VIII Festiwal Filmów Górskich „Adrenalinium 2015” – konkurs fotograficzny i filmowy

Miłośnicy ADRENALINY mogą się wykazać!!!

Wszyscy, w których życiu jest obecna adrenalina i w dodatku potrafią to ująć w swoich kadrach fotograficznych lub/i filmowych – dla WAS kino Janosik ogłosiło dwa konkursy w ramach zbliżającego się Festiwalu Górskiego ADRENALINIUM 2015 – 23-25 października 2015 r.
Festiwal Górski „Adrenalinium”, organizowany przez Kino Janosik, to prawdziwie zbójnicka impreza dla miłośników górskich, wspinaczkowych i podróżniczych eskapad, ogólnie fanów pozytywnej adrenaliny. Październik zapowiada się zatem interesująco, bo oznacza spotkania z gośćmi znanymi ze swych wyczynów górsko-podróżniczych, najlepsze filmy górskie i warsztaty w namiocie festiwalowym.

Jak co roku ogłaszamy również konkurs na najlepsze krótkometrażowe filmy i najlepsze fotografie, których tematem przewodnim jest oczywiście adrenalina. Liczymy na Waszą kreatywność, oryginalne podejście do tematu i ciekawą formę prac.

Regulamin oraz karty zgłoszeń są dostępne do pobrania na stronie www.kinojanosik.pl.

Czas nadsyłania prac mija 7 października 2015 r.

kino Janosik
.

adrenalinium

Opublikowano aktualności | Skomentuj

Witamy w naszym gronie!

Informujemy, że w dniu 1 września 2015 r. do Oddziału PTT w Bielsku-Białej wstąpiła Ksenia Grzywa.

Serdecznie witamy w naszym gronie!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

„Jaskinie beskidzkie” – prelekcja Łukasza Kudelskiego – 1 września 2015 r.

Tradycyjnie na początku września wracamy do organizacji prelekcji podróżniczych w naszym lokalu. Nie inaczej jest w tym roku…
Pierwszym gościem w tym cyklu prelekcji był członek naszego Oddziału, Łukasz Kudelski, który przedstawił nam jaskinie Beskidów. Jako niedawny absolwent kursu taternictwa jaskiniowego organizowanego przez Speleoklub Bielsko-Biała ciekawie opowiadał o geologii Beskidów i powstawaniu jaskiń w Karpatach fliszowych oraz przedstawił zdjęcia z kilku wybranych jaskiń. Ciekawostkami były prezentacja używanego sprzętu oraz omówienie schematów używanych do opisania jaskiń.
Myślę, że czternaście osób, które zdecydowały się przyjść na inaugurację prelekcji wyszło z niej zadowolonych, tym bardziej, że pytań do naszego kolegi było wyjątkowo dużo. Już za miesiąc będziemy mieli okazję ponownie spotkać się z Łukaszem, które zaprezentuje nam tym razem jaskinie tatrzańskie.

SB
.

Łukasz Kudelski odpowiada na pytania uczestników prelekcji

Opublikowano kronika - 2015 | Skomentuj

Ojcowski Park Narodowy – wycieczka krajoznawcza dla dzieci z cyklu „Przyjaciel Parku Narodowego” – 29 sierpnia 2015 r.

przyjacielpnW dniu dzisiejszym rozpoczęliśmy cykl wycieczek organizowanych dla dzieci i nie tylko pod hasłem „Przyjaciel Parku Narodowego”. Blisko czterdziestoosobową grupą, jako pierwszy odwiedziliśmy Ojcowski Park Narodowy. By tradycji stało się zadość, poniżej przedstawiamy relację z tej wycieczki oczami jej młodego uczestnika:

