Facebook – lubi nas 600 osób!

Z przyjemnością informujemy, że nasza strona na portalu społecznościowym Facebook od dzisiaj ma już sześciuset fanów. Serdecznie dziękujemy wszystkim osobom, które kliknęły „lubię to”.
Gorąco zachęcamy do regularnego odwiedzania Facebooka (https://www.facebook.com/ptt.bielsko.biala/) oraz naszej strony internetowej (http://www.bielsko.ptt.org.pl/). Niemal codziennie można przeczytać na nich coś nowego!

z tatrzańskim pozdrowieniem,
Zarząd Oddziału

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

„Kazbek” – prelekcja Tadeusza Maślanego – 16 września 2014 r.

Uczestnicy poniedziałkowych spotkań podróżników w Grawitacji pewnością kojarzą Tadeusza Maślanego, który co tydzień zapowiada kolejnych prelegentów. Tym razem to my gościliśmy Tadeusza w naszym lokalu, który przygotował slajdowisko z wyjazdu do Gruzji. Mieliśmy okazję wraz z naszym prelegentem „wejść” na Kazbek, pozwiedzać miasta (Tbilisi, Batumi), obejrzeć skalne miasto, piękne kościółki, a także powędrować górskimi ścieżkami. Warto było przyjść dzisiaj do naszego lokalu, bowiem spotkanie było bardzo udane.

SB
.

Tadeusz Maślany w trakcie prelekcji

Opublikowano kronika - 2014 | Skomentuj

Velký Javorník (Jaworniki, Słowacja) – wycieczka górska w ramach kursu dla kandydatów na przewodników górskich beskidzkich – 13-14 września 2014 r.

czekamy na opis :-)

K.T.
.

na szczycie Wielkiego Jawornika

na szczycie Wielkiego Jawornika

Opublikowano kronika - 2014 | Skomentuj

Przepaść Macochy i Jaskinia Punkvy (Morawski Kras, Czechy) – wycieczka krajoznawcza – 13 września 2014 r.

