Mirów, Bobolice, Morsko (Jura Krakowsko-Częstochowska) – wycieczka krajoznawcza dla młodzieży – 9 listopada 2019 r.

9 listopada 2019 r. SK PTT Diablaki w gronie kilkunastu osób, wybrało się ponownie w tym roku szkolnym na Jurę Krakowsko-Częstochowską.
Wycieczka rozpoczęła się o godzinie 7:55 gdy odjechaliśmy busem z przed szkoły. Tym razem jechaliśmy sami, bez grupy z Bielska-Białej. Po wysiadce z busa na parkingu przy zamku w Mirowie do grupy dołączyli do nas indywidualni turyści z Bełchatowa: 2 Panie oraz 1 Pan. Towarzyszyli nam oni podczas pierwszego etapu wędrówki. Przeszliśmy pieszo jakieś 10 minut do zamku w Mirowie, gdzie Pan Norbert opowiedział nam historie szlaku Orlich Gniazd, bo tym szlakiem sie poruszaliśmy. W programie wycieczki mieliśmy 3 zamki: zamek w Mirowie, w Bobolicach i w Morsku. Początkowo trochę padało, ale z czasem coraz lepiej „słuchała” się nas pogoda.
Przy zamku z Bobolicach oczywiście były skałki, nie bylibyśmy sobą gdyby ktoś nie przyjrzał im się z bliska;), ale wszyscy zeszli o własnych siłach i wszystkie kończyny były całe ;). Widoki jesiennego lasu, zapierały dech. Wędrowaliśmy nadal czerwonym szlakiem.
W końcu doszliśmy do ostańców skalnych, które były naprawdę duże. Odkrywcy nowych dziur, wystających skał itp. w składzie Maks, Aldona i ja, wyruszyliśmy dalej. Zza drzew zobaczyłam piękne skały, w momencie zawołałam resztę, w trybie natychmiastowym pobiegliśmy do Pana Norberta. Podczas rozmów dowiedziałam się że tam zmierzamy :’D. Widoki jakie zobaczyliśmy cała grupa były nie do wyobrażenia, były tam ponad 20 metrowe skały!
Ponownie odkrywcy w powiększonym gronie o Wojciecha znaleźli wygodne wejście na ogromną skałę. Gdy całą grupa weszła na górujący nad okolicą 30 metrowy ostaniec, zachwycaliśmy się widokami. Było tam widać dosłownie wszytko nawet zamki, które mijaliśmy, a niektórzy dojrzeli nawet drogę, po której jechaliśmy naszym busikiem. Fota musiała być, na szczycie Góry Zborów (462 m n.p.m.) zrobiliśmy sobie zdjęcie z flagą Szkolnego Koła Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego „Diablaki”, zeszliśmy na dół po plecaki i kierowaliśmy się w kierunku Morska, (przy okazji młoda para robiła sobie zdjęcia, więc życzyliśmy im szczęścia ;).
Przeszliśmy łącznie około 14 km. Po wszystkim wsiedliśmy od busa i wyruszyliśmy z powrotem do Dąbrowy Górniczej. Zakończenie wyprawy było około 16:30. To była jedna z najlepszych pod względem widokowym wycieczka SK PTT Diablaki.

Jagoda Słoń
.

Diablaki na górze Zborów

Zaszufladkowano do kategorii kronika - 2019, SK PTT "Diablaki" przy SP18 w Dąbrowie Górniczej | Możliwość komentowania Mirów, Bobolice, Morsko (Jura Krakowsko-Częstochowska) – wycieczka krajoznawcza dla młodzieży – 9 listopada 2019 r. została wyłączona

Film z wyprawy trekkingowej na Ural Subpolarny

W tegoroczne wakacje grupa 12 członków i sympatyków naszego Oddziału zorganizowała wyprawę trekkingową na rosyjski Ural Subpolarny, której głównym celem było zdobycie Narodnej, najwyższej góry Uralu i zarazem najwyższego szczytu europejskiej części Rosji. Za sprawą Oli i Jurka możemy raz jeszcze przypomnieć sobie uralskie klimaty, oglądając krótką relację filmową z tej wyprawy.
Zachęcamy do obejrzenia!
.

