Na początek mogę powiedzieć, że mieliśmy już całkiem wiosenne popołudnie. Trasę zaczęliśmy od parkingu przy ruinach Stalownika w Bielsku Białej. Szlak prowadzi leśną drogą, stopniowo pnąc się w górę. Podejście jest momentami nieco bardziej strome, ale mam wrażenie, że szybko wszyscy zapomnieliśmy, że idziemy pod górę i że byliśmy dziś w pracy narzucając całkiem konkretne tępo wędrówki. Zmieniające się kolory nieba i przebijające promienie słońca tworzyły w lesie niesamowicie piękny i malarski klimat, który ja osobiście uwielbiam. Wędrując tym przyjemnym szlakiem zatopiliśmy się w rozmowach o zdobytych szczytach, planach i przyszłych wycieczkach. A w powietrzu poczuliśmy wiosnę.
Szczyt Rogacza jest zalesiony, ale na polanach w okolicy można trafić na ładne widoki na okoliczne wzniesienia Beskidu Małego, my mieliśmy już piękną wieczorno-nocną aurę i migocące w oddali światła miast.
Była chwila na uzupełnienie kalorii i bujanie się na huśtawce i po takim oto relaksie i całkowitym odstresowaniu głowy wracaliśmy pomału w ciemności na parking. No tak nie w całkowitej ciemności bo jednak światło z naszych czołówek oświetlało nam drogę dzięki czemu wszystkie kostki mamy całe i zdrowe.
To moja pierwsza wycieczka górska z cyklu „Góry po pracy” i z całego serca polecam aktywny odpoczynek, przewietrzenie głowy i te wspaniałe widoki na kolorowe niebo i zmieniające się góry i przyrodę wokoło nas.
Alicja

nasza grupka przy Gębalówce