Rzeka niszczy i buduje, potrafi też zmienić plany człowieka… tak, jak to zrobiła dzisiaj! Akurat dzisiaj, trzynastego września!
Woda, występująca w różnych postaciach, wszechwładna woda, kształtuje oblicze ziemi. Woda rzeźbi ziemię w chwili, gdy spadają na nią krople deszczu. Woda rzeźbi i rozpuszcza skały wapienne tworząc przeróżne formy krasowe. Wśród nich najbardziej znane to: stalaktyty (zwisające ze stropów), stalagmity (dźwigające się ku górze) i stalagnaty (oba połączone ze sobą).
Wspaniałą lekcję geografii przeżyliśmy w sobotę podczas wycieczki do Morawskiego Krasu, do Jaskini Punkvy na Morawach. Najpierw część teoretyczną „przerobiliśmy” z naszym przewodnikiem Janem Weiglem w autobusie. Byliśmy więc dobrze przygotowani do zwiedzania, bowiem poznaliśmy, co to jest kras, jaka jest działalność wody rzecznej i opadowej, jak powstawały jaskinie, zapadliska, leje krasowe i wywierzyska, jak tworzyły się stalaktyty, stalagmity itd. Opowiedział nam również wiele o samej jaskini, do której zmierzaliśmy jadąc trzy i pół godziny z Bielska-Białej przez Cieszyn i Zaolzie w kierunku Brna i Blanska.
Po godzinie 11.tej znaleźliśmy się w Skalnym Młynie. To tutaj w budynku Informacji Turystycznej Jan Weigel załatwił dla wszystkich bilety wstępu na obie kolejki i do jaskini. Od tego miejsca zaczęła się dla nas „praktyczna” nauka geografii. Do Jaskini Punkvy można było dojść piechotą (ok. 2 km) idąc drogą wzdłuż burzliwej i dzisiaj brudnej rzeki Punkvy. Można też było dojechać ciuchcią, czyli zielono-żółtym, ekologicznym „vlaczkiem”. Ponieważ wśród nas na wycieczce były dzieci (Krzysiu, Adaś, Mieszko i maleńka, trzyletnia Zosia), to i my dorośli, skorzystaliśmy z okazji, i też pojechaliśmy tą ciuchcią razem z nimi. Skorzystaliśmy z niej różnie, jedni jechali tylko w jedną stronę, inni w obie.
Następną atrakcją był krótki przejazd kolejką gondolową (taką na 10 osób) na górę, gdzie z pobliskiego mostku widokowego można było popatrzeć w głąb zapadliska Macochy – 138,5 m. Gdy tak napatrzeliśmy się do woli, wtedy po krótkim odpoczynku, żółtym szlakiem, także po schodach, doszliśmy do drugiego mostku widokowego, i z niego, jakby w połowie przepaści Macochy też podziwialiśmy jej ogrom w całej okazałości. Było to ciekawe miejsce, bo z niego widać było i tych, którzy z góry, i tych, którzy z dołu patrzyli – tak myślę – w naszą stronę. I odwrotnie! Dalej zeszliśmy przepięknym, krasowym kanionem, Pustym Żlebem do miejsca, gdzie rozpoczyna się zwiedzanie jaskini.
W Morawskim Krasie powstało wiele jaskiń, ale tylko pięć z nich jest udostępnionych dla zwiedzających. Wśród nich nasza Jaskinia Punkvy, najważniejsza i najczęściej odwiedzana, zaliczana do nielicznych w Europie, gdzie w czasie zwiedzania można zobaczyć błękit nieba. Dzieli się ona na tzw. część „suchą” (ok. 1350 m długości) i część „mokrą”, którą przepływa się w łodziach. Pomiędzy nimi jest otwór w ziemi, a dokładniej duże zapadlisko o rozmiarach 174 x 76 metrów, powstałe z zawalenia się wielkiej komory. To miejsce nazywa się Przepaścią Macochy i jak każde niezwykłe miejsce na ziemi ma swoją legendę (niestety tragiczną). Właśnie na to zapadlisko patrzyliśmy w trzech miejscach: będąc na samej górze na mostku widokowym obok Schroniska, na średnim mostku i na jego dnie, podczas zwiedzania jaskini.