Rano pojechaliśmy autokarem do Ojcowa. Na początku wycieczki zobaczyliśmy „Kaplicę na Wodzie”. Wybudowano ją nad rzeką, bo kiedyś nie wolno było stawiać takich budowli na ziemi. Potem poszliśmy do zamku w Ojcowie, skąd był fajny widok. Pan Szymon zrobił przerwę i rozwiązywaliśmy zadania w specjalnych książeczkach. Z zamku ruszyliśmy w stronę muzeum. Pani sprawdziła nam książeczki, postawiła pieczątki i złożyliśmy przysięgę. Zostałem przyjacielem Ojcowskiego Parku Narodowego i dostałem medal z nietoperzem. Medal jest super! Przy muzeum spotkaliśmy pana i panie w strojach z innego wieku. Mamy z nimi fajne zdjęcie. Potem długo szliśmy pod górę do Jaskini Łokietka. Było tam zimno, ciemno i ślisko, ale podobało mi się. Ciekawe było to, że ukrywał się w tej jaskini dawny król Polski. Nie wiem jak on tam mógł mieszkać. Później poszliśmy  do następnej jaskini. Była to Jaskinia Ciemna. Część osób ją zwiedzała, a część odpoczywała nad rzeką. Ja byłem nad rzeką i bawiłem się z moim bratem. Wracając do autokaru zatrzymaliśmy się na lody. Widzieliśmy jeszcze zamek w Pieskowej Skale i Maczugę Herkulesa. Pan Szymon zrobił nam mnóstwo zdjęć. Myślę, że będą śmieszne. Czekam na następną wycieczkę, ponieważ ta bardzo mi się podobała. Dzięki za takie wycieczki.

Bartosz (7 lat)
.

najmłodsi uczestnicy wycieczki zostali Przyjaciółmi Ojcowskiego Parku Narodowego

najmłodsi uczestnicy wycieczki zostali Przyjaciółmi Ojcowskiego Parku Narodowego

Opublikowano kronika - 2015 | Skomentuj

„150. rocznica urodzin Kazimierza Przerwy-Tetmajera” – finisaż wystawy – 27 sierpnia 2015 r.

Oddział PTT w Bielsku-Białej wraz z działającym przy nim Kołem PTT w Kozach zorganizował w dniach 17-28 sierpnia 2015 r. wystawę jubileuszową z okazji 150. rocznicy urodzin Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Przez dwa tygodnie odwiedzający galerię Domu Kultury w Kozach mieli okazję zapoznać się z dorobkiem Tetmajera, a chętnych do jej odwiedzenia nie brakowało.
W końcu, 27 sierpnia 2015 r. spotkaliśmy się o godz. 18:00 w koziańskim Domu Kultury by wziąć udział w uroczystym zakończeniu wystawy.
Zgromadzonych przywitał prezes koziańskiego Koła PTT, Miłosz Zelek zapraszając do zapoznania się z twórczością Kazimierza Przerwy-Tetmajera.
O część artystyczną zadbał uczeń Liceum Ogólnokształcącego im. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego w Kozach, Krzysztof Lorek, który wyrecytował wiersze: „Pozdrowienie”, „Limba”, „Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej” stanowiące doskonałe uzupełnienie wystąpień poświęconych artyście.
Wiceprezes bielskiego oddziału PTT, Jan Nogaś zapoznał zebranych z początkowym okresem twórczości Tetmajera, a także przybliżył zebranym dorobek taternicki poety. Jako największe z jego taternickich dokonań przedstawił pierwsze wejście na Staroleśny Szczyt (2476 m n.p.m.) w 1892 r. wraz z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim oraz przewodnikami: Klemensem Bachledą i Janem Bachledą Tajberem. Dzięki niemu mieliśmy też okazję wysłuchać kilku fragmentów „Na skalnym Podhalu”.
W następnym wystąpieniu prezes ZG PTT Józef Haduch, będący kuratorem wystawy, opowiedział właśnie o wystawie, jej przygotowaniach oraz obchodach Roku Kazimierza Przerwy-Tetmajera w Polskim Towarzystwie Tatrzańskim. Ponieważ organizowana w Kozach wystawa była pierwszą okazją do szerszego zaprezentowania 23. tomu „Pamiętnika PTT”, który ukazał się pod koniec lipca br., Prezes zaprezentował również nasze sztandarowe wydawnictwo, zachęcając przybyłych do jego nabycia.
Ostatnim występem artystycznym była recytacja wiersza Kazimierza Przerwy-Tetmajera pt. „Eviva l’arte!” przez Krzysztofa Lorka. Na koniec, prowadzący finisaż Miłosz Zelek zaprosił do obejrzenia wystawy oraz na przygotowany poczęstunek, przy którym rozmawialiśmy na temat wystawy jeszcze długo.
Chciałbym w tym miejscu złożyć serdeczne podziękowania Tomaszowi Rakoczemu i Miłoszowi Zelkowi za organizację całego przedsięwzięcia oraz nade wszystko p. Markowi Małeckiemu, dyrektorowi Domu Kultury w Kozach za życzliwość i przychylność dla naszej inicjatywy.

