Witamy w naszym gronie!

Informujemy, że w dniu 24 lipca 2014 r. do Oddziału PTT w Bielsku-Białej wstąpiła Stanisław Żerdka.

Serdecznie witamy w naszym gronie!

Opublikowano aktualności | Skomentuj

Grossvenediger (Wysokie Taury, Austria) – wyprawa trekkingowa – 18-22 lipca 2014 r.

Głównym celem wyjazdu naszych kolegów (i koleżanki) był czwarty co do wysokości szczyt Austrii – Grossvenediger (3666 m n.p.m.). Oprócz niego, w ramach wyprawy odwiedzono także Alpy Julijskie, a w nich dwa szczyty: Śkrlatica (2740 m n.p.m.) i Mangart (2679 m n.p.m.). Szerszą relację zamieścimy w tym miejscu wkrótce.

A.Ch.
.

grossvenediger_small

nasi na szczycie Grossvenedigera

Opublikowano kronika - 2014 | Skomentuj

„Góry – moje miejsce na ziemi…” – konkurs fotograficzny

Wielu z Was, miłośników gór z pewnością choć raz zetknęło się w internecie z Sebastianem Niklem, członkiem naszego Oddziału, który pomimo walki z różnymi chorobami promuje turystykę górską na swojej stronie internetowej: http://s-nikiel-mojegory.pl/.
Jeszcze przez miesiąc można zgłaszać prace na organizowany przez Sebastiana konkurs fotograficzny pt. „Góry – moje miejsce na ziemi…”, do udziału w którym serdecznie zapraszamy wszystkich członków i sympatyków PTT – tym bardziej, że Oddział PTT w Bielsku-Białej jest patronem honorowym konkursu.

Więcej informacji o konkursie i jego regulamin można znaleźć tutaj.
.

Opublikowano aktualności | Skomentuj

Osterwa (Tatry Wysokie, Słowacja) – wycieczka górska – 20 lipca 2014 r.

