Sobotni mroźny poranek zgromadził na dolnej płycie dworca autobusowego sporą gromadę górołazów, do przetransportowania której konieczne było podstawienie bardzo dużego autokaru w barwach lokalnego klubu sportowego.
Nic dziwnego skoro szykowała się turystyczna gratka – przejście przez góry i lasy zachodniej części Magury Spiskiej pod znakomitym przewodnictwem Wojciecha Biłko. Pasmo Magury Spiskiej leży na Słowacji, na północ od Tatr Bielskich. Samo pasmo jest mało popularne turystycznie i rzadko odwiedzane, stąd spore zainteresowanie naszej turystycznej braci.
Wystartowaliśmy z przełęczy Magurskie sedlo (949 m n.p.m.) dzięki czemu już na start mieliśmy dobrą wysokość. Po pierwszym mocniejszym podejściu, trasa wiodła stosunkowo wypłaszczonym, długim grzbietem z niewielkimi kulminacjami po drodze. Teren przeważnie zalesiony, jednak pozostałości po wiatrołomach otwierały coraz bardziej spektakularne widoki w kierunku południowo-zachodnim, na ośnieżone stoki Tatr Bielskich z ukrytym w chmurach Havranem.
Co jakiś czas wędrujemy przez polanki z budzącymi zachwyt dywanami krokusów, które sprawiały, że niejeden fotograf padał przed nimi na kolana i bił czołem oraz obiektywem do ziemi. Po paru godzinach docieramy do nielicznych śladów cywilizacji czyli ośrodka narciarskiego Bachledka z wieżą widokową oraz chodnikiem w koronach drzew – niestety albo stety było wszystko pozamykane.
Posiliwszy i napoiwszy się we wspólnym dobrym towarzystwie ruszamy dalej naszym niebieskim szlakiem na zachód. Lodowato biała ściana Tatr rosnąca w oczach jest coraz bliżej. Po monotonnym marszu mijamy swojsko brzmiący i bliski sercu nazwą szczyt Magurki, ten ma 1196 m n.p.m.
Końcowy etap trasy doprowadza nas do parkingu Zdiar Strednica z lokalem gastronomicznym. Czołówka wycieczki może w nagrodę uzupełnić płyny i coś przekąsić słuchając miłego dla ucha słowackojęzycznego popu. Ostatnie wyzwanie dnia to pucowanie obuwia w śniegu, aby przeszło czujną kontrolę świdrujących oczu Pana Kierowcy „na bramkach” do autokaru. Ufff udało się nam znowu i w komplecie wracamy do Bielska-Białej.
Paweł Bartoszek











