Kráľova hoľa (Niżne Tatry, Słowacja) – wycieczka górska – 6-7 październik 2018 r.

W pierwszy weekend października wybraliśmy się z PTT Bielsko-Biała na dwudniową wycieczkę do naszych sąsiadów Słowaków. Celem naszego wyjazdu była Kralova Hola w Tatrach Niżnych oraz Słowacki Raj.
W sobotę 6 października, jak zwykle to bywa punkt 5:30 zebraliśmy się na dolnej płycie dworca PKS w Bielsku-Białej. Naszym przewodnikiem był Pan Jan Nogaś, który sprawdził obecność i przywitał wszystkich uczestników. Jako że nasza grupa liczyła 17 osób, przemieszczaliśmy się tym razem busem. Naszym pierwszym celem na sobotę było dotarcie do miejscowości Telgart, gdzie mieliśmy nocleg. Około godziny 10:30 dotarliśmy pod hotel. Pan Janek poinformował nas, że spróbuje załatwić zakwaterowanie jeszcze przed wyjściem na szlak. W ten oto sposób 10 minut później już wszyscy mieli bagaże w swoich pokojach. Zabraliśmy ze sobą tylko niezbędny ekwipunek i około godziny 11 wyruszyliśmy w kierunku zielonego szlaku. Startujemy z wysokości 883 m n.p.m. i mamy do pokonania przeszło 1000 metrów przewyższenia. Pogoda była idealna, słonko i temperatura optymalna, więc zaczęliśmy strome podejście. Początkowo leśną ścieżką, później kosówką, lecz cały czas stromo pod górę. Po około 2 godzinach intensywnego wysiłku dotarliśmy do Kralovej Skały (1690 m n.p.m.), skąd już jak na dłoni widać cel naszej dzisiejszej wyprawy. Im wyżej, tym bardziej wzmaga się wiatr, a pod nogami, co kawałek mijamy zalegające płaty śniegu, które pozostały po ostatnim załamaniu pogody. Około godziny 14:30 docieramy na szczyt, gdzie czym prędzej udajemy się do jedynego udostępnionego dla turystów pomieszczenia, aby schronić się przed przenikliwym zimnym wiatrem. To niewielkie schronienie mieści się w stacji przekaźnikowej z wysokim na 131 metrów masztem nadajnika. Zrobiliśmy krótką przerwę na posiłek i podjęliśmy próbę zrobienia zdjęcia z banerem i uwiecznienia zdobycia szczytu. Wiatr nie dawał za wygraną, ale udaje się zrobić świetną fotkę z widokiem na Tatry. Kralova Hola (1946 m n.p.m.) to druga narodowa góra Słowaków. Znana jest z doskonałej dookolnej panoramy obejmującej kilkanaście grup górskich w środkowej i wschodniej Słowacji. Przy bardzo dobrej widoczności, jak to zaznaczył przewodnik, najlepiej w zimie, ze szczytu widoczne są Bieszczady, a nawet oddalona o ponad 220 km Połonina Borżawa na Ukrainie. Uporczywy wiatr nie daje nam zbyt długo cieszyć oczy wspaniałymi widokami, więc zaczynamy schodzić czerwonym, głównym szlakiem Niżnych Tatr. Zejście tak jak i wyjście daje nam nieźle w kość. Nie ma żadnego trawersowania tylko strome zejście prosto w kierunku Telgartu. O godzinie 17:00 jesteśmy już pod hotelem. Pan Jan oznajmił, że obiadokolacja o godzinie 19:00, więc mieliśmy chwilę na rozpakowanie bagaży i odpoczynek. Kuchnia hotelowa zaserwowała nam pyszny rosół, jak to niektórzy ujęli „jak u mamy”, który zdecydowanie podniósł morale całej grupy, po dość wyczerpującym trekkingu. Przewodnik po posiłku zarządził zbiórkę całej naszej grupy, na której to opowiadał o różnych ciekawostkach i legendach związanych z tym miejscem, jak i samą Kralovą. Na koniec omówiliśmy plan na następny dzień i udaliśmy się na zasłużony spoczynek.
Kolejny dzień rozpoczął się śniadaniem o godz. 8:00. Po spakowaniu udaliśmy się w kierunku Słowackiego Raju, a dokładnie miejscowości Podlesok (545 m n.p.m.). Naszym pierwszym celem była Sucha Bela. Piękny wąwóz, który ze względu na rozbudowany system sztucznych ułatwień, kładek, drabin, łańcuchów jest szlakiem jednokierunkowym. Po drodze mijamy liczne wodospady i ciekawe formy skalne. Przejście zielonego szlaku zajmuję nam dwie godziny, a jako że mieliśmy ograniczony czas do dyspozycji, zdecydowaliśmy skierować sie żółtym i czerwonym szlakiem w stronę Klastoriska (770m n.p.m.), gdzie zrobiliśmy dłuższą przerwę na posiłek. Na polanie znajdują się ruiny klasztoru z przełomu XIII i XIV wieku. Nieopodal ma swój początek zejście do wąwozu Klastorska Roklina, który dochodzi do samego Hornadu. Tym też wąwozem, szlakiem zielonym udaliśmy się w kierunku skrzyżowania szlaków nad rzeką. Zejście było dość strome, ubezpieczone w paru miejscach łańcuchami, więc nie sprawiło nam większych problemów. Po dojściu do skrzyżowania szlaków udaliśmy się niebieskim szlakiem już wzdłuż rzeki Hornad w kierunku Podlesoka. Jego trasa wiodła wzdłuż brzegu, raz przekraczając rzekę podwieszonym mostem. W niektórych miejscach, tych bardziej eksponowanych, szlak ten pokonywaliśmy po stalowych platformach (stupaczkach), które niejednokrotnie wisiały parę metrów nad rwącą rzeka. Bez tych udogodnień, jak i mnóstwa łańcuchów, pokonanie Przełomu Hornadu byłoby niemożliwe. O godzinie 15:30 cała grupa planowo i oczywiście bezpiecznie dotarła do miejsca startu. Z racji, że na terenie Słowackiego Raju istnieje ponad 300 km znakowanych szlaków pieszych, mamy nadzieję że uda Nam się tu wrócić jeszcze niejednokrotnie. Przed 16:00 po sprawdzeniu obecności udaliśmy sie w podróż powrotną. Po drodze robimy przerwę na kawę w Ruzomberoku i ruszamy dalej. Kilka minut po 20 byliśmy już w Bielsku.
Do zobaczenia na kolejnym wyjeździe z PTT, czy też na szlaku !!!

Łukasz Kołek
.

nasza grupa pod hotelem w Telgárt

Ten wpis został opublikowany w kategorii kronika - 2018. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.