Zaszufladkowano do kategorii inne, kronika - 2019 | Możliwość komentowania Film z wyprawy trekkingowej na Ural Subpolarny została wyłączona

Spotkanie z MSiT w Krakowie – konferencja – 6 listopada 2019 r.

W dniu 6 listopada 2019 r. Ministerstwo Sportu i Turystyki zorganizowało kolejne spotkanie w ramach konsultacji dotyczących wpisania zawodu Przewodnika Górskiego w Zintegrowany System Kwalifikacji (ZSK). Tym razem w rozmowach brały udział środowiska Przewodników Beskidzkich i Sudeckich. W Krakowie pojawiły się stowarzyszenia przewodnickie, liczni przedstawiciele Studenckich Kół Przewodnickich oraz PTTK. Polskie Towarzystwo Tatrzańskie reprezentowała Martyna Ptaszek z Oddziału Bielskiego PTT.
Podczas konsultacji poruszono wiele tematów związanych nie tylko z ZSK, ale przede wszystkim dyskutowano nad potrzebą zmian w przewodnictwie górskim. Swoje propozycje reprezentowali PTTK oraz PSPG.
Osoby zainteresowane tematyką przewodnictwa odsyłam do następnego numeru „Co słychać?”. Znajdziecie tam Państwo artykuł szerzej traktujący o spotkaniach z MSiT oraz przedstawionych propozycjach zmian w przewodnictwie.

MP
.

Spotkanie z MSiT w Krakowie

Zaszufladkowano do kategorii Koło Przewodników, kronika - 2019 | Możliwość komentowania Spotkanie z MSiT w Krakowie – konferencja – 6 listopada 2019 r. została wyłączona

„Grossglockner na szybko” – prelekcja Wojciecha Ślusarczyka – 5 listopada 2019 r.

Kolejne wtorkowe popołudnie, kolejna prelekcja. Tym razem członek naszego Oddziału, Wojciech Ślusarczyk, opowiedział o wyjeździe na Grossglocknera (3798 m n.m.p.) – najwyższy szczyt Austrii, który zorganizował w połowie września.
Zebrani mieli okazję posłuchać o tym, jak należy przygotować się do takiego wyjazdu, na co zrócić uwagę, jaki sprzęt ze sobą zabrać… a także co nas może spotkać na trasie. Było ciekawie i rzeczowo. Warto było wybrać się dzisiaj do lokalu PTT.

SB
.

Zaszufladkowano do kategorii kronika - 2019 | Możliwość komentowania „Grossglockner na szybko” – prelekcja Wojciecha Ślusarczyka – 5 listopada 2019 r. została wyłączona

Potrójna, Łamana Skała, Ściszków Groń (Beskid Mały) – wycieczka górska – 5 listopada 2019 r.

