Zaproszenie na finał akcji „Sprzątamy Beskidy z PTT 2018” w „Kronice Beskidzkiej”

W dzisiejszej „Kronice Beskidzkiej” (nr 23 (3200) / 2018) na stronie 30 ukazał się artykuł Magdaleny Nycz pt. „Czas na finał” zachęcający do udziału w organizowanej przez akcji „Sprzątamy Beskidy z PTT 2018″, której finałowa odsłona odbędzie się w najbliższą sobotę w rejonie Magurki Wilkowickiej.
„Kronika Beskidzka” oraz Regionalny Portal Informacyjny beskidzka24.pl są od kilku lat patronami medialnymi naszego przedsięwzięcia, za udział w którym dziękujemy wszystkim wolontariuszom, zarówno tym młodszym, jak i starszym.

Zarząd Oddziału
.

Opublikowano media, Sprzątamy Beskidy z PTT | Możliwość komentowania Zaproszenie na finał akcji „Sprzątamy Beskidy z PTT 2018” w „Kronice Beskidzkiej” została wyłączona

„Co słychać?” nr 5 (329) / 2018

cs329Majowy numer „Co słychać?” o objętości 12 stron otwiera relacja z inauguracji akcji „Sprzątamy Beskidy z PTT 2018”, która miała miejsce w rejonie Klimczoka.
W dziale „z życia ZG PTT” przeczytamy o kursie znakarskim w Zyndranowej, majowych spotkaniach seniorów taternictwa oraz jubileuszu 50 lat pracy w turystyce Macieja Zaremby.
Wśród obszernych wieści „z życia Oddziałów” znajdziemy relacje z II edycji Wisła Guide Tour oraz obchodach katyńskich w Dęblinie. Możemy także zapoznać się z relacjami z topienia Marzanny podczas kolejnego spotkaniach oddziałów PTT z Łodzi i Warszawy oraz zorganizowanej po raz drugi akcji „Sprzątamy Góry Świętokrzyskie z PTT”. Przeczytamy także o dwóch nowych Szkolnych Kołach Krajoznawczych przy chrzanowskim oddziale oraz przyznanych po raz drugi przez Koło PTT w Kozach wyróżnieniach „Prowadzę na szczyt…”. Obszerny artykuł przybliża pierwszy etap radomskiego rajdu „Góry bez Granic z PTT”, dowiemy się także o III Biegu i Rajdzie Kurierów Sądeckich oraz wyjeździe ostrowieckiego PTT w góry Ukrainy. Dopełnieniem tego działu są relacje z seminarium Babiogórskiego Parku Narodowego o edukacji przyrodniczej, w którym uczestniczyła delegacja bielskiego oddziału PTT oraz rocznicowego ogniska tarnowskiego PTT.
W dalszej części numeru znajdziemy zaproszenie na organizowane przez Stowarzyszenie „Res Carpathica” uroczystości w Syhocie Marmaroskim oraz dowiemy się dwóch nowych książkach Bartka Salik z Oddziału PTT w Krakowie.

Życzymy przyjemnej lektury! (pobierz -> 2,03 MB)

Redakcja „Co słychać?”

Opublikowano "Co słychać?" | Możliwość komentowania „Co słychać?” nr 5 (329) / 2018 została wyłączona

Jastrzębica (Beskid Żywiecki) – wycieczka górska dla seniorów – 5 czerwca 2018 r.