SB
.

20150827_wystawa

pamiątkowe zdjęcie uczestników finisażu wystawy

Opublikowano kronika - 2015 | Skomentuj

Monte Rosa (Alpy Pennińskie, Włochy) – wyprawa trekkingowa – 17-23 sierpnia 2015 r.

Czterech członków i sympatyków Oddziału PTT w Bielsku-Białej oraz Klubu Turystyki Wysokogórskiej PTTK w Bielsku-Białej zorganizowało w połowie sierpnia br. wyjazd w masyw Monte Rosa w Alpach Pennińskich oraz na dokładkę na ferraty Dolomitów. Poniżej prezentujemy relacje z tego wyjazdu przygotowaną przez naszego kolegę:

Monte Rosa to najpotężniejszy masyw górski w Alpach, znajduje się tutaj aż kilkanaście szczytów o wysokości ponad 4-tysiące metrów, co sprawia, że powierzchniowo przekracza nawet pobliski Mont Blanc. Położona na granicy włosko-szwajcarskiej Monte Rosa zaliczana jest do Alp Pennińskich, a najwyższym jej szczytem jest Dufourspitze (4634 m n.p.m.).
Kiedy określiliśmy nasz cel wakacyjnego wyjazdu mapy, przewodniki i albumy Monte Rosy były najczęściej przeglądane, a grupka ostatecznie ustaliła się na cztery osobniki płci męskiej: Krzysztof, Leszek, Bogdan i Robert. Dokonaliśmy stosownej rezerwacji w Refugio Gnifetti, czyli naszej górskiej bazy i sprawdzaliśmy pogodę w kilku serwisach internetowych. Prognozy były dobre, więc zgodnie z ustaleniami 17 sierpnia wyruszyliśmy w stronę miejscowości Gressoney leżącej we włoskim regionie Dolina Aosty. Jechaliśmy przez Słowację kierując się na Bratysławę, następnie wjechaliśmy na teren Austrii i północnych Włoszech. Szybko uciekały kilometry i gdyby nie mały „incydent pneumatyczny” prawdopodobnie w ciągu jednego dnia pokonalibyśmy trasę.
Dzięki przymusowemu postojowi mogliśmy poznać piękną miejscowość Ivrea pamiętającej czasy Imperium Rzymskiego, oraz spróbować swoich sił w rozmówkach „polsko-włosko-migowych” z akcentem na te ostatnie i zapamiętać słowo „gumisti” najczęściej wypowiadane przez właściciela serwisu Giulio Pintona. Po nocy spędzonej w Ivrea ruszyliśmy w stronę Valle de Gressoney, oraz niezwykle malowniczo położonemu przysiółkowi Gressoney Staffal u stóp Monte Rosy. Górska droga prowadziła nas wzdłuż rzeki Lys utworzonej przez potoki spływające z lodowców, a urocze kamienne domostwa, kościoły i zabytkowe budowle tworzyły niesamowicie piękny klimat.
Po znalezieniu hotelu poszliśmy na spacer w górę Doliny Gressoney, dzięki czemu mogliśmy nacieszyć się rozległymi widokami i poczuć klimat alpejskiej wsi. Rdzennymi mieszkańcami Regionu Aosta są Walserowie, germański lud zamieszkujący te okolice od XIII wieku, posiadający własny język, charakterystyczne budownictwo, stroje, muzykę, taniec i zwyczaje. I choć dzisiaj Dolina Aosty i Dolina Gressoney przede wszystkim kojarzy się z wspinaczką, rekreacją, oraz sportami zimowymi warto pamiętać o tym, że mieszkają tutaj górale, którzy dbają o swoją tożsamość i pamiętają o swoich walserowskich korzeniach.
Następnego dnia rozpoczęliśmy właściwą wspinaczkę w masyw Monte Rosy. Wyjechaliśmy trzema kolejkami górskimi do podnórza Punta Indren i stamtąd we mgle ruszyliśmy w stronę Schroniska Gnifetti. Wydeptana ścieżka prowadziła początkowo południowym jęzorem lodowca Gh. Di Indren, a następnie skalną ścianą ubezpieczoną linami i drewnianymi balami. Po mniej więcej dwóch godzinach znaleźliśmy się powyżej perci i dostrzegliśmy wybudowane na potężnej skale na wysokości 3647 m n.p.m. Schronisko Gnifetti. Pogoda robiła się coraz ładniejsza, pokazało się granatowe nieba, więc w dobrych humorach pokonaliśmy ostatni odcinek śnieżnego szlaku i zabukowaliśmy się w schroniskowym pokoju.