Na ostatnią w tym sezonie wycieczkę wybraliśmy się w rejon Kocierza. W planie mieliśmy obejście górami doliny potoku Kocierka.
27 uczestników wyruszyło na szlak z przysiółka o wdzięcznej nazwie Kocierz Basie. Prowadziły nas „słoneczka” – szlak chatkowy do chatki pod Potrójną. Z wielką przyjemnością przekroczyliśmy progi naszego noclegu sprzed dwóch lat. Wspominaliśmy m.in. wesołe ognisko, a także wieczorną eskapadę łazikiem na szczyt Potrójnej. Nasza liczna gromada rozsiadła się w sali jadalnej chatki i z ogromną przyjemnością raczyła przyniesionymi przez siebie zapasami. Obsługa schroniska uwijała się, aby spragnionym zaserwować kawę i herbatę. Datki co łaska za napoje zbierała skarbonka – zielony kot. Mieliśmy dużo czasu, poza tym kropiło, zatem nie było końca gwarnym rozmowom. W końcu jednak nadeszła pora dalszej wędrówki. Najpierw zdjęcie z banerami przed obiektem, dużo nas było, więc staliśmy piętrowo.
Przestało na chwilę padać i powietrze zrobiło się niezwykle przejrzyste. Po niedługim czasie doszliśmy do górnej stacji wyciągów na Czarnym Groniu. W tym miejscu znajduje się też tablica informująca, że rezerwat Madohora, czyli Łamana Skała powstał w roku 1960, a jego inicjatorem był prof. Władysław Szafer – znany botanik i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nazwa góry pochodzi od „połamanych” bloków skalnych w pobliżu jej szczytu, o czym mieliśmy okazję za chwilę się przekonać. Faktycznie po niedługim czasie dotarliśmy do ciekawej formacji skalnej, która posłużyła nam jako tło sesji fotograficznej. Nagle niebo mocno się zachmurzyło i zaczęło kropić. W rejonie skrzyżowania szlaków Anula deszcz już był dość mocny. W lesie nagle zrobiło się kolorowo od różnobarwnych peleryn. Mimo tej niedogodności nikt nie tracił humoru. Kiedy jednak doszliśmy do miejsca, skąd odchodził niebieski szlak do Ślemienia szefostwo podjęło decyzję skrócenia wycieczki. Okazało się, że niespodziewanie i przypadkowo odkryliśmy jedno z piękniejszych przejść na terenie Beskidu Małego.
Po godzinie byliśmy już na przystanku, skąd za kilka minut miał odjechać autobus do Bielska. Z niewiadomych przyczyn jednak zapowiadany w rozkładzie bus nie przyjechał. Kolejny przewoźnik dowiózł nas do Żywca, skąd pociągiem wróciliśmy do Bielska-Białej.
„Wycieczka do powtórki” – stwierdziła Celina i tak na pewno się stanie, choćby na wiosnę. Jest to przepiękny i mało uczęszczany rejon. Na trasie liczne wychodnie skalne, jaskinie – Grota Komonieckiego z wodospadem Dusica, Czarne Działy, skalne miasto Zamczysko w miejscowości Łysina, oszałamiające widoki na cały Beskid Żywiecki i Tatry – tu trzeba koniecznie wrócić.

Teresa Kubik
.

seniorzy z odwiedzinami w Chatce pod Potrójną

Zaszufladkowano do kategorii kronika - 2019, seniorzy | Możliwość komentowania Potrójna, Łamana Skała, Ściszków Groń (Beskid Mały) – wycieczka górska – 5 listopada 2019 r. została wyłączona

Odeszła Aleksandra Opyrchał

Z ogromnym smutkiem informujemy, że w dniu 3 listopada 2019 r. w wieku 90 lat odeszła od nas na zawsze nestorka naszego Oddziału, ś.p. Aleksandra Opyrchał.

Aleksandra Opyrchał była bardzo aktywną turystką i narciarką  górską, a także taterniczką i alpinistką.
Ukończyła w roku 1951 pierwszy w Bielsku-Białej kurs taternictwa dla początkujących i została przyjęta w poczet członków-uczestników Klubu Wysokogórskiego. Uczestniczyła w letnich i zimowych klubowych obozach wspinaczkowych w Tatrach, w roku 1960 uczestniczyła w pierwszym klubowym wyjeździe w góry Riła w Bułgarii, a w roku 1977 w wyprawie w góry Afryki, w Wysoki Atlas Marokański. Wspinała się w Alpach, dokonując m.in. wejścia na Mont Blanc i Aiguille du Chardonnet (1967). Posiadała uprawnienia taternika zwyczajnego.
W roku 1982 otrzymała godność członka honorowego Klubu Wysokogórskiego w Bielsku-Białej. Od roku 1988 była członkiem Bielskiego Klubu Alpinistycznego, a od roku 2002 członkiem honorowym tego Klubu.
Zarówno w Klubu Wysokogórskim w Bielsku-Białej, jak i w Bielskim Klubie Alpinistycznym pełniła funkcje członka Komisji Rewizyjnej oraz Sądu Koleżeńskiego.
Członkiem Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego została jeszcze przed rokiem 1950, a w Oddziale PTT w Bielsku-Białej była od 1993 roku. To dzięki jej zaangażowaniu w inwentaryzację księgozbioru powstała biblioteka górska PTT i BKA.