Trasa wycieczki w okolicach Przełękowa była następująca: Trzebinia koło Żywca – Tokarka – Jastrzębica –  sanktuarium w Przyłękowie  – Komarnik – Świnna.
Nasi seniorzy z Akademii Seniora i Oddziału PTT w Bielsku-Białej absolutnie nie powinni narzekać na nudę! Wystarczy zajrzeć do Kroniki, przeczytać i zobaczyć, jak aktywnie i zdrowo spędzają oni wolny wtorkowy czas dzięki staraniom i zachętom Teresy i Witka. Za to wszystko pięknie Wam dziękujemy!
A teraz powróćmy na turystyczny beskidzki szlak. Piętnastoosobowa grupa seniorów z przewodnikiem Witkiem Kubikiem wyruszyła żwawo z Trzebinii Dolnej niebieskim szlakiem turystycznym w kierunku Jastrzębicy. Dzień zapowiadał się gorący, dlatego też cieszyło nas to, że wędrowaliśmy szlakiem w cieniu, lasem, a widoki odsłaniały się co jakiś czas dając uciechę naszym oczom.
Grupa turystów-seniorów była dobrze rozchodzona po górach, nikt nie miał okazji zagubić się gdzieś po drodze, ani tym bardziej nikt na coś tam nie narzekał. W tej grupie wszystko grało! Szliśmy tempem lekko spacerowym dostosowanym do tempa najwolniej idącego turysty, a na końcu szedł turysta zamykający pełniący ważne zadanie. Co chwilę ktoś głośno liczył uczestników wycieczki, bo liczba piętnaście osób musiała się zawsze zgadzać.
Właśnie na tej wycieczce Witek Kubik uruchomił pożyteczną akcję sprzątania szlaku. Chętni otrzymali rękawice ochronne, a duży worek śmieciowy niósł osobiście jak jakiś skarb sam przewodnik. Nieforemne dwa duże śmieci plastikowe nieśliśmy osobno. Było to działanie pożyteczne połączone z przyjemnym, dzięki czemu kawałek beskidzkiego lasu od Trzebini Dolnej aż do Jastrzębicy mogło odetchnąć od plastiku i szkła butelkowego! My zaś też tym bardziej radośniej wędrowaliśmy dalej w górę, bo wiedzieliśmy, że za nami jest już czysty i posprzątany szlak. Na Jastrzębicę (758 m n.p.m.) dotarliśmy o godzinie 11-tej i właśnie tu był nasz upragniony dłuższy odpoczynek. W lasku, w cieniu na ławeczkach marzyła nam się przedpołudniowa kawa z dobrym ciasteczkiem i przy tym luz i pełny relaks. Eh! Marzenia, marzenia…
Tymczasem po odpoczynku trasa zmieniła kolor szlaku na żółty i tak doszliśmy do Sanktuarium Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Przyłękowie. Kto tu jeszcze nie był, niech wybierze się w te strony. Jest to urocze miejsce kultu maryjnego znajdujące się tuż przy turystycznym szlaku. Tutaj też odpoczęliśmy, a potem ruszyliśmy dalej, czyli w dół lasem, w którym zamykający grupę znalazł piękne trzy okazy prawdziwków. Wśród nich jeden był tak duży i dorodny, że aż zapachniało w lesie grzybobraniem. A przecież mamy dopiero początek czerwca, kiedy to mogliśmy zachwycać się polnymi łąkowymi kwiatami, wśród nich: białymi storczykami, polnymi dzwonkami i różowymi firletkami. Mogliśmy też podziwiać liczne zioła rosnące wokół nas, o których tak ciekawie opowiadała nam koleżanka, znawczyni tego tematu. A tu naraz grzyby i to od razu jakie! Szczęściarz z tego grzybiarza i tyle!
W końcu doszliśmy do przystanku autobusowego w Świnnej. Tu „na dole” było duszno i bardzo gorąco, chcieliśmy więc jak najszybciej uciekać do chłodniejszego miejsca. Podmiejskim żywieckim autobusem, a potem busem i znowu innym busem wydostaliśmy się z tego przepięknego zakątka okolic Przyłękowa. Szukając odpowiedniego kolejnego przystanku nasza grupa rozerwała się na kawałki, gdyż niektórzy woleli ominąć bus jadący okrężną drogą ze stu zakrętami na wydłużonej trasie Trzebinia – Bielsko-Biała.
Hej dzielni turyści seniorzy! Do zobaczenia na następnej wycieczce!

CS
.

z banerem Akademii Seniora przed Sanktuarium w Przyłękowie

Opublikowano kronika - 2018, seniorzy | Możliwość komentowania Jastrzębica (Beskid Żywiecki) – wycieczka górska dla seniorów – 5 czerwca 2018 r. została wyłączona

Witamy w naszym gronie!

Informujemy, że w dniu 5 czerwca 2018 r. do działającego przy naszym oddziale Szkolnego Koła PTT „Halniaki” w Kozach wstąpiła Zuzanna Rymarczyk.

Serdecznie witamy w naszym gronie!

Opublikowano aktualności | Możliwość komentowania Witamy w naszym gronie! została wyłączona

Karpaty Wschodnie (Ukraina) – wyprawa trekkingowa – 29 maja – 3 czerwca 2018 r.