Gnifetti to spora chata wysokogórska, mogąca pomieścić 250 turystów, ale co najważniejsze świetnie zorganizowana. Bez problemu można dogadać się z obsługą, zamówić podawane o stałych porach jedzenie i otrzymać potrzebne informacje. Wieczorem przy herbacie i piwie spotykają się ludzie kochający góry, a najczęściej słyszy się język włoski, niemiecki i polski.
Bajkowy zachód słońca nad Alpami, a po paru godzinach równie wspaniały spektakl, gdy słońce spoza morza mgieł zabarwiło na czerwono szczyty. Można by tak godzinami podziwiać cuda natury, ale tego dnia celem było zdobycie czterotysięcznika, więc po kalorycznym śniadaniu zwarci i gotowi omówiliśmy plan marszruty. Już wcześniej postanowiliśmy wejść na Piramidę Vincenta (4.215 m n.p.m.), górę której nazwa pochodzi od pierwszego zdobywcy Johana Nikolasa Vincenta (5.08.1819 r.) i ewentualnie, gdy pogoda pozwoli, „pograsować po Monte Rosie” jak wyraził się Leszek. Założyliśmy raki, powiązaliśmy się liną, weszliśmy na lodowiec Gh. Di Garstelet i wyraźną ścieżką pomiędzy szczelinami skierowaliśmy się w górę, w stronę naszego celu. Dookoła nas zespoły podążały w różnych kierunkach w zależności od planu dnia: część szła w kierunku Ludwigshohe (4342 m n.p.m.), inni na Lyskamm’a (4527 m n.p.m.), lub do najwyżej położonego schroniska w Europie (Refugio Margherita) na szczycie Signalkuppe (4554 m n.p.m.).
Pogoda była idealna, temperatura oscylowała lekko poniżej zera stopni, na niebie nie było żadnej chmurki, jednak to co odczuwało się najmocniej to niezwykle silne promieniowanie słoneczne – gdyby nie parę warstw filtrów, ostre jak laser słońce mogłoby spalić twarz i uszkodzić nieosłonięte oczy. Człapaliśmy równym tempem przez lodowiec podziwiając okoliczne szczyty, a po około dwóch godzinach doszliśmy do miejsca, gdzie należało odbić stromo w prawo. Ostatnie kilkaset metrów pokonaliśmy w coraz mocniej odczuwalnym wietrze. Na szczyt Piramidy Vincenta (4215 m n.p.m.) dotarliśmy po około trzech godzinach marszu, jednak porywisty wiatr pozwolił tylko na parę zdjęć i krótkie cieszenie się rozległym widokiem. Dostrzegliśmy wśród alpejskich szczytów między innymi Mont Blanc, Matterhorn i czterotysięczniki Monte Rosy.
Szybko zeszliśmy ze szczytu góry i jako, że mieliśmy jeszcze zapas czasu postanowiliśmy zdobyć jeszcze jeden czterotysięcznik, czyli pobliski Balmenhorn (4167 m n.p.m.). Podeszliśmy potężnym polem śnieżnym pod kulminacje góry, która jest kilkunastometrowa ściana skalna. Można ją pokonać za pomocą metalowych klamer wbitych w skałę, jednak z tego miejsca, gdzie my doszliśmy, trzeba było przejść przez szczelinę w lodowcu, a następnie wspiąć się po niemal pionowej oblodzonej ścianie. Pokonaliśmy ostrożnie ten odcinek i już za chwilę mogliśmy zrobić sobie wspólne zdjęcie w pobliżu schronu turystycznego i pod najwyżej w Europie postawioną prawie 4-metrową figurą „Christo delle Vette”. Stanęła w tym miejscu z inicjatywy partyzanta Alfredo Bai, który bezpiecznie przeżył wojnę i z wdzięczności w 1955 roku ufundował posąg Chrystusa. Ważącą niemal tonę statuę w 2007 roku przewieziono za pomocą helikoptera ze Schroniska Mantova i umieszczono na szczycie Balmenhorna.
