Celem niedzielnej wycieczki oddziałowej był Grześ (Lúčna) wysoki na 1653 m n.p.m. w Tatrach Zachodnich.
Dojście na jego szczyt może przyprawić często o rozstrój nerwowy, po wywalczeniu miejsca parkingowego i odstaniu w kolejce do kasy biletowej, idąc dłuuugo asfaltem, wśród tłumów turystów lub spacerowiczów wprost z Krupówek, mijając dorożki, czy pędzących rowerzystów-kamikadze. Nie daj Boże gdy trafimy na narodowy spęd miłośników krokusów napędzany mediami społecznościowymi. Na szczęście nasza trasa biegła zupełnie inaczej, aż nie do uwierzenia, równolegle w odległości dwóch-trzech kilometrów po słowackiej stronie granicy.
Rozpoczęliśmy w Oravicach u podnóży Magury Witowskiej (ponoć znakomity, a mało znany punkt widokowy na Tatry) i ruszyliśmy żwawym krokiem do Juráňovej Doliny. Tuż przed wejściem w dolinę natrafiamy na polanę pełną krokusów, tych zwiastujących jesień, pięknych zimowitów. Są tylko dla nas, budząc zachwyt i wyzwalając cykady migawek aparatów.
Sama Dolina Juráňova to głęboki, skalisty wąwóz, słowacka roklina, której dnem płynie potok wcinający się ostro w skalne podłoże. Krótki odpoczynek na optymistycznie brzmiącym Sedlu Umrla i schodzimy do doliny potoku Bobrowieckiego, wzdłuż którego podążamy aż na Bobrowiecką przełęcz.
Przez całą tą drogę jest tylko ekipa PTT i dzika tatrzańska przyroda. Przełęcz wita nas pierwszą ładną panoramą w kierunku wschodnim i stanowi okazję do odpoczynku, wylegiwania się w promieniach słońca.
Nabrawszy sił, ruszamy mocno na szczyt Grzesia z którego roztacza się naprawdę imponujący widok na wszystkie strony świata przy znakomitej przejrzystości powietrza. Nasza wspaniała przewodniczka Karolina, omawia nam panoramę 360 stopni. Mamy Tatry Zachodnie, Wysokie z zerkającym na nas Krywaniem, naszą swojską Babią Górę, w dali Gorce, bielejące szczyty Trzech Koron w Pieninach, Beskid Sądecki a nawet Niski.
Czas ruszać dalej trasą graniową w kierunku Osobitej. Wąska ścieżynka wśród kwietnych łąk, dzikich lasów i chaszczy malinowo-borówkowych, dają poczuć w pełni oddech pierwotnej i dzikiej natury tatrzańskiej. Jest i czas na beztroskie wylegiwanie się na widokowej polanie.
Na szlaku pustki, tylko nasza grupa, napotkanych turystów było mniej niż zauważonych na ścieżce „placków” niedźwiedzich. Z przełęczy pod Osobitou (sama góra jest objęta najwyższym stopniem ochrony przyrody) schodzimy w dół do Chaty Zverovka. Tam następuje czas na równie ważny element każdej wycieczki, czyli integrację grupy przy posiłku oraz kufelkach Kofoli i innych napojów zapewniających przyjemne nawodnienie organizmu.
Szczęśliwi ładujemy się do naszego busa i wracamy do domu. Ogromne podziękowania dla naszej Karoliny za pomysł i realizację tej cudownej trasy, umożliwienie nam odkrycia mało znanych miejsc w Tatrach.
Do zobaczenia znowu!
Paweł Bartoszek

nasza grupa na szczycie
