Kolejna środa, kolejny mały weekend w środku tygodnia.
Sześcioro dzielnych ludzi spotkało się na parkingu przy Przełęczy Przegibek, aby udać się na krótki spacer, którego celem były Gaiki.
I tak niebieskim szlakiem – wyruszyli… Światło czołówek wskazywało im drogę przez ciemny las, zamarznięte błoto pod nogami skrzypiało prawie jak śnieg pod saniami Mikołaja. Po około półgodzinnej wędrówce dotarli do celu – słup z tabliczkami potwierdził, że to Gaiki. Ale czy na pewno? Posileni herbatą z termosu i tęczowymi żelkami ruszyli dolej. Nie dajcie się zmylić tabliczkom na polanie! Ten prawdziwy szczyt Gaiki jest na wysokości 816 m n.p.m. i aby do niego dotrzeć trzeba zejść czerwonym szlakiem w stronę Straconki, odbić w prawo, wleźć między drzewa i kierować się w stronę świateł miasta… To właśnie tam -poznacie to miejsce po prowizorycznej ławeczce, z której można podziwiać panoramę.
A wracając do naszych podróżników… Jak już się przestali się gapić w światła miasta, zachwycani, że mgła odpuszcza, wrócili na czerwony szlak.
Po kilkunastu minutach spaceru, znaleźli kolejne miejsce, gdzie widok zapierał dech. Ambonka Pani Jolci, a z niej widok na pomarańczowe światła tańczące pod mgłą oraz wstążki dróg i czerwone mrugające w oddali kominy, a to wszystko otoczone górami z obu stron.
Czas mógłby się tu zatrzymać, ale zmarznięte tyłeczki dały o sobie znać i trzeba było ruszać dalej. Trawersem, przez las, po ścieżkach. Obok ciemność i tajemnice nocnego życia, nad nimi księżyc w pełni, zaglądający spomiędzy chmur. Ale to nie koniec przygód. Wystarczyło znowu zboczyć ze ścieżki, aby odnaleźć tajemnicze miejsce przypominające kryjówkę przed światem. Ognisko z takim widokiem – to byłoby coś! Gdzie? Przecież nie po to jest schowane, aby się każdy dowiedział?
Uśmiechnięci, urzeczeni widokami, wrócili na miejsce zbiórki. Kolejna leśna pętelka w doborowym towarzystwie – dzięki! I do następnego razu.
Sylwia Marek

nasza grupa na szczycie