Informujemy, że uroczystości pogrzebowe Aleksandry Opyrchał odbędą się 8 listopada 2019 r. (piątek) w kościele pw. Opatrzności Bożej w Bielsku-Białej o godzinie 12:00.

Cześć Jej Pamięci!

Zarząd Oddziału
.

Aleksandra Opyrchał

Zaszufladkowano do kategorii aktualności | Możliwość komentowania Odeszła Aleksandra Opyrchał została wyłączona

Wiktorówki, Gęsia Szyja (Tatry Wysokie) – wycieczka górska – 3 listopada 2019 r.

Rusinowa Polana (1209 m n.p.m.), Gęsia Szyja (1489 m n.p.m.) i Sanktuarium MB Jaworzyńskiej Królowej Tatr to miejsca, które odwiedziliśmy tak liczną gromadą w niedzielę, zaraz po świętach Wszystkich Świętych. Przewodnik Witold Kubik dał nam dzisiaj wolny wybór: komu śpieszyło się na szczyt Gęsiej Szyi, ten mógł tam pójść szybciej niż inni; komu chciało się oczekiwać na bardziej wyraziste widoki z Rusinowej Polany, czyli na słowackie giganty z Lodowym Szczytem na czele, ten mógł pozostać na prawie pustej hali i czekać, czekać cierpliwie aż… Kto zaś pragnął w skupieniu i ciszy pokłonić się Królowej Tatr na Wiktorówkach, ten mógł uczynić to spokojnie jeszcze przed uroczystością.
Ale najważniejszym wydarzeniem w tym dniu była msza św. odprawiona przez o. Dominikanów za zmarłych ratowników TOPR, zmarłych w ostatnim roku w wypadkach w górach, a także tych, którzy zostali upamiętnieni na „ścianie pamięci” przy Sanktuarium.
Po mszy św. wszyscy udaliśmy się pod tę ścianę, aby tam uczcić zmarłych ludzi gór modlitwą, aby wspomnieć i wysłuchać ich imiona, nazwiska, datę oraz miejsce śmierci, posłuchać przejmującej poezji i góralskiej muzyki, wreszcie by zapalić przyniesiony znicz pod którąś z tablic. Wzruszające to były chwile. Polskie, słowackie i czeskie listy zmarłych znowu i w tym roku zapełniły się tymi, którzy góry ukochali, po nich wędrowali, wspinali się, ratowali i w nich na zawsze pozostali…
„Królowo Tatr prowadź Go po niebiańskich szlakach” – napisano na jednej z tablic. Na innej czytaliśmy: „Swą radość życia i miłość do gór wnosiła między ludzi”. Na jeszcze innej tablicy sentencja: „Ukochał Boga, który go wybrał, ludzi, którym służył, góry, w których pozostał”. Przy każdej trzeba się zatrzymać w skupieniu, bo wypisane jest tu wszystko o zmarłym: ratowniku, przewodniku, himalaiście, alpiniście, taterniku, czy wreszcie o turyście, który też przecież kochał góry. Wszyscy oni swoją miłość do gór przypłacili życiem.
Z roku na rok tablic przybywa i zapełnia się ściana na skarpie przy Sanktuarium na Wiktorówkach. Nad wszystkimi tablicami dużymi literami jest napis: „… DOBROWOLNIE PRZYRZEKAM POD SŁOWEM HONORU…” (fragment przysięgi ratowników TOPR). Wiktorówki to taka „polska Osterwa”. Po stronie słowackiej na symbolicznym cmentarzu pod Osterwą uroczystości odbywają się w ostatnią sobotę października, a po polskiej stronie, tu na Wiktorówkach w pierwszą niedzielę listopada. „Jesteśmy jak jedna rodzina, bo łączą nas góry, Tatry” – powiedział w tym szczególnym miejscu prowadzący uroczystość.
Członkowie i sympatycy Oddziału PTT w Bielsku-Białej wzięli udział w tej uroczystości po raz trzeci, a więc byli obecni w tym miejscu od początku. To zasługa Janka Nogasia, naszego przewodnika, który jest inicjatorem tychże listopadowych wyjazdów na Wiktorówki. Niestety z ważnych powodów nie mógł dzisiaj być tu z nami.
Jeden z uczestników wyjazdu miał niezwykle rzadką okazję stanąć przed kamerą telewizyjną i powiedzieć parę słów o dzisiejszym wydarzeniu na Wiktorówkach. Zaczął mówić tak: „Nie byłoby mnie tu, gdybym nie chodził po górach”. Powiedział prawdę! Mnie i nas wszystkich też pewnie by tu dzisiaj nie było…
Tatry i pogoda „uczciły” to dzisiejsze święto potężnym halnym, który po południu rozhulał się na dobre od Zakopanego aż po Bielsko-Białą. Podczas przerwy przeznaczonej na własne potrzeby o mało co nie zmiótł nas z drogi pod Krokwią i nie powalił tak, jak te tatrzańskie lasy, jak te tatrzańskie świerki…
Za rok, w niedzielę 8 listopada zaproszeni jesteśmy na taką samą uroczystość, czwartą z kolei. Pojedziemy tam znowu, dla Nich! Tak, pojedziemy tam z potrzeby serca…