To nic, że pobudka była dzisiaj grubo przed wschodem słońca. To nic, że upał doskwierał niemiłosiernie od kilku dni, a dzisiaj było podobnie i to od samego rana. To nic, przecież to były „drobiazgi”. Liczyły się góry, Tatry Wysokie, liczył się szlak czerwony zwany potocznie Magistralą i trzy piękne doliny: Wielicka, Batyżowiecka i Mięguszowiecka, liczyły się też wysokogórskie stawy no i Osterwa, a u jej stóp Tatrzański Cmentarz Symboliczny. To nic, że trudy podróży, wysiłek, pot zalewający oczy jak mało kiedy, zmęczone stopy i kolana doskwierać mogły niejednemu z nas… Uff! Jak było gorąco! Nie, nie! Nie myślcie sobie, że tak było cały dzień. Wróćmy może do początku dnia.
Wycieczkę zorganizowało Polskie Towarzystwo Tatrzańskie – Oddział w Bielsku-Białej. W tym doborowym towarzystwie o godzinie 5:00 wyjechaliśmy spod dworca PKS w Bielsku-Białej na Słowację do miejscowości Stary Smokowiec. Dwoma autobusami w ciągu trzech godzin sprawnie przejechaliśmy trasę z Bielska-Białej przez Żywiec, Jeleśnię, Korbielów, Orawską Polhorę, Dolny Kubin i Rużomberok. Czas jazdy wcale nam się nie dłużył. Przewodnicy Jan Nogaś i Robert Słonka o to zadbali. Zagospodarowali go bowiem jak najpełniej i jak najlepiej. Ciekawe opowieści były dla nas świetną lekcją krajoznawczą, historyczną i geograficzną.
Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie do kroniki PTT na starcie, tradycyjnie z banerami (byli z nami także przedstawiciele Koła PTT z Kóz i Klubu Turystyki Wysokogórskiej PTTK z Bielska-Białej) i… w drogę, do góry, a raczej „w góry, w góry miły bracie…”. Fajnie, że było nas tak wielu, co widać zresztą na zdjęciu wykonanym przez Szymka. Z tego powodu nie ma go jednak na tym zdjęciu, a powinien być!
Była godzina 9:30 gdy w upale i duchocie ruszyliśmy ze Starego Smokowca żółtym szlakiem do Śląskiego Domu (1670 m n.p.m). Początkowo szliśmy przez rzadki las, a więc chłodzącego cienia nie było w nim zbyt wiele. To nic, to też „drobiazg”, bo przecież strumyki i potoki górskie liczne w tych stronach i tak chłodziły każdego, kto tylko pochylił się nisko nad nimi. Właśnie ten szlak, o tej porze roku mienił się letnimi kolorami: zielony przeplatał się najczęściej z różowym, rzadziej z żółtym albo niebieskim. Ten róż to wierzbówka kiprzyca, która tak rozpanoszyła się po lesie przy szlaku, że nic tylko na nią patrzeć i patrzeć, a także fotografować. Po niespełna trzech godzinach wędrówki dotarliśmy do urokliwego miejsca w Wielickiej Dolinie. Śląski Dom przy Wielickim Stawie, przepiękny wodospad…. Co za cudowne miejsce!
Ale kto by pomyślał, że to właśnie w Śląskim Domu, pod dachem, większość z nas zmuszona będzie przeczekać raczej niespodziewany deszcz, który zmieniał się nawet w lekką ulewę. Coś w tej prognozie pogody na dzisiejszy dzień szwankowało.
Zapowiadano bowiem „tylko” popołudniowe burze i do tego „tylko” w Tatrach, a tu tymczasem już od godziny 12:30 leje i leje, a to mieszało nam w głowach plany wędrówkowe.
Odważniejsi, a może raczej szybko chodzący, wyszli wcześniej i na pewno ten deszcz dopadł ich na szlaku. Szli więc Magistralą w trudnych warunkach, bo po śliskich kamieniach. Reszta, czyli większa część grupy spokojnie, przez okna górskiego hotelu przyglądała się kroplom silnego, tatrzańskiego deszczu wierząc, że musi to być zjawisko przejściowe. Nikt przecież nie prognozował na dzisiaj opadów ciągłych! Z nadzieją w sercu czekaliśmy więc cierpliwie aż przestanie lać, bo w górach nadzieja zawsze musi być! Po godzinie 13. zaraz po wejściu na czerwony szlak Magistrali już nie padało. Kolorowe peleryny szybko zaczęły nam przeszkadzać, zrobiło się cieplej i radośniej. Z powodu tego deszczu plan wycieczki mógł być dzisiaj zagrożony, czyli zmieniony, ale na całe szczęście do tego nie doszło. Burzy nie było, no i deszczu też już do samej mety przy Szczyrbskim Jeziorze nie było.