Dwóch członków Oddziału PTT w Bielsku-Białej wraz z dwójką znajomych wybrało się w Karpaty Ukraińskie by zmierzyć się ze szczytami wchodzącymi w skład Korony Beskidów Ukraińskich. Poniżej publikujemy relację z tego wyjazdu:

Minął rok od ostatniej naszej wyprawy na Ukrainę. Nadszedł oczekiwany dzień wyjazdu. Celem było dokończenie brakujących szczytów z „Korony Beskidów Ukraińskich”.
Wreszcie wyjazd. Przekroczenie granicy zajęło nam około 15 minut, czym byliśmy zaskoczeni. Kierunek: Wołowiec. Przed samym Wołowcem powitali nas policjanci z drogówki, uprzejmie informując, że nie stosowaliśmy się do znaków drogowych, co kosztuje oficjalnie 1000 hrywien. Po negocjacjach na szczeblu „międzypaństwowym” zeszliśmy do sumy 500 hrywien, czym obie strony były zadowolone. Pożegnaliśmy sympatycznych panów uzbrojonych po zęby i ruszyliśmy dalej do wioseczki, gdzie znajduje się początek szlaku na Rivną.
Sam szlak jest oznakowany, widoki cudne, pogoda dopisuje, choć temperatura stale rośnie i wreszcie jest szczyt. Ulga – jeden już mamy, napięcie rośnie. Schodzimy i wracamy w kierunku Wołowca bacznie obserwując znaki drogowe.
Meldujemy się w hotelu Werchowyna. Zajmujemy pokój czteroosobowy z wszystkimi wygodami – dostajemy nawet lodówkę. Po rozpoznaniu terenu szukamy jakiegoś „przewoźnika” i tu z pomocą Pani, która nas przyjmowała znajdujemy gagatka o imieniu Iwan. Typowy Iwan o wyglądzie człowieka, który musiał niejeden „samogon” zaliczyć. Osobnik ten był właścicielem auta Zyguli 1500 – prawdziwego rarytasu myśli technicznej dawnego ZSRR, ale już z klimatyzacją. Klimatyzacja działała na takiej zasadzie, że wszystkimi możliwymi szczelinami zasysał powietrze podczas jazdy. Tym oto osobliwym pojazdem z minionej epoki, ściśnięci jak sardynki w puszce, jechaliśmy ponad 70 km w jedną stronę.
Po dotarciu do wioseczki Kołczowa cofnęliśmy się w lata 60 ubiegłego wieku, na co nasz Iwan skomentował, że Wołowiec to Europa. Atakujemy Syhlanski, szlak prowadzi nawet miedzy domami i o dziwo trzeba nawet furtkę otworzyć by iść dalej. Widoki cudo, pogoda nam dopisuje, mijamy jakąś stację, chyba metereologiczną, w oddali wieża z gazociągu. Krajobrazy są przecudne, jest i kolejny szczyt. Krótki pobyt, fotki, posiłek i wracamy, ale już innym szlakiem. I tu zaczyna się walka z silami natury, mianowicie wbijamy się w krzaki zarastające szlak, połamane drzewa. Klnąc ile wlezie udaje się nam opuścić feralne miejsce. Czekając na naszego ananasa znajdujemy sklep, w którym próbujemy miejscowego napoju bogów oraz kwasu chlebowego. Tak minął drugi dzień.
Pełni optymizmu następnego dnia ruszamy na podbój Pikuja. Przechodząc przez wioseczkę natykamy się na słupki dawnej granicy polsko-czechosłowackiej, które o dziwo są zadbane. Podchodzimy pod szczyt połoninką. Zdobyty Pikuj. Robimy fotki, a Wiesław jak zwykle w roli kucharza robi kawę. Spotykamy trójkę Polaków, którzy na rowerach przemierzają połoniny.Wracamy do Wołowca. Adrenalina rośnie. Pogoda coś się zaczyna załamywać. Podejmujemy decyzję, że ostatni szczyt choćby lało musimy zaliczyć.
Kolejnego dnia słychać w oddali nadchodzącą burzę. Pełni obaw ruszamy, idąc przez dolinę – nad nami burza. Nie poddajemy się. Ostatni szczyt musi być nasz. Im wyżej wchodzimy, burza przechodzi obok. Ulga. Chyba się nam uda. Przechodzimy obok stacji meteo, wokół nas raz słońce, raz ciężkie chmury, a w oddali Stij. Idziemy szczytami coraz bliżej celu. I wreszcie jest ostatni… Stij. Zaliczamy upragniony ostatni etap. I tu nas zaskakuje Wiesław wyciągając szampana, bowiem jako jedyny ma pełne zaliczenie „Wielkiej Korony Beskidów”. Są gratulacje, fotki, baner. Mamy zamkniętą listę szczytów z „Korony Beskidów Ukraińskich”. Jest radość, że się udało, że jesteśmy zgranym zespołem, że wracamy cali i zdrowi. Podbudowani na duchu wracamy do Wołowca.
W niedzielę rano opuszczamy senne miasteczko, przekraczamy granicę kierując się na Wołosate, by jeszcze zdobyć Tarnicę.
Czas na refleksje. Każdy ze szczytów jest inny, inne są też wioski. Sam Wołowiec to maleńkie miasteczko, spokojne i ciche – dwie cerkwie, linia kolejowa, miła atmosfera. W hotelu czysto, smaczne posiłki. Brano nas za Czechów. Po pierwszej wojnie należało do Czechosłowacji. Stan dróg dobry.
Pozostały nam w pamięci połoniny, wioski, przyroda. Na pewno jeszcze będziemy zdobywać inne szczyty Ukrainy lub pójdziemy dalej w Karpaty…