Tymczasem w jaskini ogromne sale przystrojone kolorowymi klejnotami wyglądały jak prawdziwe komnaty. Wszystkie te sale, kominy i tunele wypracowała natura, a ściślej woda rzeki Punkvy na przestrzeni milionów lat. Właśnie te klejnoty, czyli ogromne ilości rozmaitych wapiennych nacieków, podziwialiśmy spacerując po jaskini w temperaturze + 8 stopni C. Wśród nich były: gruby strażnik, największy w jaskini, który zaraz na początku jakby chciał nas pięknie powitać, niezliczona ilość „sopli” większych i mniejszych, różne zwierzątka: zając, krokodyl, sowy. Dalej pojawiła się postać anioła, a przy nim przepiękne draperie, wyglądające jak prawdziwe zasłony. Nie sposób o tym wszystkim szczegółowo opowiedzieć.
Co chwilę krople wody spadały nam na głowę, a to oznaczało, że jaskinia żyje, że ciągle tworzy tu tak liczne i bogate, przeróżne formy krasowe, i że będzie to robiła aż do końca … Pod koniec zwiedzania, w ostatniej sali zafascynowała nas pojedyncza, samotna kolumna, czyli wąski i długi stalaktyt i stalagmit, którym do połączenia się brakowało ok. 10 cm. Pomyślałam sobie, że „może za sto lat połączą się ze sobą i powstanie wtedy stalagnat”. Nic z tego, moje zamyślenie się nad ich losem przerwał głos przewodniczki: „…one nigdy ze sobą nie połączą się, bo są martwe”. Następnie szybko nam wyjaśniła, że brakuje im wody, która jest potrzebna do tworzenia się stalaktytu i stalagmitu. Romeo i Julia – tak ich romantycznie nazwano – spotkaliby się nie za 100, ale za…750 lat, gdyby oczywiście woda dokładnie w tym miejscu cały czas na nich kapała.
Zobaczyliśmy, jak rzeka Punkva, dzisiaj burzliwa, głośna wypływała sobie spod skał na dnie przepaści Macochy, robiąc wokół siebie sporo hałasu. Jeziorko w tym miejscu, dopływowe, głębokie na 13 m, zamienia się czasem w jedno, wielkie jezioro. Dzieje się to podczas wyjątkowo wysokiego stanu wód, gdy jej poziom podnosi się nawet o kilka metrów. Jeziorko odpływowe jest głębsze (49 m), a jego poziom też jest zmienny.
To ona, rzeka Punkva, namieszała nam dzisiaj w naszych planach. Wystarczyło, że stan wody w jaskini podniósł się o dwa metry (przez ostatnie trzy dni lało), by zwiedzanie jej „mokrej” części było niemożliwe. No bo rzeka niszczy, buduje i potrafi też zmienić plany człowieka. Pocieszaliśmy się, że tak przecież nieraz naprawdę bywa, niezależnie od nas. W grocie jaskini były zaznaczone miejsca, do których sięgała woda w 1917 roku, 1938 roku, w 2006. W Przepaści Macochy zaznaczony był poziom wody też w 2006 r.
To bardzo działało na naszą wyobraźnię i również tłumaczyło nam dzisiejszy brak szczęścia do zwiedzenia tej jaskini w całości. Nie przepłynęliśmy łódkami ok. 440 metrowego podziemnego odcinka rzeki Punkvy, bo niestety czasowo został on dla turystów zamknięty. Nie zobaczyliśmy też „Sali Masaryka”, która należy do najpiękniejszych pomieszczeń Morawskiego Krasu.
Było nas dużo, ponad 50 osób, dlatego zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, bo załatwienie biletów do tej jaskini nie było łatwe. Chętnych jest zawsze dużo i to z całego świata. Z naszą drugą grupą jaskinię zwiedzało kilka rodzin Wietnamczyków z wyjątkowo dużą liczbą małych, ślicznych dzieci. Było wesoło!
Dzisiaj słońca było naprawdę niewiele, dlatego wcale nam nie było żal zanurzyć się w tę podziemną, bogatą krainę, która potrafiła tak mocno nas wszystkich zachwycić, że nie chciało się z niej tak szybko wychodzić… choć rzeka potrafiła też zmienić nasze plany.