Na dzisiejszej trasie szczególnie urokliwe były trzy doliny ze stawami, w których woda krystalicznie czysta w otoczeniu wysokich tatrzańskich kolosów robiła wrażenie. Co rusz zadzieraliśmy głowy do góry bacznie przypatrując się pobliskim szczytom. Wśród nich były: Sławkowski Szczyt i Gierlach gdzieś tam hen, hen wysoko…. Przed Przełęczą pod Osterwą osiągnęliśmy dzisiaj najwyższą wysokość tj. nieco ponad 2000 m n.p.m. Potem było już lekkie zejście do wspomnianej przełęczy, a od niej już tylko w dół i w dół. To zejście zakosami na pewno nie byłoby łatwe w deszczu. Ile było tych zakosów? Czy ktoś może je policzył? Napiszę, że było ich bardzo dużo, a następnym razem policzę! Obniżając się stopniowo mogliśmy zerkać do lustra Popradzkiego Stawu, przy którym Górski Hotel też odbijał się pięknie w wodzie. Ścieżkę z zakosami porównałabym do wąskich tarasów, pełnych rozmaitego wysokogórskiego kwiecia, no i widoków na tatrzańskie ostre szczyty, zapierające dech w piersiach. Było to piękne zejście!
Nad Popradzkim Stawem drogowskaz wskazał nam drogę (tylko 15 minut) do Tatrzańskiego Cemntarza Symbolicznego pod Osterwą. W Wielkiej Encyklopedii Tatrzańskiej czytamy: „Wśród świerków, limb, kosodrzewiny i wielkich want, na tle wysokogórskiego krajobrazu Mięguszowieckiej Doliny postawiono stylową słow. kaplicę. Na dużej przestrzeni naokoło niej, przy wijącej się ścieżce wznoszą się drewniane wysokie, rzeźbione lud. krzyże (detwiańskie), pochylone w różne strony, a w głazy wmurowane są tablice (niektóre przeniesione tu z różnych miejsc w Tatrach), upamiętniające liczne ofiary gór, zasadniczo osoby, które zginęły w Tatrach, a także taterników, którzy jako alpiniści stracili życie w in. górach. Zmarłych tu się nie chowa…”.
W tym miejscu należy pokłonić się wszystkim. Tablice tak wiele „potrafią w milczeniu powiedzieć”. Przy niejednej trzeba by zatrzymać się na dłużej. Może następnym razem? Tuż za kaplicą na wielkiej skale przeczytaliśmy: Piotr Morawski, Jerzy Kukuczka, Wanda Rutkiewicz, Maciej Berbeka i Tomek Kowalski… Trudno tu wszystkich wymienić. Ich tablice przymocowane są do tego głazu tak blisko siebie. To też symbol. Bo za życia byli Oni sobie bardzo bliscy. Nasz kolega Andrzej z wielką starannością wyszukiwał tablicy Jana Andrzeja Lewandowskiego, który w wieku 25 lat zginął w 1971 roku pod Żabim Niżnym. Ktoś inny z naszej grupy odnalazł niespodziewanie tablicę poświęconą ks. Piotrowi Majce, który w wieku 28 lat w 2000 roku spadł z Orlej Perci w głąb Doliny Pańszczycy. Choć to symboliczny cmentarz, to jednak „chwyta” mocno za serce. Znaliśmy przecież niektórych z nich, byli uśmiechnięci, pełni planów i wrażeń z wypraw, którymi dzielili się z nami podczas przeróżnych prelekcji. Niech odpoczywają w pokoju na wieki…
Przy Górskim Hotelu nad Popradzkim Stawem na tarasie odpoczywaliśmy ciągle jednak patrząc na tajemniczą Osterwę, na „naszą” Przełęcz pod Osterwą, na zejście w dół, na sąsiednie szczyty górskie… Gdy stan ilościowy grupy zgodził się co do joty (80 osób), wtedy wyruszyliśmy w dalszą drogę, już niestety asfaltową z niebieskim szlakiem do parkingu przy Szczyrbskim Jeziorze. To nic, że do przejścia pozostało tylko 5 km po asfalcie. To też drobiazg!
Była godzina 20:05, gdy odjeżdżaliśmy „spod samiuśkich Tater”. Czas, do domu czas i to najwyższy czas!
Trasa była piękna, wycieczka też, cóż więcej można by jeszcze dopisać? Jak się okazuje, świat, góry i Tatry zrobiły się takie małe. Przy Górskim Hotelu nad Popradzkim Stawem spotkaliśmy się z grupą turystów z Oddziału PTT w Chrzanowie, którzy dzisiaj wyszli na Rysy. Ilu ich było? Więcej niż nas, bo aż dziewięćdziesięciu! Brawo! Gratulujemy i przy okazji pozdrawiamy. Co to znaczy kochać góry i nie bać się nowych wyzwań.