Andrzej Koczur
.

na szczycie Pikuja w Bieszczadach Wschodnich

Opublikowano kronika - 2018 | Możliwość komentowania Karpaty Wschodnie (Ukraina) – wyprawa trekkingowa – 29 maja – 3 czerwca 2018 r. została wyłączona

Sebastian Nikiel laureatem VI edycji konkursu „Pocztówka z Bielska-Białej”!

W dniu 30 maja 2018 r. w Domu Kultury w Olszówce odbyła się gala finałowa konkursu plastyczno-fotograficznego pt. „Pocztówka z Bielska-Białej”, na który wpłynęło ponad 200 prac. Miło nam poinformować, że pocztówka przygotowana przez członka Oddziału PTT w Bielsku-Białej, Sebastiana Nikla znalazła uznanie w oczach jury i zdobyła nagrodę Grand Prix.
Przygotowana przez Sebastiana pocztówka przedstawia bajkowe postaci, z których słynie nasze miasto: Reksia, Bolka i Lolka, Baltazara Gąbkę, Bartoliniego Bartłomieja, Pampaliniego oraz Szpiega z krainy deszczowców w połączeniu z akcentami historycznymi i turystycznymi. Możemy na niej dostrzec m.in. historyczne herby Bielska i Białej, Zamek Sułkowskich i Katedrę Św. Mikołaja. Jako członek PTT, Sebastian nie zapomniał oczywiście o ukochanych górach, które uzupełniają projekt pocztówki.
Gratulujemy Koledze ciekawego pomysłu i zwycięstwa w konkursie!
Wydrukowane na banerach prace laureatów konkursu można obejrzeć do końca czerwca br. w Cygańskim Lesie.

Zarząd Oddziału
.

projekt pocztówki autorstwa Sebastiana Nikla

Opublikowano aktualności | Możliwość komentowania Sebastian Nikiel laureatem VI edycji konkursu „Pocztówka z Bielska-Białej”! została wyłączona

Barania Góra (Beskid Śląski) – wycieczka górska dla seniorów – 29-30 maja 2018 r.

