W pogodny poranek udaliśmy się autokarem w niezwykły region naszego kraju, na Spisz, a dokładniej w Pieniny Spiskie położone w Centralnych Karpatach Zachodnich. Tak naprawdę niewiele z tej historycznej krainy dzisiaj posiadamy. Z całego Spiszu (3,7 km2), w granicach naszego państwa obecnie znajduje się niecałe 200 km2. Program wycieczki był autorskim pomysłem przewodnika Marcina Kowalcze, chłopaka gór i z gór. Znał doskonale szlaki na Spiszu oraz historię tej krainy i wiedzą tą szczodrze będzie nas obdarowywał przez cały dzień.
Wędrówkę rozpoczęliśmy przy pięknej pogodzie i wspaniałej widoczności od wsi Rzepiska położonej na wys. od 780 m n.p.m. wzwyż, wsi która do 1918 r. należała jeszcze do Królestwa Węgier. Towarzyszyła nam panorama licznych pasm górskich w tym Tatr Bielskich. Podczas wędrówki poruszaliśmy się po szlaku oznaczonym na czerwono, szlaku który rzadko odwiedzany jest przez turystów. I także z tego powodu ta wędrówka była tak niezwykła.
Po 40 min. marszu osiągnęliśmy szczyt Pawlików Wierch (1016m, nazwa od przysiółka Pawliki) położony w rejonie Magury Spiskiej. Po drodze minęliśmy jeszcze Sarnowską Grapę (936m). Szlak był słabo zalesiony, stąd mogliśmy podziwiać nie tylko wspaniałą panoramę gór ale przede wszystkim przyrodę Spiszu – ożywioną i nie ożywioną – która jest tak wyjątkowa, że nie posiada odpowiednika w obrębie nie tylko kraju ale i Europy. Wiosną, kwitną tu setki roślin ciesząc oczy barwami a zmysł powonienia zapachami. W ich identyfikacji bardzo pomocny był nasz kolega prof. Zbigniew Wilczek – człowiek skarbnica wiedzy przyrodniczej Karpat.
Zejście do malowniczej spiskiej wsi Łapsze Wyżne (4 km) to była czysta przyjemność. Minęliśmy kościół z XVIII w. i wspięliśmy się na wierzchołek Grandeus (802m). Tu rozpaliliśmy ognisko. Były smaczne kiełbaski i okazja do integracyjnych rozmów. Pięćdziesiąt minut później byliśmy już w Dursztynie, kolejnej z czternastu wsi polskiej części Spiszu. Wsi małej, bowiem liczącej zaledwie 500 mieszkańców. Szlak prowadził przez liczne łąki i obok pól uprawnych. Te pola i łąki były specyficzne, długie i bardzo wąskie. To pokłosie dawnego prawa spadkowego.
Następnie weszliśmy na główny wał Pienin Spiskich rozciągający się równoleżnikowo od Dursztyna aż do Niedzicy (13km). Jego głównym wierzchołkiem jest Żar (879m). Wejście na ten szczyt poprzedziła prawdziwa „ściana płaczu” (na odcinku ok. 400 m aż 120 m przewyższenia). Wędrując, zalesionym grzbietem minęliśmy trochę niższy szczyt Szumne (849m) i doszliśmy do przeł. Przesła (683m). Przed nami pozostał już ostatni etap tej niezwykłej wędrówki. Przez Barwinkową Górę (726 m), Bartuśka (646 m) dotarliśmy do wsi Niedzica.
Tu mogliśmy podziwiać wspaniale zachowany Zamek Niedzica, cenny zabytek architektury obronnej, bez przerwy zamieszkany od XIV w. Myślę, że większość uczestników miała okazję go zwiedzić np. podczas wycieczek szkolnych. Korzystając z okazji, podzielę się pewnym osobistym doświadczeniem. Gdy jako kilkunastoletni chłopak odwiedziłem to miejsce najbardziej zainteresowała mnie i rozpaliła chłopięcą wyobraźnię historia tzw. testamentu Inków, jakże barwnie rozpowszechniona przez Jalu Kurka. Przez kilka następnych lat marzyłem o wyruszeniu na poszukiwanie ukrytego inkaskiego skarbu. W realiach socjalistycznego państwa było to po prostu niemożliwe. Ale marzyć warto, bowiem czasem marzenia się spełniają. Pięćdziesiąt lat później przemierzałem z plecakiem bezkresne Andy w dzisiejszej Boliwii, Chile i Argentynie. Na zatopiony, rzekomo w jeziorze Titicaka, złoty skarb Inków nie natrafiłem. Odnalazłem natomiast ślady pozostawione przez tę niezwykłą cywilizację i miałem zaszczyt poznać potomków jej twórców.
Późnym popołudniem, pełni wrażeń, w komplecie wróciliśmy do Bielska-Białej. Myślę, że w Pieniny Spiskie jeszcze nie raz wrócimy.
Janusz Pilszak