CS
.

uczestnicy wycieczki przed wyruszeniem na szlak

stopka_bb_20140720

Opublikowano kronika - 2014 | Skomentuj

Ślub Anety i Maćka!

19 lipca 2014 r. przed bielskim Urzędem Stanu Cywilnego związek małżeński zawarli Aneta Wałęga i Maciek Soja. Aneta jest członkinią naszego Oddziału, naturalnym więc było, że w gronie koleżanek i kolegów z bielsko-bialskiego PTT (w sile czternastu osób) wybraliśmy się na tę uroczystość.
Na nowej drodze życia życzymy Anecie i Maćkowi wielu pięknych chwil, spełnienia najskrytszych marzeń, a przede wszystkim wielu pięknych widoków z górskich szczytów podczas wspólnych wycieczek :-)
.

20140719_aneta_i_maciek

nasza grupka z parą młodą

 

Opublikowano aktualności | Skomentuj

Kozi Wierch (Tatry Wysokie) – wycieczka górska z Oddziałem PTT „Beskid” w Nowym Sączu – 13 lipca 2014 r.

Podobno do najlepszych wypraw zalicza się te niezaplanowane…. i tak telefon wcześniejszego dnia sprawił, że niedzielę spędziliśmy w górach. O godzinie 5 był już wyjazd, nikt nie narzekał, przecież jest kolejny szczyt do odwiedzenia. Nasza czwórka, podobnie jak większość miłośników gór i flory, od parkingu deptała asfalt, aby żadna roślinka nie znalazła się pod naszymi butami. Później olaliśmy ten system i z Palenicy Białczańskiej ruszyliśmy w stronę Wodogrzmotów Mickiewicza, mijając Siklawę, aż do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Tam dogoniła nas duża ekipa z Oddziału PTT w Nowym Sączu.
Dalej już wspólnie rozpoczęliśmy wspinaczkę w stronę Koziego Wierchu. Po drodze niektórym nie tylko udało się usłyszeć świstaki, ale również sfotografować kozice. Wejście było dość strome, jak to Orla Perć, i dało w kość naszym łydkom i stopom oraz pokazało jak wiele pracy nad naszą kondycją fizyczną czeka nas jeszcze.
Po długiej wspinaczce ukazał się szczyt Koziego Wierchu (2291 m n.p.m.) spod którego można było podziwiać widoki. Tego dnia wszyscy mieliśmy niesłychane szczęście, że mogliśmy zobaczyć aż tak wiele. Widoczność była tak dobra, że w oddali nie tylko zlokalizowaliśmy Tatry Bielskie, ale też Trzy Korony, szczyty Beskidu Sądeckiego i wiele innych… Dla tych, którzy nie pamiętają, dodam że Kozi Wierch to najwyższa góra, która w całości położona jest na terenie Polski. Na samym szczycie zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie wszystkich uczestników tej wyprawy, a okazję do lepszego poznania mieliśmy jeszcze w schronisku.
W dobrym Towarzystwie czas szybko ucieka… Wspólny powrót był szybki, jeszcze tylko uciśniecie dłoni na pożegnanie i każdy rozjechał się w swoją stronę. Ale nie na długo, bo kto wie kiedy się zobaczymy i jak szybko usłyszymy zew gór, który znowu nas tu zagna.

Ana Groszek
.

niewielka część spośród zdobywców Koziego Wierchu

Opublikowano kronika - 2014 | Komentowanie nie jest możliwe

Stożek (Beskid Śląski) – wycieczka górska w ramach kursu dla kandydatów na przewodników górskich beskidzkich – 12 lipca 2014 r.

opis z wycieczki wkrótce :-)

K.T.
.

nasza grupka w drodze na Stożek

Opublikowano kronika - 2014 | Komentowanie nie jest możliwe

Chełmiec, Borowa (Góry Wałbrzyskie) – wycieczka górsko-krajoznawcza – 5-6 lipca 2014 r.

Gospodarstwo Agroturystyczne Ekokrasnoludki w Gorzeszowie już po raz drugi stało się miejscem naszego noclegu w trakcie wędrówek po Sudetach. I tym razem nie zobaczyliśmy skalnych formacji, od których to miejsce wzięło swoją nazwę. Być może dlatego, że jeszcze tu wrócimy :)
W miniony weekend urządziliśmy sobie podwójne świętowanie z okazji urodzin moich i Kingi. Udało się nam w końcu po raz pierwszy zakończyć pierwszy dzień „górski” ogniskiem, które planowaliśmy już od dawna. Nim jednak do tego doszło …
Na pierwszy ogień poszła Borowa, którą odwiedziliśmy idąc z Jedliny-Zdroju. Trzeba przyznać, że na szczycie nic szczególnego się nie znajduje; drewniany drąg wkopany w ziemię z papierową kartką informującą o wysokości. Zdecydowanie lepiej przedstawia się atrakcyjność Chełmca, na który weszliśmy kilka godzin później idąc z miasta Borguszów-Gorce. Tu, na wierzchołku, znajduje się wieża widokowa, a także 45-metrowy krzyż nocą oświetlany przez reflektory. Oba szczyty należą raczej do niskich, niespełna tysięcznych wzniesień, a ich zdobycie nie zajęło nam łącznie więcej niż pięć godzin.
Kolejny dzień rozpoczęliśmy od zwiedzania Zamku Książ w Wałbrzychu. Oprowadzani przez pół godziny mogliśmy poznać historię zamku i obejrzeć jego barokową część. Następnie, już sami, zobaczyliśmy zewnętrzne ogrody i fontanny. Kolejnym punktem na trasie było Arboretum w Lądku-Zdroju, a w samym uzdrowisku zatrzymaliśmy się na obiad. Z kurortu pojechaliśmy w stronę domu, odwiedzając jeszcze po drodze malowniczy Zamek w Mosznej.
Zapraszam do galerii, która opowie znacznie więcej :)