CS
.

nasza grupa pod Sanktuarium na Wiktorówkach po uroczystej mszy w intencji ludzi gór

Zaszufladkowano do kategorii kronika - 2019 | Możliwość komentowania Wiktorówki, Gęsia Szyja (Tatry Wysokie) – wycieczka górska – 3 listopada 2019 r. została wyłączona

„Wakacje w cieniu Matterhornu” – prelekcja Martyny Ptaszek i Grzegorza Pabiana – 29 października 2019 r.

Prelekcja Martyny i Grzegorza w salce Oddziału Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Bielsku-Białej była dla licznie zebranych uczestników prawdziwą ucztą dla ducha. Zobaczyliśmy bowiem górę Matterhorn w słonecznej, sierpniowej pogodzie niemal z każdej strony z różnych miejsc: od Zermatt, od Gornergrat, od Klein Matterhornu, ze szczytu Breithornu i wielu innych. Zobaczyliśmy go odbijającego swoje piękno w wodach jeziorek polodowcowych jak w lustrze, dając turystom okazję do fotografowania tego niezwykłego widoku. Bo też ta najbardziej znana góra alpejska, choć nie jest najwyższa, to jednak należy do najpiękniejszych nie tylko w Europie, ale i w świecie! Liczy sobie 4478 m n.p.m., ma dwa wierzchołki, z których jeden należy do Szwajcarii (Matterhorn), a drugi do Włoch (Monte Cervino).
„Ten Matterhorn to taki wybryk natury (…), ma przedziwny kształt, (…) zdecydowanie odbiega swym śmiałym kształtem od otaczających szczytów. Niepokoi, prowokuje…” – czytamy w książce pt. „Dwa razy Matterhorn” Anny Czerwińskiej i Krystyny Palmowskiej (wyd. Sport i Turystyka 1980 r. str. 11).
Martyna i Grzegorz w zorganizowanej dziewięcioosobowej grupie przebywali w drugiej połowie sierpnia 2019 roku w Alpach Penińskich, w których aż 41 szczytów to czterotysięczniki. Na jeden z nich – Breithorn (4164 m n.p.m.) weszli od strony Klein Matterhornu. Dla Martyny i Grzegorza i wielu pozostałych uczestników był to pierwszy w życiu czterotysięcznik. Wejście na ten szczyt trwał trzy godziny, oczywiście z odpowiednim wyposażeniem (raki, czekan, kask, okulary). Piękne było zdjęcie Martyny i Grzegorza z banerem naszego Oddziału PTT. Brawo! Gratulujemy! Może doczekamy się podobnego zdjęcia ze szczytu samego Matterhornu? Marzenie? Jasne, że marzenie i to całkiem możliwe do zrealizowania!
Trzeba tu wyjaśnić czytelnikom, że oboje są młodymi wspinaczami, zaprawę wysokogórską mają, a wiemy to z dotychczasowych ciekawych prezentacji z wielu wypraw górskich.
Celem tej wyprawy trekkingowej nie był sam szczyt Matterhornu, ale jego otoczenie, zadziwiające swoim pięknem, ogromem gór i kurczących się licznych lodowców. Pośród tego wszystkiego był ten jeden, naj, naj, najważniejszy szczyt, najpiękniejszy, dla którego widoku zjeżdżają się turyści do Zermatt niemal z całego świata, a zwłaszcza z dalekiej Azji.
