym wszystkie widoki były szczelnie zamknięte. Idąc nim, spokojnie w głowie przelatywały mi takie myśli, że ten las tak dobrze się tu trzyma, że jest jeszcze nie zniszczony przez korniki, wiatry itp. Tymczasem im bliżej było nam do szczytu, do naszej góry Ćwilin, tym… no właśnie, tym było z lasem gorzej, czyli podobnie jak w Beskidzie Śląskim i Żywieckim. Może dlatego coraz więcej innych gór widać było wyraźnie naokoło nas? Prawdziwą ucztę dla ciała i przede wszystkim dla ducha mieliśmy na Polanie Michurowej, już w okolicach szczytu Ćwilina.
Nasz młody przewodnik, Wojciech Biłko miał dzisiaj „pełne ręce roboty”, a to za sprawą dobrej pogody i dobrej widoczności. Gdzie to tylko było możliwe objaśniał nam cierpliwie i szczegółowo szerokie i dalekie panoramy górskie. Stale też dbał o to (razem z Szymonem), aby grupa zbytnio nie rozwlekała się, a raczej przy objaśnianiu panoram była w całości zebrana, no i słuchała! Dbał o wszystkich, o tych najmłodszych i tych najstarszych (tych pod osiemdziesiątkę też!).
Góry, góry i góry… wszystkie możliwe były wokół nas, powtarzam się. Brakowało nam dzisiaj jedynie wyrazistych Tatr.
Z Ćwilina – przyznaję szczerze – nie chciało nam się schodzić, bo ta góra ze wspomnianą polaną na szczycie jest przecież wyjątkowo urokliwym miejscem. Zejście z niej jednak musiało kiedyś nastąpić, a było ono strome, a czasem bardzo strome. Zmienił się kolor szlaku. Teraz szlak niebieski prowadził nas na Przełęcz Gruszowiec (a później dalej). Najpierw niektórzy z nas przeszli ruchliwą drogą do stojącego przy niej pomnika poświęconego „Pamięci pomordowanych i żywcem spalonych w dniu 1 listopada 1944 r. przez okupanta hitlerowskiego podczas pacyfikacji wsi Gruszowiec”. Na tablicy umieszczono listę 33 ofiar, wśród nich całych rodzin z dziećmi. Niedaleko od tego miejsca stoi stara kapliczka, teraz pięknie odnowiona, zapewne pamiętająca to straszne wydarzenie.
Inni, a była to zdecydowana większość, spragnieni odpoczynku i dań barowych, mogli na przełęczy zaspokoić swoje potrzeby w barze pod oryginalną nazwą: „Pod cyckiem”. Pozostali zaś mogli w pobliżu przyglądać się domowemu ptactwu z okazami gęsi, kaczek, perliczek, kur i innego wszelkiego żywego stworzenia.
Właśnie tu, na Przełęczy Gruszowiec, jakby wcześniej umówieni ze sobą, spotkali się uczestnicy wycieczek zorganizowanych przez Oddział PTT z Bielska-Białej i Koła PTT z Oświęcimia. Obie grupy wędrowały dzisiaj tą samą trasą, ale w odwrotnym kierunku, bo gdy oni zeszli ze Śnieżnicy, to my zeszliśmy z Ćwilina. Gdy po zrobieniu wspólnej pamiątkowej fotografii w miejscu spotkania, oni poszli na Ćwilin, to my poszliśmy na Śnieżnicę. Wymieniliśmy też uwagi co do stopnia trudności szlaków i o tym, co na którą grupę mogło dalej czekać. Fajnie jest czasem spotkać się w górach!
Na Śnieżnicę szło nam się bardzo dobrze, bo i uczestnicy naszej wycieczki byli raczej kondycyjnie dobrze przygotowani. Kilkoro z nas „ciekawskich” przeszło dodatkowo do pobliskiego Ośrodka Rekolekcyjnego. No bo jakże, być tu tak blisko i go nie zobaczyć! Była też możliwość obejścia Śnieżnicy, z niej skorzystała jedna osoba, a jako przewodnik towarzyszył jej Szymon.
Na szczycie Śnieżnicy mieliśmy widoki leśne i tylko leśne, a las był na „nasze oko” zdrowy, zielony, taki majowy… Zatrzymaliśmy się tu wszyscy na chwilę, bo i odetchnąć trzeba było, i zrobić pamiątkowe zdjęcie całej grupy, również to indywidualne z tablicą lub krzyżem, żeby później, po latach było co wspominać!
Do Kasiny Wielkiej schodziliśmy szeroką nartostradą, zieloną i kwitnącą. Piękne to było zejście, bo mieliśmy i widoki, i ogromne dywany żółtych mleczy.
Koniec górskiej wycieczki był na parkingu przy stacji kolejowej w Kasinie Wielkiej. Jeszcze tylko grzecznie wyczyściliśmy nasze obuwie z dzisiejszego błota, jeszcze dokładnie Szymon policzył nas wszystkich i… o godzinie 16:00 odjechaliśmy w drogę powrotną do Bielska-Białej. Sprawnie, bezkorkowo przejechaliśmy poszczególne etapy dróg przez Mszanę Dolną, Skomielną Białą, Jordanów, Suchą Beskidzką i Żywiec, w dalszym ciągu podziwiając góry, które towarzyszyły nam dzisiaj cały dzień, nawet w busie (choć już tylko za oknem!) aż do końca wycieczki.
Zachwycił nas i tym razem Beskid Wyspowy. Nie trzeba się dziwić, że kilka lat temu wytyczono na jego terenie Główny Szlak Beskidu Wyspowego.