Po paru minutach ostrożnie zeszliśmy ze szczytu i skierowaliśmy się w stronę Schroniska Gnifetti. Mieliśmy wrażenie, że wracamy inną drogę, gdyż szczeliny lodowca na skutek słonecznego ciepła otworzyły się, co wymogło na nas szczególną ostrożność. Mniej więcej o 15-tej po południu byliśmy w schronisku, a wieczór upłynął na planowaniu kolejnych dni.
Ustaliliśmy, że po zejściu z Monte Rosy pojedziemy w – jak wielu twierdzi – „najpiękniejsze góry świata”, czyli w Dolomity. Następnego dnia zeszliśmy do kolejki linowej, którą zjechaliśmy na Punta dei Salati, jednak kolejny odcinek pokonaliśmy pieszo z powodu awarii gondoli. Dzięki temu mogliśmy dłużej pobyć w masywie Monte Rosy i podziwiać ogromną dolinę otoczoną potężnymi szczytami zagospodarowaną na potrzeby narciarzy. Potem znowu kolejka i po 15 minutach znaleźliśmy się w Gressoney.
Szybkie pakowanie do samochodu i bez zwłoki wystartowaliśmy w stronę wschodnich Dolomitów. Niezwykle piękna droga górska (chyba najładniejsza w okolicach Bolzano i Trento) szybko mijała i wieczorem byliśmy w pobliżu miejsca, skąd zamierzaliśmy ruszyć na  szlak. Zatrzymaliśmy się we wsi Welsberg w hoteliku „Seehof” (polecamy!) położonym nad pięknym jeziorem otoczonym górami – widok jak z alpejskich pocztówek, aż nierealny, brakowało tylko jelenia na rykowisku do tego landszaftu.
Następnego dnia ruszyliśmy do miejscowości Misurina nad pięknym (!) jeziorem otoczonym strzelistymi turniami Dolomitów. Wyjechaliśmy kolejką na wysokość 2115 m n.p.m., gdzie znajduje się Rifugio Col de Varda i ruszyliśmy na trasę numer 117 w masywie C.Ciadin di Misurina. Widoki zapierające dech w piersiach, trasy od trekkingowych po ekstremalnie trudne „via ferraty”, krajobraz jakby żywcem przeniesiony z „Władcy Pierścieni” to wszystko odnajdziemy w Dolomitach, które w 2009 roku zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Podążając fragmentem trasy Sentiero Bonacossa wspięliśmy się na przełęcz Forc de Misurina i tam założyliśmy uprzęże. Droga w niektórych miejscach była ubezpieczona stalowymi linami, oraz trzeba było wspinać się po metalowych drabinach, jednak całość nie była trudna i spokojnie można ją polecić wszystkim, którzy zaczynają swoją przygodę ze wspinaczką. Najwyższym miejscem na naszej trasie była przełęcz Forc di Diavolo (2480 m n.p.m.) pod szczytem Diavolo (2598 m n.p.m.), na który prowadziła niemal ponad 200-metrowa pionowa ściana. My spokojnie doszliśmy do schroniska Fonda Savio, gdzie uwieczniliśmy na zdjęciu naszą czwórkę z banerkami.
Potem zeszliśmy w dół do Misuriny widokową ścieżką, napawając się widokami potężnych dolomickich szczytów. Jeszcze tylko spacer po stolicy tego regionu, czyli po Cortinie d’Aampezzo, gdzie wśród hoteli i sklepów obsługujących tłumy turystów natrafiliśmy na pomnik Angelo Dibona, „simbolo delle Guido Ampezzzane”, czyli wspinacza będącego symbolem przewodników górskich w Dolomitach. Taki nasz tatrzański Klemens Bachleda, albo babiogórski Wawrzyniec Szkolnik.
A potem wróciliśmy do hoteliku nad alpejskim jeziorem, wznieśliśmy toast za udana wyprawę i następnego dnia ruszyliśmy do Polski, w myślach układając kolejne plany górskich wędrówek.