Zanim uczestnicy wyjazdu dotarli do swojej bazy w Täsch (ok. 6 km przed Zermatt), nie marnowali okazji i zaaklimatyzowali się „po drodze” wchodząc na Zugspitze w Alpach Bawarskich, najwyższy szczyt Niemiec (2962 m n.p.m.) i Wildspitze w Alpach Ötztalskich w Austrii (3768 m n.p.m.). Jak dowiemy się w trakcie prelekcji, aklimatyzacja bardzo się przydała.
Liczne zdjęcia z Zermatt z bogatym komentarzem Martyny pozwoliły nam poznać wyjątkowego ducha tej górskiej miejscowości położonej na wysokości 1600 m n.p.m., ostatniej w dolinie, bo dalej już są tylko góry i góry. Zermatt ma w sobie swoistą górską atmosferę, mnóstwo hoteli i domów z ukwieconymi oknami i balkonami. Wśród nich są też stare tradycyjne kamienno-drewniane domy, muzeum alpinizmu, liczne pomniki (pomnik świstaków), tablica poświęcona słynnemu przewodnikowi, który wspiął się na szczyt Matterhornu ponad 370 razy, ostatni raz w wieku 90 lat. Nazywał się Ulrich Inderbinen. W centrum jest kościół św. Maurycego, a obok niego cmentarz z grobami i tabliczkami upamiętniającymi tych, którzy zginęli w pobliskich górach …
Zermatt ma czyste powietrze, bo spalinowe pojazdy mają tu zakaz wjazdu. Jedynie pojazdy elektryczne mogą tu być używane. Bez wyjątku dotyczy to wszystkich pojazdów, nawet miejscowej policji.
Ale najważniejszy wśród miejscowych atrakcji jest tu ten jeden jedyny, najważniejszy i dostojny, przepiękny Matterhorn – marzenie wielu górskich wspinaczy. Marzenie całej grupy było dużo skromniejsze, a spełniło się jeszcze podczas tej wyprawy, gdy uczestnicy stanęli pod ścianą Matterhornu, czyli tam, gdzie zaczyna się już prawdziwa, trudna wspinaczka. Może kiedyś spróbujemy (?)… takie myśli w tym miejscu pod tą ścianą z pewnością kotłowały się w ich głowach. Doszli tam od Schwarzsee pokonując 700 metrów przewyższenia aż do Schroniska Hörnlihütte (3260 m n.p.m.). Właśnie tu Martyna wspięła się symbolicznie 10 metrów w górę, po prawdziwej skale Matterhornu… i dała radę!
Wśród dziesiątek zdjęć ciekawe było spojrzenie na Matterhorn, który w szybkim tempie zasłaniał się niczym welonem od samej góry do dołu. Na kolejnych zdjęciach, dosłownie co parę minut welon robił się coraz dłuższy i szerszy. Robiło się wtedy smutno … „Jak zobaczyć Matterhorn, to tylko do południa” – podkreśliła i wielokrotnie radziła Martyna. Miała rację!
Szczegółowy opis tej prelekcji zabrałby tu sporo miejsca. Trzeba by jeszcze wymienić wiele ciekawych miejsc, do których dotarli, jak chociażby Monte Moro – góra z Madonną. Uczynię więc skrót i zakończę go słowami Martyny, że „dzień bez trzytysięcznika jest dniem straconym”. O tej prelekcji uczestnicy spotkania z pewnością mogli jeszcze długo rozmyślać. To była piękna prelekcja, której opis był dla mnie mimo wszystko niemałym wyzwaniem!
Dziękujemy Martynie i Grzegorzowi!