CS
.

nasza grupa na Ćwilinie

stopka_bb_20160515

Opublikowano kronika - 2016 | Możliwość komentowania Ćwilin, Śnieżnica (Beskid Wyspowy) – wycieczka górska – 15 maja 2016 r. została wyłączona

Manínska tiesňava, Kostolecká tiesňava (Manínska vrchovina, Słowacja) – wycieczka górska – 14 maja 2016 r.

Tam, gdzie kończą się Sulovske Vrchy, na zachód od nich, rozciąga się Maninska Vrchovina, wyraźnie wyodrębniona w kierunku Wagu. Nad wzniesieniem górują wielkie „kopy” Wielkiego (890 m.) i Małego (813 m.) Manina. Z wielośrodowiskową, niezbyt liczną grupą, przyjeżdżamy na kamping Manin w Povażskiej Teplej, gdzie czekają na nas koledzy z Klubu Słowackich Turystów Lietawska Luczka, Bibiana, Helena i Tibor. Dostajemy od nich opisy trasy i ruszamy. Manińskie wzniesienie przecina Maniński potok, który w wapiennych skałach wyrzeźbił dwa wąwozy, gdzie pionowe miejscami ściany sięgają do 400 m. wysokości. Ze zboczy wzniesień wystają wapienne formacje fantastycznych kształtów, zagłębień i jaskiń. Część ścian została wyodrębniona i stanowi teren wspinaczek skalnych, „obite” drogi mają swoje nazwy, niektóre są dostępne cały rok, inne okresowo, pozostały teren to rezerwat przyrody. O trudności dróg wspinaczkowych może świadczyć symboliczny cmentarz dla tych, którzy nie mieli może szczęścia do tych gór, a motto na jednej z tablic brzmi „skały piękne, skały okrutne”. Dnem wąwozu prowadzi droga jezdna do Zaskalia i Kostoleca, gdy zimą schodzą na drogę lawiny, wsie są odcięte od świata. W najwęższym, krętym miejscu, skalne ściany tworzą przełom szerokości 3,7 m., dwa auta się tu nie mieszczą, konieczna jest „mijanka”. Idziemy ścieżką edukacyjną z tablicami informacyjnymi, przy których Tibor, Bibiana i Helena cierpliwie wyjaśniają o czym mówią teksty i ilustracje a uczestnik wycieczki, doktor nauk przyrodniczych, dodaje jeszcze uwagi po polsku. Na końcu Zaskalia zatrzymujemy się na posiłek w gospodzie po dawnej szkole. Dalej Tibor, sobie tylko znanymi ścieżkami, prowadzi nas przez Kostolec do żółtego szlaku stokami Wielkiego Manina. Szlak omija wierzchołek wzniesienia, próby rozeznania dojścia na niego pokazały, że dawno nikt tam nie chodził i byłoby trudno i długo. Wobec tego zakosami, z poślizgami po błocie schodzimy z widokami na dolinę Wagu, pasma Jaworników i Povażskie Podhradie z ruinami Povażskiego hradu. A pogoda – rewelacyjna, ci co pisali i rozpowszechniali dramatyczne informacje o mających nastąpić kataklizmach, na szczęście pomylili się. Oprócz krótkotrwałej mżawki i paru kropel deszczu tylko słońce z chłodzącymi chmurkami. W gospodzie przy kampingu uzupełnianie płynów, wrażenia z przejścia, grupowe i indywidualne foto, zapewnienia że już niedługo znowu będzie razem w górach i niestety to, o czym kiedyś mówiła piosenka „i tak się trudno rozstać”. Ale trzeba było i w pełnym słońcu wróciliśmy do Bielska.