Robert
.

uczestnicy wyprawy przy schronisku …

Opublikowano kronika - 2015 | Skomentuj

Ukazał się 23. tom „Pamiętnika PTT”

Pamietnik_PTT_t23__obwoluta__wgladowka„Kazimierz Przerwa Tetmajer – piewca Tatr i Podhala” – pod takim wiodącym tematem ukazał się 23. tom Pamiętnika Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego.
Temat wiodący jest związany z Rokiem Kazimierza Przerwy-Tetmajera obchodzonym w 2015 roku przez PTT i Związek Podhalan w 150 rocznicę urodzin Poety. Kazimierz Przerwa-Tetmajer był od 1913 roku członkiem honorowym Towarzystwa Tatrzańskiego. Nie poskąpiliśmy miejsca jubilatowi; aż osiem artykułów na temat jego życia, twórczości i działalności zajęło ok. 100 stron tomu. Jego sylwetka, twórczość i działalność zostały wyczerpująco przedstawione. Podkreślona została rola, jaką Kazimierz Przerwa-Tetmajer odegrał w kształtowaniu ruchu podhalańskiego i w założeniu Związku Podhalan. Zaangażował się także bardzo w działalność na rzecz przyłączenie Spiszu i Orawy do Polski.
Mamy też kilka obszernych artykułów na inne tematy: drugą część wspomnień Jana Sawickiego, o stuletniej historii zmagań z Matterhornem w Alpach Berneńskich, o obchodach stulecia II brygady legionów polskich w Karpatach Wschodnich, o parkach narodowych Ameryki Południowej, wreszcie historia ratownictwa tatrzańskiego. Tuzin recenzji wydanych ostatnio książek i czasopism o tematyce górskiej lub regionalnej, zachęca do zapoznania się z nimi.
Odeszło na zawsze z naszego grona kilkanaście osób, wspomnień w tym tomie doczekali się Czesław Klimczyk (Oświęcim) i Mirosław Przychodni (Łódź). Szkoda, że nie mieliśmy pożegnań kilku innych.
Coraz bardziej obszerna kronika działalności Zarządu Głównego oraz oddziałów i kół PTT dzięki zastosowaniu mniejszej czcionki nie powiększyła objętości całego tomu ponad 400 stron.
Okazją do nabycia tomu będą najbliższe Prezydium ZG PTT z początkiem września i tydzień po nim Ogólnopolskie Spotkanie Oddziałów i Kół PTT na Klimczoku. Członkowie i sympatycy bielskiego oddziału PTT będą mieli okazję nabyć tom na finisażu wystawy pt. „150. rocznica urodzin Kazimierza Przerwy-Tetmajera”, która odbędzie się w najbliższy czwartek (27.08.2015) w Domu Kultury w Kozach. Cena tomu podobnie jak poprzednich wynosi 25 zł.

Pamiętnik PTT – Kazimierz Przerwa -Tetmajer piewca Tatr i Podhala, tom 23 za rok 2014. Redaktor – Barbara Morawska-Nowak, redakcji językowa – Katarzyna Śledź, skład i redakcja techniczna – Nikodem Frodyma. Kraków 2015 Drukarnia Pasaż.

Barbara Morawska-Nowak

Opublikowano aktualności | Komentowanie nie jest możliwe

„Góry Hiszpanii i Andory…” – prelekcja Szymona Barona i Katarzyny Talik – 24 sierpnia 2015 r.