Wyjazd pociągiem do Zwardonia dostarczył nam pewnych emocji związanych z godziną odjazdu albowiem po dłuższym remoncie linii kolejowej w tamtym kierunku uległa ona zmianie i pociąg odjeżdżał kilkanaście minut wcześniej. Uczestnikom należą się podziękowania za czujność i sprawdzenie tego faktu.
Pogodę na starcie mieliśmy wyśmienitą choć z daleka pomrukiwały odgłosy burz. Za Sołowym Wierchem zaczął nam doskwierać głód kawowy i jak na zawołanie pojawiła się możliwość jego zaspokojenia w mijanym po drodze gospodarstwie agroturystycznym. Była to dla naszego przewodnika Witka niespodziewana okoliczność spotkania kolegi ze Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Katowicach. U Bogusia przeczekaliśmy więc pierwszą burzę. Dalej droga poprowadziła nas w kierunku Koniakowa gdzie zastała nas druga burza. Tym razem schroniliśmy się w barze „Koronka” racząc się miejscowymi potrawami. W dalszym ciągu byliśmy na szlaku niebieskim, który zawiódł nas na Koczy Zamek. Wprawdzie miejsce to nie ma nic wspólnego z zamkiem ale stanowi znakomity punkt widokowy na cztery grupy górskie – Beskid Żywiecki, Śląski a także Małą Fatrę a nawet oddalone Tatry. Po burzy góry „dymiły” pióropuszami mgieł. Odcinek od przełęczy Koniakowskiej prowadził nas do schroniska na Przysłopie przez Tyniok, Gańczorkę, Karolówkę najpierw droga asfaltową , później zaś urokliwymi leśnymi ścieżkami. Do miejsca naszego noclegu dotarliśmy mocno opóźnieni.
Rankiem po spożyciu tradycyjnej już jajecznicy na boczku wyszliśmy na szczyt Baraniej Góry, na którym mieliśmy okazję być w roku ubiegłym. Kierując się na wschód zeszliśmy do przysiółka Fajkówka, który jest częścią Kamesznicy. Zostaliśmy tu gościnnie przyjęci przez gospodynię z agroturystyki. Ostatni odcinek wycieczki prowadził leśnymi duktami co w upalny dzień było dla nas dużą przyjemnością. Zanim dotarliśmy do Węgierskiej Górki koledzy pozbierali ze szlaku leżące gdzieniegdzie śmieci włączając się przy okazji w akcję „Sprzątamy Beskidy z PTT”. Plon swojej pracy w postaci worka odpadów umieścili w koszu na śmieci przez Urzędem Gminy w Węgierskiej Górce.
Ostatnim naszym odpoczynkiem gastronomicznym był bar koło dworca, skąd pociągiem powróciliśmy do Bielska.
Pierwsza w tym sezonie turystycznym dwudniowa wycieczka dla seniorów została przyjęta przez uczestników z ogromnym entuzjazmem i prawie wszyscy zadeklarowali chęć uczestnictwa w kolejnej – na Babią Górę, która jest planowana na 19-20 czerwca br.

VQ
.

uczestnicy wycieczki na szczycie Baraniej Góry

Opublikowano kronika - 2018 | Możliwość komentowania Barania Góra (Beskid Śląski) – wycieczka górska dla seniorów – 29-30 maja 2018 r. została wyłączona

Starostyna, Pikuj (Bieszczady Wschodnie, Ukraina) – wycieczka górska – 26-27 maja 2018 r.