J. Nogaś
.

wspólne zdjęcie członków PTT O/Bielsko-Biała i KTW PTTK z przedstawicielami Klubu Słowackich Turystów Lietawska Luczka

wspólne zdjęcie członków PTT O/Bielsko-Biała i KTW PTTK z przedstawicielami Klubu Słowackich Turystów Lietawska Luczka

Opublikowano kronika - 2016 | Możliwość komentowania Manínska tiesňava, Kostolecká tiesňava (Manínska vrchovina, Słowacja) – wycieczka górska – 14 maja 2016 r. została wyłączona

Witamy w naszym gronie!

Informujemy, że w dniu 12 maja 2016 r. do działającego przy naszym oddziale Szkolnego Koła PTT „Diablaki” w Dąbrowie Górniczej wstąpiła Zofia Zmarzły.

Serdecznie witamy w naszym gronie!

Opublikowano aktualności | Możliwość komentowania Witamy w naszym gronie! została wyłączona

„Moje najtrudniejsze szczyty” – prelekcja Pawła Michalskiego – 10 maja 2016 r.

Właściwie, o które szczyty chodziło i dlaczego były one najtrudniejsze, skoro ten najtrudniejszy ostatni ośmiotysięcznik K2, dotąd nie zdobyty zimą, jest jeszcze przed nim? Tak zastanawialiśmy się nad tym tytułem zaproszenia na prelekcję i pokaz slajdów Pawła Michalskiego.
Wszystko szybko wyjaśniło się zaraz na początku spotkania. Tytuł prelekcji był bowiem tak specjalnie przewrotnie napisany, bo chodziło w nim o emocjonalne, najtrudniejsze szczyty, jego szczyty – Pawła Michalskiego. Trzeba tu zaznaczyć, że nasz gość zdobył już cztery ośmiotysięczniki i ma na swoim koncie wiele innych szczytów, jak też wiele wypraw wysokogórskich.
„Przedstawię dwa wydarzenia, które mną wstrząsnęły, ale nie zniechęciły!” – dodał wyjaśniając tytuł prelekcji. Pod koniec prelekcji „dorzucił” jeszcze trzecie wydarzenie. Wszystkie historie przedstawione nam dzisiaj były jak nie zmyślony horror. Posłuchajmy, a właściwie przeczytajmy teraz o nich.
.
Pierwsze wydarzenie – rok 2015