CS
.

uczestnicy wycieczki przed autokarem

stopka_bb_20140913

Opublikowano kronika - 2014 | Skomentuj

Monte Paterno (Dolomity, Włochy), Grossvenediger (Taury Wysokie, Austria) – wyprawa trekkingowa – 5-12 września 2014 r.

Trzech członków i sympatyków Oddziału PTT w Bielsku-Białej oraz Klubu Turystyki Wysokogórskiej PTTK w Bielsku-Białej zorganizowało początkiem września br. wyjazd we włoskie Dolomity i austriackie Wysokie Taury. Poniżej prezentujemy relacje z tego wyjazdu przygotowaną przez naszego kolegę:

Pomysł wyjazdu w Dolomity i Taury Wysokie powstał już w okolicach lipca, potem należało tylko skonkretyzować plany poszczególnych dni, oraz ustalić datę startu. Po spotkaniu roboczym spędzonym nad mapami interesujących nas pasm górskich (objęte ochroną w ramach Parków Narodowych: Dolomity di Sesto i Venedigergruppe), na początku września wyjechaliśmy w składzie Krzysztof, Bogdan i Robert w stronę przejścia granicznego w Cieszynie. Po całodniowej jeździe zatrzymaliśmy się blisko granicy austriacko-włoskiej, by następnego dnia z miejscowości Moss ruszyć na szlak. Naszym pierwszym celem było dojście do miejsca, które jest symbolem Dolomitów, najbardziej znanym motywem tego pasma, czyli do Tre Cime di Lavaredo (Trzy Kominy), monumentalnych skał, po których poprowadzonych jest wiele ekstremalnych dróg wspinaczkowych. Szlak wiedzie piękną Doliną Sassovechio otoczoną poszarpanymi, strzelistymi szczytami, wieżami i turniami u podnóża masywu Cima Una, a następnie doprowadza do pełnego turystów Schroniska Locatelli. Z tarasu rozpościera się niesamowity widok na wspomniane Trzy Kominy, oraz na nasz jutrzejszy cel, czyli szczyt Monte Paterno (2.744 m n.p.m.), lub jak nazywają górę Niemcy i Austriacy: Paternkofel. Po krótkiej regeneracji i obowiązkowej sesji foto, sympatycznym trawersem dochodzimy do Schroniska Lavaredo. Następnego dnia przy pięknej pogodzie wchodzimy ładnie poprowadzoną via ferratą, przez przełęcz Gamsscharte na szczyt Monte Paterno. Dodatkową atrakcją przy zdobywaniu góry są korytarze wydrążone w jej wnętrzu – to pamiątka z walk okresu 1 wojny światowej. Z wierzchołka roztacza się niezwykle rozległy widok na fantazyjne górskie kształty, czas mamy dobry, tak więc nie spiesząc się każdy z nas upaja się panoramą. Po zejściu ze szczytu kierujemy się w stronę schroniska Zsigmondi Comici, gdzie zostajemy na noc. Kolejny dzień to przejście poprowadzonej półką skalną ferraty „Strada digli Alpini”, a następnie dojście widokowym szlakiem do parkingu w Moss. Szybko mijają dni spędzone w Dolomitach, czas przemieścić się do Austrii w Taury Wysokie. Prognozy pogody są na przemian optymistyczne i niestety takie, które nie dają wielu szans na wyjście na Grossvenediger’a (3.666 m n.p.m.). Na noc zatrzymujemy się na campingu w Hintebichl, a następnego dnia wędrujemy przez Dolinę Dorfental przy stabilnej pogodzie, lecz w deszczu dochodzimy do schroniska Defreggerhaus. Wieczór upływa na rozmowach o bezpieczeństwie w górach wysokich i dywagacjach na temat możliwości pogodowych. Rano podchodzimy do grani Mulwitzaderl na wysokość 3.124 m n.p.m., skąd rozpościera się w normalnych warunkach widok na lodowiec, tego ranka niestety wszystko spowite było przewalającymi się chmurami i mgłą. Trudna decyzja – schodzimy, Grossvenediger musi poczekać. Powrót do Hintebichl, następnego dnia droga do Polski z przystankiem w kurorcie Zell am See, gdzie leniwie włóczymy się po uliczkach i bulwarach nad jeziorem. A potem godziny jazdy w bardzo trudnych warunkach, nad Alpami przetaczają się burze i niemal cały czas jedziemy w ulewach deszczu. W nocy docieramy w Beskidy, wspominamy piękne przejścia w Dolomitach, trekking w Taurach Wysokich i żegnając się umawiamy na przyszły rok, na pewno w swych planach uwzględnimy powrót pod Grossvenedigera.

Robert Słonka
.

Robert i Krzysiek na szczycie Monte Paterno

Opublikowano kronika - 2014 | Skomentuj

Witamy w naszym gronie!

Informujemy, że w dniu 10 września 2014 r. do działającego przy naszym oddziale Koła PTT w Kozach wstąpili Grzegorz, Igor i Maja Ryszawy.

Serdecznie witamy w naszym gronie!

Opublikowano aktualności | Komentowanie nie jest możliwe

„Keep calm & zwiedzaj Norwegię” – prelekcja Tadeusza Mojżyszka – 9 września 2014 r.

czekamy na opis :-)

SB
.