W zaprzyjaźnionym Pubie Grawitacja Caffee w Bielsku-Białej po raz kolejny mieliśmy okazję obejrzeć slajdowisko przygotowane przez członków naszego Oddziału. Tym razem Szymon Baron i Katarzyna Talik zaprezentowali przybyłym ubiegłoroczną wyprawę trekkingową oddziału do Hiszpanii i Andory. Wśród uczestników prelekcji było kilkunastu członków i sympatyków naszego Oddziału, za co serdecznie w tym miejscu dziękujemy.

SB

Opublikowano kronika - 2015 | Komentowanie nie jest możliwe

Liptów (Słowacja) – wycieczka krajoznawcza – 23 sierpnia 2015 r.

Witam ponownie moich czytelników. Dziś wam opowiem (opiszę) wycieczkę krajoznawczą do LIPTOWA na Słowacji. Wycieczka ta została zaplanowana przez PTT (Polskie Towarzystwo Tatrzańskie), jak zwykle w doborowym towarzystwie. Uczestnicy byli jak zwykle zdyscyplinowani i prawie wszyscy stawili się na czas na dolnej płycie dworca autobusowego w Bielsku-Białej. Po podstawieniu klimatyzowanego autobusu z WC, lekko panoramicznymi szybami, video i barkiem, z którego serwował nam pyszną darmową kawę Pan kierowca, wyruszyliśmy w drogę.
Po przejechaniu około 2267 metrów i upłynięciu około 142 minut dotarliśmy do pierwszego punktu naszej wyprawy. Miał być nim Vilkolinec – żywy skansen w Wielkiej Fatrze (UNESCO). Niestety, z przyczyn technicznych, niezależnych od nas zwiedziliśmy inny obiekt – Orawski Zamek. Zwiedzanie zakończyło się na pocałowaniu klamki, gdyż obsługa stwierdziła, że jest jeszcze za wcześnie by można było podjąć pracę.
Udaliśmy się więc do następnego zamku „Liptovské múzeum v Ružomberku”. Były to ruiny dawnego zamku, zachowane w stanie rozebranym na części pierwsze. Część ruin była niedostępna z powodu zagrożenia dla zdrowia i życia człowieka, oddzielona drewnianym płotem z widocznym napisem „ZAKAZ WSTUPU”. Udostępniona część była wyposażona w królewski „tron”, na którym siedzący uczestnicy upamiętnili swój pobyt oraz inne ówczesne skarby wewnętrznej architektury zamkowej. Pozostałe pomieszczenia służyły jako skład przyrządów zamkowych dla ówczesnych mieszkańców, inne, jako sale tortur, które cieszyły się wielkim zainteresowaniem. Niektórzy uczestnicy próbowali na sobie, tak jak to kiedyś wymiar sprawiedliwości w postaci kata uzyskiwał najszczerszą lub inną prawdę. Na szczęście wszystko skończyło się bez jęków, boleści i w dalszą drogę wyruszyliśmy zgodnie z planem.
Po dotarciu pod podnóża Niżnych Tatr, wdrapaniu się stromym chodnikiem i zakupieniu biletów zdobyliśmy następny punkt naszej wyprawy, jaką była jedna z największych jaskiń na Słowacji – Jaskinia Wolności w Dolinie Demianowskiej. W jaskini wolno było oddychać jaskiniowym powietrzem, zwiedzać, maszerować. Z przyczyn dbania o jej stan pierwotny, jak i nierozpowszechniania jej tajemnych korytarzy i przejść był całkowity zakaz używania video i foto bez uiszczenia drobnej opłaty w wysokości 10 euro. Niemniej powiem, że warto było tam być: te stalaktyty, stalagmity, formy naciekowe, i inne formy skalne wyryły niezapomniany jej wizerunek, jak w dawnych latach mogli tam przebywać pierwotni, czy niedźwiedzie jaskiniowe na co podobno są tam dowody.
Kolejne punkty planu odwiedziliśmy w Liptowskim Mikulaszu. Zwiedziliśmy rynek, Kościół św. Mikołaja (podobno Mikołaj dotąd tam rozdaje prezenty), synagogę – Muzeum Janka Krala, kościół artykularny pw. Świętego Krzyża w zatopionej miejscowości Paludza. Zwiedzaliśmy to za drobną opłatą, można by powiedzieć że „co łaska ”, ale nie mniej niż 1 euro – rozumiecie. Kościół wywarł na mnie, na nas, wrażenie. Wysłuchaliśmy tam na kasetowcu, w naszym ojczystym języku opowieści o jego przeniesieniu z innej wioski przeznaczonej do zalania (jak wcześniej wspomniałem) podczas budowy zbiornika retencyjnego do miejsca gdzie znajduje się obecnie. Niestety cały miły akcent zepsuł fakt, że nie można było zrobić pamiątkowych zdjęć, które i tak zostały zrobione przez naszych wprawionych małych profesjonalistów – paparazzi.
Po dotarciu autokarem do centrum, zwiedzeniu rynku, jak i uzupełnieniu suchego prowiantu, mokrego picia, różnorakich płynów, a także zrobieniu zakupów wyruszyliśmy w drogą powrotną, która nam się troszkę czasowo wydłużyła z racji odbywających się remontów dróg na obcej ziemi. Jednakże nie obyło się bez wspólnego zdjęcia w doborowym towarzystwie. Pragnę podziękować wszystkim, którzy się zapisali, a nie zaszczycili nas swoją obecnością, cała loża w autokarze była dla rodzynka wśród wspaniałych uczestniczek. Aby tradycji stało się zadość, zadowoleni uczestnicy koleżeńskim „cześć” zapowiedzieli obowiązkową obecność na kolejnych i dalszych wyprawach z Polskim Towarzystwem Tatrzańskim.
Turystycznym „dzień dobry” i krótkim opisem serdecznie pozdrawiam wszystkich czytelników.