W piątek 25 maja, grupą 40-to osobową, pod przewodnictwem Jana Nogasia, ruszamy o 22.00 autokarem w kierunku granicy z Ukrainą, na dwudniową wycieczkę w Bieszczady Wschodnie. Nad ranem, w Lesku, dołącza do nas przewodnik ze Zrzeszenia Przewodników w Sanoku, który od granicy ma dalej poprowadzić naszą grupę.
Na przejściu granicznym jedna z uczestniczek, już przy odprawie polskiej, orientuje się, że pomyliła paszporty i zabrała ze sobą paszport już nieważny. Jedyna możliwa decyzja: musi wysiąść, wspiera ją jej koleżanka i tak grupa zmniejsza się do 38 osób.
Odprawa na granicy trwa blisko 1,5 godz., po czym, po zaopatrzeniu się u tutejszego „cinkciarza” w odpowiednią ilość waluty ukraińskiej: hrywien (przelicznik: 100 UAH za 15 PLN – tak jakoś), w Bielsku nie do zdobycia, ruszamy dalej. Nasz przewodnik opowiada o mijanych miejscowościach, niestety większość z nas znużona długą podróżą śpi.
Około 7 rano dojeżdżamy w okolice Przełęczy Użowskiej, oddzielającej Bieszczady Zachodnie – „nasze”, od Bieszczad Wschodnich – „ukraińskich”. Szybkie śniadanie, przebranie butów, pozostawienie niepotrzebnego bagażu w autokarze i ruszamy już pieszo dalej.
Przed nami trasa około 9-godzinna. W planie mamy wejście na Starostynę (1229 m n.p.m.). Przewodnik uczula nas, że szlak jest praktycznie nieoznaczony i można się zgubić. Idziemy dość szybko. Całe szczęście, że przewodnik jest palaczem. Papieros dla niego to „dymek w płuca”, dla nas oznacza chwilę na złapanie oddechu. Początkowo trasa biegnie wzdłuż lasu, później wchodzimy w gęstwinę, klucząc, przedzierając się przez krzaki, powalone drzewa, idziemy w górę ścieżką, znaną chyba tylko przewodnikowi. Od czasu do czasu widać jakiś znak. Gdy nabraliśmy już wysokości, okazuje się, że trzeba schodzić ostro w dół, dość śliską ścieżką. Przytrzymując się gałęzi schodzimy „jak się da”, niektórzy upadają, zjeżdżają na swoich „siedziskach”. Najtrudniej jest tym ostatnim, bo ścieżka jest już rozjeżdżona butami. Ale opłaca się. Jeszcze chwilę i przed nami piękne, rozległe, kwieciste łąki. Pogoda piękna. Kilka minut odpoczynku i dalej, na grzbiet. Jeszcze trochę lasu i już roztaczają się piękne, ogromne połoniny. Ścieżka biegnie grzbietem, wchodzimy na Drohobycki Kamień (1186 m n.p.m.). Odpoczywamy i podziwiamy, podziwiamy… Przewodnik opisuje nam całą panoramę wokół, od Bieszczad po stronie polskiej: grupy Tarnicy, przez połoninę Caryńską, Wetlińską i dalej… Słyszymy pomruki krążącej gdzieś burzy. Ruszamy dalej, wchodzimy na Starostynę. Wokół przestrzeń, łąki, widoki, pustki. Na całej trasie nie spotykamy nikogo. Burza zbliża się coraz bliżej, gdy zaczyna padać, przewodnik decyduje, że schodzimy trochę wcześniej. Okazuje się, że burza tylko postraszyła. Schodzimy w dół do wsi Libuchora i tu pełne zaskoczenie. Jakby świat zatrzymał się w miejscu 40-50 lat wcześniej. Stare chałupy pokryte strzechą, liczne kolorowe cerkiewne kapliczki, całość pośród rozkwieconych, pachnących górzystych łąk, grających świerszczy, śpiewających ptaków. Robimy zdjęcia. Przez wieś ciągnie się 12-kilometrowa, dziurawa, ubita (jak klepisko) droga. Przy drodze widzimy pasące się świnie, bydło pojone w potoku, chodzące kury. Widzimy dzieci i starszych ludzi. Młodzi wyjeżdżają stąd do pracy do Polski, widać samochody z polską rejestracją, sprowadzane przez tutejszych. Starsza kobieta żali się, że w Polsce młodzi zarabiają tylko 500 dolarów. Poddajemy się leniwej atmosferze i czekamy na autokar siedząc na schodach przed tamtejszym sklepem. Jest fajnie. Piwo kosztuje tylko 2 zł. Libuchora ma dwie cerkwie, jedna znajduje się w dolnej części wsi, druga zaś w górnej. Powoli odjeżdżamy, tocząc się po dziurawej drodze, mieszkańcy machają nam rękami. Dla mieszkańców też jesteśmy chyba rzadko spotykaną atrakcją. Nocujemy w miasteczku Wołowiec.
W kolejnym dniu celem wędrówki jest Pikuj (1408 m n.p.m.), najwyższy szczyt Bieszczad. Przyjeżdżamy do wsi Latorka. W drodze przewodnik dzieli się dość szczegółową wiedzą o tutejszych górach. Straszy, że będzie odpytywał, co zapamiętaliśmy. Z daleka Pikuj wygląda imponująco, ma charakterystyczny kształt. I znów do góry. Słońce, gorąco, ale co to dla nas. Śmiejemy się, że w papierosach przewodnika muszą być dopalacze, bo po każdym papierosie, wydaje nam się, że idzie coraz szybciej. Po około 3 godzinach wspinaczki, w końcówce ostro pod górę, przedzierając się przez gąszcz jałowców, osiągamy szczyt. I tutaj pojawiają się ludzie z innych grup lub indywidualnie. Chyba dlatego, że to niedziela. Przez szczyt Pikuja do 1772 r. przebiegała granica między Koroną Królestwa Polskiego a Królestwem Węgier, natomiast przed II wojną światową była to południowa granica Rzeczypospolitej Polskiej.
Na szczycie stoi betonowy obelisk poświęcony Tomasowi Masarykowi, dwa krzyże: katolicki i prawosławny. Dość długo odpoczywamy, robimy zdjęcia. W oddali słychać burzę. Trzeba ruszać dalej. Nasza koleżanka zaaferowana robieniem zdjęć, ruszyła w drogę przeciwną, niż my. Niewiele brakowało i gdyby nie szybka reakcja przewodnika, zgubiła by się nam. I znów ogromnymi połoninami, grzbietem, wśród krzaków borowin podziwiając widoki, idziemy dalej w kierunku Ostrego Wierchu. Burza, a właściwie kilka burz jest coraz bliżej. Zaczyna kropić, każdy szybko ubiera coś przeciwdeszczowego i jak najszybciej w kierunku jakichś zarośli. Leje, grzmoci. Skuleni w zaroślach przeczekujemy. „Wali” blisko nas. Burza jak przyszła szybko, tak szybko odeszła. Schodzimy w dół, do wsi, gdzie czeka na nas autokar.
Znów dość długo dziurawą, gruntową drogą, musimy dojechać na asfaltową. Po drodze szybki posiłek w zajeździe. I do granicy. Zaraz przed nią każdy zaopatruje się w tutejszych sklepikach w specjały, najczęściej alkoholowe, oczywiście w dozwolonych ilościach. Godzinna odprawa graniczna i jesteśmy w Polsce. Żegnamy naszego zaprzyjaźnionego przewodnika z Leska i jedziemy dalej, w kierunku Bielska. Gdy jesteśmy już blisko celu, pan Jan – nasz „rdzenny” przewodnik, tak trochę „górnolotnie” stwierdza, że uczestnicy naszej wycieczki są prekursorami przyszłych wycieczek na wschód, poza granice Polski.
W Bielsku byliśmy w poniedziałek około 2.40 (w nocy).
Dziękujemy Ci Janku za kolejną świetną, pełną wrażeń wycieczkę.