CS
.

na prelekcji Martyny i Grześka pt. „Wakacje w cieniu Matterhornu”

Zaszufladkowano do kategorii kronika - 2019 | Możliwość komentowania „Wakacje w cieniu Matterhornu” – prelekcja Martyny Ptaszek i Grzegorza Pabiana – 29 października 2019 r. została wyłączona

Travný (Beskidy Morawsko-Śląskie, Czechy) – wycieczka górska – 27 października 2019 r.

W jesienny ciepły dzień ostatniej niedzieli października, członkowie i sympatycy Oddziału PTT w Bielsku Białej pod przewodnictwem Witolda Kubika, wybrali się wspólnie na Moravskoslezský kraj, tj. do województwa morawsko-śląskiego, aby w cudownych okolicznościach przyrody wejść na szczyt Travný (1203 m n.p.m.), znajdujący się w centralnej części Beskidów Morawsko-Śląskich, który położony jest między rzeką Morávką a potokiem Mohelnice.
W słoneczną niedziele rano wyruszyliśmy ku nowej przygodzie w kierunku Republiki Czeskiej. Droga minęła nam bardzo szybko, a nasz przewodnik opowiadał nam o ciekawej historii regionu do którego jechaliśmy. Tereny te należały do Śląska Austriackiego. Natomiast w czasach Czechosłowacji region nazywany był stalowym sercem kraju, ponieważ dominował tam, przemysł ciężki, a zwłaszcza hutnictwo stali. Należy tu dodać, że pomimo przemysłowego charakteru tego regionu jest w nim szereg obszarów chronionych, naszych odpowiedników parków krajobrazowych.
Gdy jesienią lato, zimą mrozy za to – mówi nasze jesienne przysłowie. Naszym jesiennym celem była góra Travný (1203 m n.p.m.), na której szczyt prowadzą dwa szlaki turystyczne. Jeden z Pražma, a drugi z Morávki. My wyruszaliśmy za niebieskimi znakami z Pražma. Ale za nim weszliśmy na szlak, zwiedziliśmy rzymskokatolicki kościół Parafię św. Jana Nepomucena w Morawce, gdzie jego historię krótko opowiedział nam przewodnik Witold, a później tamtejszy Redemptorysta Ksiądz proboszcz polskiego pochodzenia, który przywitał nas przed drzwiami kościoła i chętnych zaprosił do środka. Później zrobiliśmy grupowe zdjęcie i ruszyliśmy ku nowej przygodzie. Ponieważ szczyt Travný nie jest popularny wśród Czechów, dlatego na szlaku do szczytu wędrowaliśmy praktycznie sami. Podchodząc szliśmy pięknym lasem mieniącym się kolorami jesieni. Będąc na przełęczy (Na Přelači, 686 m n.p.m.) mogliśmy podziwiać skąpaną w słońcu panoramę Pasma Ropicy i podziwiać szczyty Małej Praszywy (706 m n.p.m.) i Praszywy (843 m n.pm.). Można było również oddać się pokusie i skorzystać z zwieszonej pomiędzy drzewami huśtawki, o czym bliżej może coś powiedzieć Grażynka.
Od przełęczy ruszyliśmy ostro do góry. Pomimo wysiłku, który wszyscy włożyliśmy podczas wspinaczki na szczyt Travný, wśród wysokich drzew i szeleszczących pod nogami liści, co rusz słychać było wesołe anegdotki i salwy śmiechu. Na zalesionym szczycie Travnego po grupowej fotografii i krótkim odpoczynku, ruszyliśmy w kierunku osady Visalaje (780 m n.p.m.). Tam również krótki postój i dalej szliśmy w kierunku rozejścia Ježanky (750 m n.p.m.). Tutaj czekała na nas niespodzianka w postaci krótkiej lecz intensywnej wspinaczki ku Gruň – Švarná Hanka (870 m n.p.m.). Tam czekała na nas cywilizacja. Okazało się, że ta część szlaku koloru żółtego jest bardzo popularna wśród czeskich turystów oraz ich czworonogich przyjaciół. Nic w tym dziwnego, skoro wędrując ta częścią szlaku Białego Krzyża po prawej stronie można było podziwiać Malý Polom (1060 m n.p.m.), nasz zdobyty szczyt Travný, pięknie prezentującą się Lysą Horę (1323 m n.p.m.), czy Smrk (1277 m n.p.m.). A gdzieś daleko można było dojrzeć szczyt o niebanalnej nazwie Radegast (1105 m n.p.m.)… Natomiast po lewej stronie mieliśmy pełną paletę cudów natury. Widoczne szczyty słowackiej panoramy, a w nich widoki na Tatry Zachodnie, Małą Fatrę, czy szczyty Wielkiej Fatry – crème de la crème. Na schodach Bezručove Skole zrobiliśmy sobie grupowe zdjęcie i dalej wędrowaliśmy ku końcowi naszej wycieczki tj. do Starych Hamrów. Tam wsiedliśmy do autokaru. Po drodze zatrzymaliśmy się w Vojkovicach „U Koníčka” posmakować czeskich specjałów, a później dalej w drogę aby planowo przyjechać do Bielska-Białej.
Jak powiedział australijski piłkarz grający na pozycji pomocnika lub napastnika Tim Cahill – Jakość podróży mierzy się w liczbie poznanych przyjaciół, a nie przejechanych kilometrach – i chyba coś w tym jest! Górołazy z PTT do zobaczenia na kolejnych wyprawach.