Tadeusz Mojżyszek w trakcie prelekcji

Opublikowano Bez kategorii | Komentowanie nie jest możliwe

Velký Javorník (Beskidy Morawsko-Śląskie, Czechy) – wycieczka górska dla dzieci – 7 września 2014 r.

Choć planowaliśmy na dzisiaj dwa szczyty należące do Korony Beskidów Czeskich, z różnych przyczyn skończyło się na jednym – Wielkim Jaworniku. Osiemnaście osób, w tym szóstka dzieci wędrowało dzisiaj po czeskich Beskidach Śląsko-Morawskich, a nastrój wycieczki niech odda krótka relacja najmłodszych uczestniczek:

Wycieczka była bardzo fajna, a góra była bardzo wysoka. Szliśmy z Julką, Akselem, Oliwką i Pawłem. Było dużo grzybków, choinek i szyszek. Na szczycie była wysoka wieża, na którą same wchodziłyśmy. Ładne były widoki z tej wieży. W schronisku jadłyśmy fryteczki i piłyśmy Kofolę. Jak zeszłyśmy na parking, zjadłyśmy piękne i pyszne lody.

Anielka (7 lat) i Zosia (5 lat)
.

uczestnicy wycieczki przed schroniskiem na Wielkim Jaworniku

Opublikowano kronika - 2014 | 2 komentarzy

Witamy w naszym gronie!

Informujemy, że w dniu 6 września 2014 r. do Oddziału PTT w Bielsku-Białej wstąpił Paweł Talik.

Serdecznie witamy w naszym gronie!

Paweł z siostrą i mamą chwilkę po otrzymaniu legitymacji członkowskiej PTT

Paweł z siostrą i mamą chwilkę po otrzymaniu legitymacji członkowskiej PTT

Opublikowano aktualności | Komentowanie nie jest możliwe

Ostrý (Beskidy Morawsko-Śląskie, Czechy) – wycieczka górska z TJ Slavoj Český Těšín – 6 września 2014 r.

Dziś już z powrotem! A wróciliśmy z Ostrego. Wcześnie rano wyjechaliśmy z Bielska-Białej do Czeskiego Cieszyna. Na dworcu kolejowym spotkaliśmy kolegów z TJ Slavoj, a już wspólnie jechaliśmy pociągiem w kierunku Jabłonkowa – wysiedliśmy w Bystrzycy. Później pojechaliśmy dalej busem do Košařisk, skąd szliśmy niebieskim i żółtym szlakiem na górę. Napiliśmy się piwa oraz w schronisku pod Ostrym, a później szliśmy dalej niebieskim na Koziniec, gdzie znowu wypiliśmy piwo ;) Skończyliśmy tę trasę w gminie Oldřichovice, gdzie znowu była możliwość napić się piwa. Busem pojechaliśmy do Třinca na dworzec i z powrotem do Cieszyna. W ten sposób wspólne spędziliśmy czas w Beskidzie Śląsko-Morawskim.

Dnes už jsme spatky! A vrátili jsme se z Ostrého Vrhu. Brzo ráno jsme odjeli z BB do Českého Těšína. Na vlakovém nádraží jsme setkali kamaradů z TJ Slavoj, a už spolu jsme cestovali vlakem, směrem na Jablunkov – vystoupili jsme v Bystřice. Pak jsme pokračovali dál busem do Košařisk, odkud jsme šli po modré a po žluté cestě na horu.
Dali jsme si pivo v chatě pod Ostrým a pak jsme šli dál po modré ku Kozincu, kde jsme si zase dali pivo ;) Skončili jsme tu cestu v obci Oldřichovice, kde zase byla možnost vypit pivo. Busem jsme jeli do Třinca na nádraží a spátky do Těšína. Tak to jsme společně stravili čas v Moravsko-Slezkých Beskydech.

JMo
.

nasza grupka na szczycie Ostrego

Opublikowano kronika - 2014 | 1 komentarz