A.
.

uczestnicy wycieczki na Pikuju

Opublikowano kronika - 2018 | Możliwość komentowania Starostyna, Pikuj (Bieszczady Wschodnie, Ukraina) – wycieczka górska – 26-27 maja 2018 r. została wyłączona

Kissavos (Masyw Ossa, Grecja) – wycieczka górska – 26-27 maja 2018 r.

Nasi dwaj koledzy-seniorzy Andrzej Głażewski i Henryk Kosiec wybrali się pod koniec maja do Grecji. Podczas wyjazdu postanowili zdobyć kulminację masywu Ossa. Poniżej relacja z tego wejścia:

Po zeszłorocznym, jesiennym pobycie w Kokkino Nero nad Morzem Egejskim u stóp masywu Ossy zapadła decyzja – powtarzamy Grecję, aby wejść na jej kulminację – Kissavos (1978 m n.p.m.) oraz na Olimp.
26 maja wyruszyliśmy z miejscowości Koustoupii na 33-kilometrową trasę przez Karytsę z częściową podwózką. W upale asfaltową drogą, a następnie kamienistym zboczem, przez przełęcz obok ruin jakiejś budowli (może dawnego schroniska), w godzinach południowych dotarliśmy na betonowy dach szczytu Kissavos. Tak, szczyt to betonowy dach schronu, w którego wnętrzu znajdują się liczne prawosławne dewocjonalia, a wejście jest bunkrowe. Widoki na około wspaniałe i dalekie – masyw Olimpu z licznymi jeszcze śniegami (ciągle w naszym planie), wybrzeże Morza Egejskiego z Riwierą Olimpijską, Larisa, urwiska i kaniony.
Droga powrotna tym samym szlakiem do nieczynnego schroniska z bramami z nart. Dalej rozgrzane asfaltowe serpentyny – razem 33 km. Około 17-tej rozkładamy namiot w pobliżu wodopoju – woda jest skarbem w takim upale.
W nocy burza zahaczyła o nas, ale namiot wytrzymał. Rankiem śniadanko z puszki, pakowanie i w drogę z widokami na Olimp i zatoki morza. W Karyście piwko urodzinowe dla Henia, ja kawkę. Do kwatery już tylko 7 km, ale upał niesamowity. A tu rozgrzany asfalt bez cienia. „Ochładza” tylko szeroki widok na bezkresne morze. Około 14-tej docieramy do celu – czeka zbawienny prysznic i obiadek (który trzeba dopiero zgotować).
Z planowanego jeszcze Olimpu z różnych powodów zrezygnowaliśmy – może jeszcze kiedyś da się na niego wdrapać.