Wydarzenie dotyczyło trzęsienia ziemi w Nepalu w dniu 25.4.2015 r. Dotknęło ono również rejonu Mount Everestu, himalaistów i licznych wypraw komercyjnych. Potężna lawina lodowo-śnieżna, będąca efektem tego silnego trzęsienia ziemi zeszła od strony grani Pumori i zniszczyła środkową część obozowiska rozciągniętego na 2-3 km na morenie lodowca Khumbu pod Everestem. W sezonie przebywa w tym rejonie około dwa tysiące osób. W bazie i na stokach zginęło kilkanaście osób, wielu było rannych.
Paweł Michalski był wtedy w bazie, a następnego dnia miał zaplanowane wejście na sąsiadujące z Everestem Lhotse. „Trzęsienie ziemi trwało około 30-40 sekund. Efektem było oberwanie się dużej części grani. Wywołało to lodowo-śnieżną lawinę, która uderzyła z impetem w środkową część bazy. Nasza baza była 200 metrów niżej. Zdążyłem tylko założyć buty, wyskoczyć z namiotu, kiedy wszystko zaczęło się trząść. Jak zobaczyłem ścianę śniegu pędzącą w moim kierunku nie pozostało mi nic, tylko szukać schronienia” – mówił w wywiadzie dla Faktów TVN.
Najpierw jednak zobaczyliśmy „spokojne” zdjęcia bazy i okolic Mount Everestu, a wśród nich lodowo-śnieżne spiętrzenia, gdzieś tam hen na górze, jeszcze w całości, jeszcze spokojnie drzemiące, prawie „wiszące” nad głowami osób przebywających w bazie i poza nią.
Potem zobaczyliśmy krótki filmik, a w nim na żywo widok lawiny i ten ogromny śnieżny pył. To był moment. Gdy wszystko się uspokoiło, gdy wszystko w bazie przysypane było na biało, wtedy dla ludzi tam przebywających zaczął się kolejny dramat. Zobaczyliśmy tę bazę, właściwie jej środkową część, która ucierpiała najbardziej, bo potworna była siła tej lawiny, gdy ogromne ilości lodu, śniegu i pyłu ruszyły w dół, a jeszcze potem były wstrząsy wtórne… Zobaczyliśmy ją w ogromnym nieładzie, namioty i rzeczy porozrzucane były gdzie popadło, zobaczyliśmy akcję ratunkową, polowy szpital, dwa helikoptery… Dramat!
Plany Pawła i himalaistów na wyprawie „6 Summits Challenge” w ciągu tych kilkudziesięciu sekund runęły, jak ta potężna lawina. Co dalej robić? Z wspinających się himalaistów, on i jego koledzy szybko stali się ratownikami. Znosili rannych nie tylko tych w bazie, ale i ze stoków, bo przecież tam też byli ludzie. Nie ominęła ich też czynność znoszenia zwłok w jedno miejsce (dla ochrony przed ptakami, bo Szerpowie mają awersję do dotykania zmarłych). Jak nam powiedział: „(…) były to przeżycia na granicy wytrzymałości. Nikt nie mógł się spodziewać, że w bazie, w obiektywnie bezpiecznym miejscu może coś takiego się zdarzyć. Psychika była zszargana po tym, co doświadczyliśmy”.
.
Drugie wydarzenie – rok 2007