Przemek Waga
.

nasza grupa na starcie we wsi Pražmo pod zabytkowym kościołem św. Jana Nepomucena

Zaszufladkowano do kategorii kronika - 2019 | Możliwość komentowania Travný (Beskidy Morawsko-Śląskie, Czechy) – wycieczka górska – 27 października 2019 r. została wyłączona

Granaty (Tatry Wysokie) – wycieczka górska – 26 października 2019 r.

Kolejny weekend i kolejna tatrzańska przygoda członków naszego Oddziału z okolic Skoczowa… Tym razem dwóch z nich wybrało się w rejon Orlej Perci. Poniżej relacja z wycieczki na Granaty:

Właściwie powinno się zacząć opis od słów „kiedy ranne wstają zorze, dwóch spać nie może…”. Tych dwóch właśnie postanowiło zaliczyć wejście na wszystkie Granaty.
Zanim słonko otwarło oczęta wraz z Łukaszem maszerowaliśmy już wyremontowanym szlakiem przez w kierunku Hali Gąsienicowej. Będąc na przełęczy między Kopami mogliśmy obserwować kolejnych turystów, którzy niczym mrówki z czołówkami pokonywali obie trasy z Kużnic. Ciekawy widok, taki sznureczek świateł.
Po dotarciu do Murowańca i chwili odpoczynku ruszyliśmy w stronę Czarnego Stawu, gdzie weszliśmy na szlak prowadzący w kierunku Zadniego Granatu. W chwilę potem pojawiło się więcej turystów, którzy „atakowali” łańcuchy pod Zawratem. Z każdą chwilą robi się tłoczniej, pogoda dopisuje, jest ciepło. Na każdym z Granatów tłok, kolejki przy łańcuchach, mijanki – słowem: jak na autostradzie.
Po Granatach idziemy dalej w kierunku Krzyżnego, czyli idziemy Orlą Percią. I tu zaczyna się zabawa na całego z łańcuchami, słynną drabinką itp. Za nami i przed nami turyści, i znowu mijanki.
W końcu pokonawszy wszystkie trudności wchodzimy na Małą Buczynową Turnie, z której schodzimy na Krzyżne. Ostatnie foty z banerkiem na tle panoramy tzw „Piątki”. Słonko, które nam dzielnie cały czas towarzyszyło zaczęło już powoli zachodzić, a nam nie pozostało nic innego, jak wracać.
Powrót odbywał się już przy czołówkach. Pogoda dopisała, na trasach tłok.

Andrzej Koczur
.

nasi koledzy na jednym z Granatów

Zaszufladkowano do kategorii kronika - 2019 | Możliwość komentowania Granaty (Tatry Wysokie) – wycieczka górska – 26 października 2019 r. została wyłączona