Robal
.

nasza grupka na Chełmcu

Opublikowano kronika - 2014 | Komentowanie nie jest możliwe

Psia Trawka (Tatry) – wycieczka górska w ramach akcji „Czyste Tatry 2014″ – 4 lipca 2014 r.

czyste_tatryAby tradycji stało się zadość, postanowiliśmy wziąć udział w akcji „Czyste Tatry”, w której co roku zaznaczamy swoją obecność. W piękny piątkowy poranek wybraliśmy się w kierunku Zakopanego w trójkę: Tomek, Darek i Oliwka. Może ilość nie jest powalająca, ale jak wiadomo są wakacje, praca itp., więc nie wszyscy mogli wziąć udział. Dodatkowo, wyjazd już w piątek był spowodowany weekendowym wyjazdem większej liczby członków naszego Towarzystwa w Góry Wałbrzyskie. Jak powiedział wskrzesiciel Igrzysk Olimpijskich – Baron de Coubertin: „Nie liczy się miejsce, ale UDZIAŁ”.
Po dotarciu na miejsce i odebraniu tzw. „startpaków”, czyli koszulek, identyfikatorów, napojów i innych gadżetów, udaliśmy się w stronę Toporowej Cyhrli, gdzie mieliśmy wyznaczony szlak do sprzątania. Wyruszyliśmy w kierunku Psiej Trawki, która stanowiła metę naszej krótkiej wędrówki. Idąc lasem, przy upalnej pogodzie zbieraliśmy śmieci na czerwonym szlaku, a czas mijał szybko i przyjemnie. Po osiągnięciu celu naszej eskapady, wróciliśmy z powrotem zostawiając nazbierane na trasie śmieci w wyznaczonym do tego miejscu.
Droga powrotna minęła spokojnie, chociaż upał dawał się we znaki i późnym popołudniem wróciliśmy do domów.
A na koniec w dowód dezaprobaty chcę napisać, w ukłonie organizatorom lub TPN-owi jako patronowi tej akcji, że pobierano opłaty za wejście na teren Parku od wolontariuszy, którzy przyjechali szmat drogi, żeby posprzątać fragment Tatrzańskiego Parku Narodowego. Chociaż regulamin Akcji mówił, że koszulka i identyfikator upoważniają w czasie akcji do darmowego wstępu, kasjer był nieugięty i wpuścił na teren TPN-u dopiero po uprzedniej opłacie. Nie chodzi tu o pieniądze (w końcu to tylko 12,50 zł), ale o zasady.
Jutro Góry Wałbrzyskie, więc trzeba się pakować.

D.K.
.

przedstawiciele naszego Oddziału w trakcie akcji „Czyste Tatry 2014″

Opublikowano kronika - 2014 | 1 komentarz

Krawców Wierch (Beskid Żywiecki) – wycieczka górska – 27 czerwca 2014 r.

Gdy w trakcie czwartkowego dyżuru w naszym lokalu pojawił się Paweł zaczęliśmy kombinować, jak tu wybrać się w niedzielę na Krawculę. Nie wszystkim ten termin pasował, lecz koniec końców w piątkę zapakowaliśmy się do samochodu i wyruszyliśmy w niedzielne przedpołudnie w stronę Przełęczy Glinka. Dzisiejsza wycieczka była krótka, spokojna, bardziej przypominając spacer po górach, niż nasze cotygodniowe wędrówki górskimi szlakami. Niedużym utrudnieniem było kilkanaście wiatrołomów, przez które musieliśmy nieco zbaczać ze szlaku.
A w schronisku… Jak zwykle ciepło zostaliśmy przywitani przez Diabła, zjedliśmy co nieco prowiantu (dzieciaki spałaszowały przepyszne racuchy), porozmawialiśmy sobie o beskidzkiej przyrodzie… aż w końcu trzeba było opuścić gościnną Bacówkę na Krawców Wierchu. Droga powrotna zajęła nam mniej czasu, niż dojście na Krawculę. Do domów wróciliśmy wczesnym wieczorem.

SB
.

przed Bacówką na Krawcowym Wierchu

Opublikowano kronika - 2014 | Komentowanie nie jest możliwe