Dotyczyło tego wszystkiego, co wydarzyło się podczas zejścia ze szczytu Gasherbrum I, który szczęśliwie zdobyli w międzynarodowym czteroosobowym zespole himalaistów: z Polski, Iranu, Rumunii i Katalonii. A zaczęło się to wtedy, gdy byli jeszcze bardzo wysoko, już w ciemnościach, gdy nagle Paweł usłyszał lekki huk. Teren już się wypłaszczał. Razem z tym hukiem poleciała czołówka, czekan, czapka… To Alex Gavan, Rumun poleciał w dół. Pozostali dwaj wspinacze nie bardzo wiedzieli gdzie są, bo wykazywali już początki objawów choroby wysokościowej.
Zrobiło się niewesoło! W pewnym momencie Paweł zobaczył jakieś błyski. Wtedy pomyślał, że „nadchodzi burza, jeszcze tego brakuje!” Ale te błyski były jakieś nienaturalne i do tego za blisko. Jak się później okazało Alex nie spadł, bo wyhamował i przy tym upadku wszystko zgubił, poza aparatem fotograficznym, który miał pod kurtką. Wyhamował, ale do dzisiaj nie wie, jak to zrobił! Natomiast aparatem fotograficznym, fleszem błyskał, dawał znak o sobie. Ten rumuński himalaista przeżył szok po tym upadku, dalej nie chciał schodzić, upierał się…
Od tego miejsca zaczęła się dramatyczna akcja schodzenia z tym himalaistą, a właściwie „doprowadzenia” go przy pomocy również mało już sprawnych kolegów, do obozu III, położonego na wysokości ok. 7000 m n.p.m. W namiocie jednak nie spali, tylko przesiedzieli. Rumun i pozostali dwaj wspinacze (Irańczyk i Katalończyk) nie byli sprawni, a ich zachowania wyraźnie świadczyły o oznakach choroby wysokościowej. Paweł nie mógł już liczyć na pomoc tej dwójki, ale miał wybór: „trzech ma zginąć, czy jeden?”.
Ta historia pewnie zakończyłaby się tragicznie, gdyby nie dwóch Francuzów idących po swoje pozostawione na stoku rzeczy. Przypadek (?) czy też Opatrzność (?) sprawiły, że jedni i drudzy spotkali się w odpowiednim momencie. „Panowie pomóżcie…!” – brzmiały błagalne słowa prośby naszego himalaisty. Po wielu godzinach dramatycznego schodzenia, również przy użyciu starych, chińskich poręczówek z pomocą Francuzów zeszli do obozu na wysokość 6400 m.
„Co ja tutaj robię, przecież byłem na szczycie?!” – zastanawiał się w tym miejscu Alex… Później było jeszcze zejście do bazy, też niełatwe, bo Francuz zmuszony był zastosować wobec Alexa metodę bokserską (domyślamy się, jaką!). Ciekawe, że tak skuteczną!
Nasz Gość na zakończenie tej historii powiedział nam, że trudne są wybory, gdy organizm mówi „nie”, gdy włącza się instynkt samozachowawczy. Dodał też: „Nie wiem, co bym zrobił, gdyby nie ci dwaj Francuzi z Chamonix”.
.
Trzecie wydarzenie – rok 2008

Mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc słuchaliśmy dalej z zainteresowaniem kolejnej, niesamowitej historii, która wydarzyła się po zejściu ze szczytu Gasherbrum II. Było to w Skardu – wspominał Paweł Michalski, gdzie on i Simon La Terra – Włoch, spotkali się z irańską wyprawą, która z kolei wracała z Broad Peak. Z tej okazji zafundowała zwycięzcom Gasberbrum II poczęstunek, obiad, ciasteczka itd.
Gdy oboje byli już w dalszej drodze, a w promieniu kilku kilometrów nie było nikogo, Paweł zauważył, że coś niedobrego dzieje się z jego partnerem. „Simone, ja schudłem, a ty przytyłeś!”. To niemożliwe, żeby tak było po wyprawie na ośmiotysięcznik! – Paweł zaczął się zastanawiać. Wtem Simone usiadł i trzymał się za gardło, brakowało mu tchu… Tak zaczął się kolejny dramat, a nasz himalaista Paweł znowu stał się ratownikiem. Szybki marsz nocą do najbliższego miejsca, gdzie mogliby Simonowi pomóc, szybkie działanie, telefon do Włoch, zastrzyki kortyzonu, przygotowanie do… przecięcia gardła, wreszcie oddech Simona… Co zjedliście? pytano później… itd. Można by jeszcze wiele napisać o tej historii, której finał był dla Simona szczęśliwy. Przeżył!
Jak się później okazało, Simon był uczulony na konopie indyjskie. A te ciasteczka z konopiami indyjskimi były przyczyną zdarzenia o mało co nie zakończonego dla niego tragicznie.

