„Azory – nie tylko Pico” – prelekcja Szymona Barona – 2 października 2017 r.

2 października 2017 r. w Grawitacja Caffee kolega Szymon Baron zaprezentował licznie zgromadzonej publiczności slajdy z wyprawy, której celem było zdobycie najwyższego szczytu Portugalii – Pico.
Azory to nie Kanary, to także nie Madera, to nie Sycylia i to także nie Majorka. Azory są inne, kameralne, nadal odrobinę ukryte przed światem. Nie znajdziecie tam wielkich kompleksów hotelowych, gdyż lokalny rząd autonomiczny postawił na rozwój zupełnie innego rodzaju turystyki. Ma być kameralnie i ma być blisko natury. To nie jest miejsce na plażowanie i nie jest gwarantem słonecznej pogody, która sprawi, że wrócimy z piękną opalenizną. Azory, zlokalizowane na środku Atlantyku, pełne są niespodzianek. Możliwe jest wszystko od pięknego słońca, przez lekki deszcz, aż po wielkie ulewy i sztormy.
W kwietniowo-majowy przedłużony weekend Szymon wraz z kolegą Wojciechem wyruszyli z krakowskich Balic przez Bergamo (Włochy), Porto (drugie co do wielkości miasto Portugalii), Lizbonę, z której lokalnymi liniami Air Azores, dotarli w końcu po trzech dniach do Ponta Delgada, stolicy największej wyspy Azorów – Sao Mignel.
Celem wyprawy było zdobycie Pico- najwyższego szczytu Portugalii. Po noclegu w niecodziennych, spartańskich warunkach u niemieckiego ekscentryka – Holgera (zarówno slajdy, jak i barwny przekaz Szymona dotyczący niemieckiego ekscentryka wywołały wśród słuchaczy salwy śmiechu), nasi wędrowcy osiągają cel wyprawy pokonując uciążliwą trasę pokrytą „produktami” erupcji wulkanicznych w siąpiącym deszczyku, mgle lub chmurach. Powyżej dwóch tysięcy metrów – błękit nieba, ale niżej tylko chmury i chmury. Trochę wspinaczki na końcówce trasy w wulkanicznych, ciepłych oparach – aby w południe dopiąć celu.
Po zakotwiczeniu u Emilii – już w komfortowych warunkach, zwiedzeniu miejscowych atrakcji, wyprawie promowej na wyspę Faial (stamtąd ukazał się Pico w całej okazałości) nadszedł nieubłaganie czas powrotu.
Dwa dni w Lizbonie – pięknie położonej, intrygującej, pełnej atrakcji, miejscami biednej i zaniedbanej, ale „z duszą”, lot do słonecznego – tym razem – Bergamo, nocleg, majaczące w słońcu w dali ośnieżone Alpy i nasi podróżnicy wrócili do domu.

S.H.

Ten wpis został opublikowany w kategorii kronika - 2017. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Możliwość komentowania jest wyłączona.