Andrzej Głażewski
.

Heniek i Andrzej na dachu (dosłownie) Kissavos

Opublikowano kronika - 2018, seniorzy | Możliwość komentowania Kissavos (Masyw Ossa, Grecja) – wycieczka górska – 26-27 maja 2018 r. została wyłączona

Kasprowy Wierch (Tatry Zachodnie) – wycieczka górska – 26 maja 2018 r.

Gdy większość naszych koleżanek i kolegów wędrowała po Bieszczadach Wschodnich na  Ukrainie niewielka grupa członków i sympatyków Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w tym samym czasie wybrała się w Tatry Zachodnie zdobyć Kasprowy Wierch.               Punktualnie o 6 rano wszyscy stawili się w miejscu zbiórki i wyruszyliśmy z Bielska-Białej w kierunku Zakopanego. O 8.30 wystartowaliśmy z Kuźnic przy rondzie w kierunku wejścia do TPN, po drodze usłyszeliśmy jeszcze kilka cennych informacji o historii Kuźnic od naszego przewodnika. W końcu dotarliśmy do bramki gdzie kupujemy bilety i ruszamy żółtym szlakiem Doliną Jaworzynki. Wkoło nas roztacza się piękno przyrody, wapienne skały pokryte różnobarwnymi roślinami (Goryczką Klusjusza, Dębikiem Ośmiopłatkowym, Stokrotnicą Górską oraz Pierwiosnkiem Wyniosłym). Nie zabrakło też endemitu Urdzika Karpackiego. Pniemy się coraz wyżej, aż dochodzimy do Przełęczy pod Kopami skąd szlak prowadzący do schroniska zmienia się na niebieski. Dochodzimy do Hali Gąsienicowej gdzie robimy zdjęcie grupowe. Pogoda z upalnej zaczyna się zmieniać, niebo staje się coraz ciemniejsze. Docieramy do schroniska w Murowańcu, pół godzinna przerwy i przewodnik ma czas na podjęcie decyzji czy idziemy dalej do góry czy wracamy. Śmigłowiec TOPR-u  już czwarty raz leci w stronę Orlej Perci najwyraźniej pogoda nie służy turystom. Przerwa dobiega końca i decyzja zapada, że jednak ruszamy dalej w stronę zaplanowanego szczytu Kasprowego Wierchu.  Całą drogę nasz przewodnik opowiada o widocznych wkoło szczytach. Z nieba zaczynają spadać pojedyncze krople deszczu. Mamy jeszcze około 15 min do szczytu i nagle pogoda nie wytrzymała, lunęło z nieba. Nie trwało to długo, ale zdążyło nas zmoczyć. Przeczekaliśmy deszcz, jeszcze kilka fotek na szczycie i zaczynamy schodzić w kierunku Myślenickiej Turni, a następnie Kuźnic. Zza chmur znów wychodzi słońce. Do Kuźnic gdzie wysadził nas kierowca zeszliśmy na godz. 15.00. Mamy czas na obiad i o 16.45 wyruszamy w drogę powrotną do Bielska-Białej. Znakomita jazda naszego kierowcy Arka sprawiła, że na 19.00 byliśmy już w Bielsku. Tym miłym akcentem zakończyliśmy dzisiejsza przygodę w Tatrach Zachodnich, mimo kapryśnej pogody udało się osiągnąć zamierzony cel. Z góry dziękuję naszemu przewodnikowi Piotrowi za bezpieczne i rozsądne poprowadzenie wycieczki i dzielenie się swoją wiedzą na temat Tatr. Do zobaczenia na kolejnej wycieczce.

K.T.
.

nasza grupka na Hali Gąsienicowej

Opublikowano kronika - 2018 | Możliwość komentowania Kasprowy Wierch (Tatry Zachodnie) – wycieczka górska – 26 maja 2018 r. została wyłączona