Paweł Michalski podsumował dzisiejszą prelekcję tak: „Po każdej wyprawie mam dosyć gór. Mija tydzień i znów myślę, gdzie się wybrać” i dokończył: „ważne jest zachowanie granicy, tej cienkiej, między ryzykiem a głupotą. W górach to jest mój wybór.”
Teraz zrozumieliśmy sens tytułu prelekcji Pawła Michalskiego pt. „Moje najtrudniejsze szczyty”. Oby ten następny szczyt, czyli K2 podczas letniej ekspedycji jak też i zimowej wyprawy 2016/2017 nie należał do tych najtrudniejszych. Tego z serca życzymy Panu Pawłowi i całej polskiej wyprawie!
Tradycyjnie głównym organizatorem spotkania był Jan Weigel, któremu serdecznie dziękujemy za trud i starania! Podziękowanie należy się również Książnicy Beskidzkiej, Bielskiemu Klubowi Alpinistycznemu i Polskiemu Towarzystwu Tatrzańskiemu w Bielsku-Białej.
Panie Pawle, pięknie dziękujemy! Tej prelekcji nie zapomnimy tak szybko! Warto było w niej uczestniczyć!

CS
.

w trakcie prelekcji

Opublikowano kronika - 2016 | Możliwość komentowania „Moje najtrudniejsze szczyty” – prelekcja Pawła Michalskiego – 10 maja 2016 r. została wyłączona

Zwardoń – Bielsko-Biała – przejście kondycyjne – 8 maja 2016 r.

Nie było ograniczeń, każdy kto przespał zimę, mógł sobie sprawdzić co mu z kondycji zostało. Akurat osiem osób nie miało zimowej przerwy, ale dla urozmaicenia połączona grupa KTW PTTK i PTT O/B-B w osobach Jadzi, Jagny, Uli, Darka, Grześka, Ryśka, Pawła i mojej, postanowiła urozmaicić sobie wyjścia w góry. Po godzinie piątej, kiedy w Zwardoniu młodzież wracała z dyskotek a nad łąkami unosiły się mgły, ruszyliśmy, niektórzy raz któryś, inni debiutowali. A potem już poszło. Przez Rupienki, pod Ochodzitą, Koniaków, Tyniok z Gańczorką, Karolówkę, z oddechem dopiero na Przysłopie, gdzie odmładza się schronisko. Na Baraniej wiało mocniej, ale odsłaniały się widoki, tak jak i dalej na otwartych grzbietach od Magurki Wiślańskiej przez „malinowe” wzniesienia. Trochę przytrzymała niektórych Przełęcz Salmopolska, gdzie złocisty napój kusił żeby się nie odwodnić. Kotarz, Beskid Węgierski to już słoneczne popołudnie, z daleka widać było że z Chaty wuja Toma rozchodzą się goście. Jeszcze Klimczok, ostatnia wysokość do pokonania dla trochę już utrudzonych, a później to z górki i między osiemnastą a dwudziestą wszyscy mogli odpocząć w domu. Trzynaście – piętnaście godzin to czasy na pewno do pobicia, ale nie o to chodziło. Było bez opadów, bez upału, z chłodzącym wiatrem, więc przy bardzo ładnej, bardzo odpowiedniej pogodzie i przesympatycznym towarzystwie to była ogromna przyjemność przebywania w górach.

J.Nogaś
.

na starcie przejścia kondycyjnego w Zwardoniu

Opublikowano kronika - 2016 | Możliwość komentowania Zwardoń – Bielsko-Biała – przejście kondycyjne – 8 maja 2016 r. została wyłączona