Georgius (Dżordż)

.

nasza grupa pod ruinami Hradu Likava

nasza grupa pod ruinami Hradu Likava

stopka_bb_20150823

Opublikowano kronika - 2015 | Komentowanie nie jest możliwe

Z wizytą na „V Rajdzie Deptoków” – Porąbka, 23 sierpnia 2015 r.

Na zaproszenie Jerzego Bułki, wiceprezesa Koła PTTK „Beskidek” z Porąbki, z którym od kilku lat bardzo owocnie współpracujemy przy okazji akcji „Sprzątamy Beskidy z PTT”, wzięliśmy w pięć osób udział w finale V Rajdu Deptoków, który odbył się na stadionie LKS Zapora. Pewnie byłoby nas więcej, gdyby nie fakt, że również dzisiaj nasz Oddział organizował interesującą wycieczkę krajoznawczą do słowackiego Liptowa.
Trasa rajdu wiodła z Kóz-Kamieniołomu przez Zamek Wołek do Porąbki. Jego atrakcją była możliwość przejścia koroną zapory w Czańcu, która normalnie jest zamknięta dla ruchu. A na stadionie organizatorzy zapewnili mnóstwo atrakcji, konkursów sprawnościowych oraz wiedzy o górach, a także doskonały poczęstunek w takiej ilości, że nawet najbardziej głodni nie byliby w stanie zjeść wszystkiego. Miło nam się pochwalić w tym miejscu, że w konkursie wiedzy o górach, reprezentacja naszego oddziału zajęła drugie miejsce przegrywając dopiero po dogrywce :-) Na zakończenie był także czas na tradycyjne wspólne zdjęcie wszystkich uczestników rajdu oraz pamiątkowe zdjęcie przedstawicieli naszego oddziału z prezesem Oddziału Babiogórskiego PTTK w Żywcu, a także prezesem i wiceprezesem Koła PTTK „Beskidek” z Porąbki.
Zabawa była doskonała i mam nadzieję, że na przyszłorocznym rajdzie organizowanym przez naszych przyjaciół z Porąbki pojawimy się nieco liczniejszą grupą.

SB
.

pamiątkowe zdjęcie z przedstawicielami Oddziału PTTK w Żywcu i Koła PTTK z Porąbki

pamiątkowe zdjęcie z przedstawicielami Oddziału PTTK w Żywcu i Koła PTTK z Porąbki

Opublikowano aktualności, kronika - 2015 | Komentowanie nie jest możliwe